Od ponad roku tysiące kilometrów od Polski trwa wojna nerwów. Morze Południowochińskie służy Pekinowi jako arena do działań bezprawnych, ekspansjonistycznych i denerwujących sąsiednie państwa. W maju ubiegłego roku przez dwa miesiące po wietnamskiej części spornego morza grasowała chińska platforma wiertnicza, dziś pojawia się na nowo.

Turysta nr 981

 Konstrukcja nosi numer 981 i na ponad 100 metrów góruje nad okoliczną powierzchnią wody. Jest nowoczesna, mobilna oraz chroniona przez flotyllę jednostek chińskiej straży przybrzeżnej. W takim otoczeniu łatwo o incydent, którego konsekwencje mogą przynieść militarne zamieszanie. Platforma wraz ze sztucznymi wyspami budowanymi przez Pekin tworzy w miejscu, które powinno być rajem na ziemi, klimat coraz bardziej piekielny.

Do działań inżynieryjno-wojskowych (sztuczne wyspy stanowią bowiem nowy grunt pod chińskie bazy wojskowe) #Chiny dołączają ruch turystyczny. Na archipelagi Spratly i Paraceli wysyłani są obywatele Chin, którzy przynoszą na nie swój teren zasady z kontynentu. Denerwują lokalnych mieszkańców, nie dbają o środowisko, niszczą rafy koralowe oraz polują na ryby i żółwie zagrożone wyginięciem. Hanoi nie pozostaje Pekinowi dłużne.

Odpowiedź Wietnamu

 Z początkiem czerwca ogłoszono nowy kierunek wietnamskiej turystyki. Na teren wysp Spratly, które dla Wietnamu istnieją jako archipelag Truong Sa, mogą wybrać się wszyscy chcący doświadczyć prawdziwie „patriotycznej podróży”. Wycieczka na teren uznawany za historycznie przynależny Wietnamowi ma zwiększyć nastroje narodowościowe w kraju i dać odpór chińskiej nieuzasadnionej ekspansji. Wystarczy 800 dolarów, by spędzić na wyspach kilka dni. Pierwsze wakacje na Spratly rozpoczęły się od 22 czerwca.  #turystyka