Historia Sudanu od zawsze naznaczona była wojnami, konfliktami i uciemiężeniem miejscowej ludności. Po kilkudziesięciu latach zbrojnych niepokojów, od Sudanu odłączono niektóre tereny, ogłaszając niepodległość Sudanu Południowego, który przejął kontrolę nad większością złóż ropy naftowej dawnego Sudanu. Wątły pokój nie trwał jednak długo. Już w dwa lata później rozszalała się tu nowa, bratobójcza wojna. Wojska rządowe usiłują rozprawić się z rebeliantami.

Początki wojny

W 2013 roku urzędujący prezydent Salva Kiir Mayardit przyczynił się do wybuchu tragicznych w skutkach walk plemiennych, wykrywając rzekomy zamach stanu, którego przywódcą miał być jego zastępca Rieka Machar. Notable wywodzą się z pałających wzajemną nienawiścią plemion Dinka (największa grupa etniczna, ponad 35% populacji kraju) i Nuer (ponad 15% populacji). Odtąd te plemiona pozostają w stanie otwartej wojny o wpływy i władzę. Z braku innych możliwości, w szeregi obydwu walczących stron wcielane są dzieci, porywane bezpośrednio od rodzin. UNICEF szacuje liczbę walczących dzieci na co najmniej kilkanaście tysięcy.

Tragiczny raport ONZ

Członkowie misji ONZ w Południowym Sudanie sporządzili raport, który zawiera zeznania naocznych świadków zbrodni dokonywanych na ludności cywilnej przez oddziały obydwu walczących ze sobą stron. Uzbrojeni ludzie plądrują całe wioski, palą, niszczą i zabijają. Dochodzi do zbiorowych, niezwykle brutalnych gwałtów na kobietach i dziewczynkach, które następnie są zabijane lub palone żywcem. Niektóre dziewczynki lub młode kobiety są zmuszane do małżeństwa albo uprowadzane i wielokrotnie gwałcone, a następnie zabijane. Ujawniono przypadek, kiedy mężczyźni nie mogli się zdecydować, który z nich pierwszy wykorzysta dziewczynkę. Spór rozwiązano, zabijając obiekt sporu. W Malakal (w pobliżu bazy ONZ), w miejscowym kościele rebelianci przez wiele miesięcy dokonywali masowych gwałtów. Jedna z ocalałych osób opowiadała, jak kobiecie włożono w dłonie rozżarzony węgiel w celu wymuszenia na niej wskazania miejsca, w którym znajduje się bydło i wrogie wojsko. Małych chłopców kastruje się i pozostawia w celu wykrwawienia. Bywa, że chłopcy są związywani liną w "pęczek", po czym podcina się im gardła. Starsi chłopcy (powyżej 7 lat) są przemocą wcielani w szeregi walczących. Świadków zbrodni zabija się, aby uniemożliwić zemstę. Często wrzuca się ludzi żywcem do płonącego domu. Po takich napaściach tylko nielicznym udaje się cudem zachować życie.

Prezydent Kiir ustami swojego rzecznika poinformował, że nie wierzy, aby jego żołnierze dopuszczali się podobnych zbrodni.

Kryzys humanitarny

Ludność cywilna ginie tysiącami, a kilka milionów opuściło swoje domy. Niektórym udało się przekroczyć granicę, inni starają się koczować w miejscach uznawanych za względnie spokojne i bezpieczne, między innymi w pobliżu baz błękitnych hełmów ONZ. Sudan Południowy to miejsce, gdzie ponad 11% dzieci nie dożywa piątych urodzin, tysiące kobiet umiera w okresie okołoporodowym, a połowa ludności nie ma dostępu do wody pitnej. W kraju panuje głód. Gospodarka praktycznie nie istnieje, a prawie cały budżet państwa pochodzi ze sprzedaży ropy naftowej, której głównym odbiorcą są Chiny. Sudan Południowy nie posiada rafinerii.

Kiesa państwa jest pusta, działania rządu w zasadzie nie są możliwe. Opozycjoniści oskarżają prezydenta o montowanie państwa policyjnego, z kolei ONZ przekazuje Sudanowi Południowemu fundusze na pomoc humanitarną. Przebywający tam pracownicy organizacji humanitarnych codziennie narażają swoje życie. 1 czerwca świat został lakonicznie poinformowany o wydaleniu koordynatora pomocy humanitarnej, Toby'ego Lanzera "za krytykę państwa". Błękitne hełmy ONZ również stale borykają się z utrudnieniami ze strony rządu Sudanu Południowego. Nie uzyskują zgody na wykorzystanie helikopterów oraz mają problemy z poruszaniem się po terytorium kraju. Poza tym, zdaniem rządu w Dżubie, wykonywanie fotografii przez przedstawicieli ONZ oznacza szpiegostwo.

Międzynarodowa Komisja Pokoju zaproponowała iście salomonowe rozwiązanie. Prezydent Salva Kiir Mayardit z plemienia Dinka miałby pozostać prezydentem, a jego zastępca Rieka Machar z Nuer - pierwszym wiceprezydentem. Przygotowania do negocjacji pokojowych trwają.

Sudańscy uciekinierzy pytają "na co mi ta niepodległość?" My postawmy bardziej niewygodne pytanie - skąd obydwie walczące strony mają broń i amunicję? #Afryka

Źródła: RMF, TVN24, Polskie Radio, DEON