Tureckie lotnictwo wykonuje od wielu dni uderzenia powietrzne na cele w ... autonomicznej republice kurdyjskiej w północnym Iraku. To zdumiewające, biorąc pod uwagę kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych w najnowszych zamachach "państwa diabelskich terrorystów" na tureckim terytorium. Jak podaje w swoich komunikatach prasowych dowództwo kurdyjskich powstańców, również załogi tureckich czołgów, mając w zasięgu ognia powstańców i terrorystów wolą strzelać do tych pierwszych. Nie zważając na to, że "państwo diabelskich terrorystów" jak określają w swoich meczetach #ISIS muzułmanie Rosji, wzięło na siebie odpowiedzialność m. in. za zamordowanie dwóch tureckich policjantów. To tylko najnowszy z wielu dowodów na to, po czyjej stronie stoi tak naprawdę rząd w Ankarze, a prawdopodobnie również większość tureckiego społeczeństwa.

W co gra autorytarny rząd islamisty Erdogana?

Jak donosi armia powstańcza Kurdystanu Syryjskiego w dzisiejszym, zmasowanym ostrzale w wykonaniu tureckich czołgów zostało rannych czterech jej bojowników. Również wciąż jeszcze nie określona liczba mieszkańców wsi Sur Maghar. Dane kurdyjskie zostały potwierdzone przez Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Na tym nie koniec. We wschodniej Turcji dokonano ponad 900 aresztowań, które wedle zapewnień rządu w Ankarze mają na celu sparaliżowanie siatki islamistycznych terrorystów. Jak jednak donoszą miejscowi dziennikarze, ogromna większość aresztowanych to Kurdowie.

Przeciw szaleńcom z IS poleciały trzy tureckie F-16, zrzucając cztery bomby. Może nawet nie celując zbyt dokładnie. Natomiast na oddziały Kurdów sypie się grad bomb, rakiet, a obecnie również pocisków wystrzelonych z armat czołgowych. Mimo narastającej krytyki ze strony sojuszników z #NATO państwo Erdogana walczy nie z tymi, co należy i ... nie należy temu się dziwić.

Cały szereg wypowiedzi tego przywódcy tzw. umiarkowanych islamistów, jakie padły w ubiegłych latach w języku tureckim i zostały nagłośnione przez niektórych jego rodaków, którzy się z nim nie zgadzają, każą obawiać się najgorszego. Erdogan mówił o tym, że ziemia, na której rodzą się i umierają tureccy muzułmanie do nich należy, że "minarety to nasze bagnety" itd. itp. Również stosunek państwa tureckiego do istniejących na jego obszarze wspólnot chrześcijańskich (nie otrzymały nawet uznania za osoby prawne) i morderców duchownych katolickich (nie schwytano ich) jest jednoznaczny. W tej sytuacji pewna pomoc, jakiej Turcy udzielili Kurdom w czasie walk o miasto Kobane, sprawia wrażenie zasłony dymnej.

Muzułmańska Partia Cnoty tylko zwleka z uznaniem nowego kalifa?

Premier Turcji zapewnia resztę świata: "Chcemy utrzymać Państwo Islamskie z dala od naszych granic." Z pewnością dostojnikom państwowym z Partii Cnoty zależy, aby zachować pozory. Przynajmniej do czasu, aż zostanie doprowadzony do stanu gotowości bojowej dostarczony przez Chińczyków system obrony przeciwlotniczej i antyrakietowej. System, który celowo nie zostanie zintegrowany z obroną powietrzną NATO.

Należy pamiętać o tym, że poparcie udzielane oszalałym fanatykom z Państwa Islamskiego przez Rijad i Ankarę jest tajemnicą poliszynela. Al-Baghdadi i jego hordy niewiele by zwojowały bez petrodolarów. Najpierw otrzymali fundusze z Arabii Saudyjskiej, a potem władze tureckie przymknęły oko na przemyt północnoirackiej ropy przez swoje terytorium. Podobnie jak na "przemyt" ochotników płci obojga z Europy Zachodniej do szeregów kalifatu śmierci. Kolejna publiczna tajemnica: w maju amerykańscy komandosi przypuścili atak na miejscowość Deir ez-Zor , aby zabić odpowiedzialnego za tureckie umowy naftowe Abu Sajafa (Abu Sayyaf). Zdobyli wtedy jego komputery i twarde dyski, zawierające szereg dowodów tureckiej zdrady. Umieli obalić Janukowycza...? Jeśli nie umieją albo boją się tego powtórzyć, to...

Musimy przygotować się na najgorsze

Kanclerz Merkel i prezydent Hollande oraz im podobni ludzie pokolenia 1968, z ich utratą kontaktu z rzeczywistością w stosunku do sytuacji wokół tzw. uchodźców śródziemnomorskich, nie są poważnym przeciwnikiem nawet dla Erdogana. Tym bardziej dla samozwańczego kalifa. Natomiast hasło Młodzieży Wszechpolskiej: "dzisiaj imigranci, jutro terroryści" należy uznać za znacznie bardziej odpowiadające prawdzie. Prawdzie, która powinna wywołać przerażenie i powszechną mobilizację przeciw lawinowo narastającemu zagrożeniu Europy.

Wyobraźmy sobie, że Turcja zostaje opanowana przez Państwo Islamskie. To będzie oznaczać kilka rzeczy. Po pierwsze, dalsze uderzenia powietrzne na ten najgroźniejszy odłam wojujących islamistów pociągną za sobą duże straty w ludziach i samolotach. Los jordańskiego pilota, spalonego żywcem przez tych barbarzyńców da do myślenia tym, którzy mają ochotę zgłosić się do sił powietrznych. Również tym, których kontrakt dobiega końca. Po drugie, opanowanie Turcji umożliwi atak na wyspy greckie. Wyspy już i tak pełne nielegalnych imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy już pokazali jaki jest ich stosunek do tych, co nie wyznają islamu.

Opanowanie wysp greckich otworzy drogę na Bałkany, gdzie muzułmanów i muzułmańskich fanatyków też nie brakuje. Sytuację mógłby nieco polepszyć wojskowy zamach stanu w Grecji, bo ten kraj zostałby natychmiast zmilitaryzowany i zaczęłyby się tam przygotowania do walki. Wiele wskazuje jednak na to, że tylko użycie broni jądrowej, najpóźniej zaraz po pojawieniu się sił Państwa Islamskiego w granicach obecnej Republiki Tureckiej, mogłoby uratować sytuację Unii Europejskiej.

Należy się obawiać, że ulegający nowej lewicy przywódcy Francji i W.Brytanii, obawiając się ponadto zmasowanych aktów zemsty w wykonaniu ludów islamu, które nieopatrznie wpuszczono do ich krajów, zawahają się. W czasie, gdy będą się wahać, na południowo-wschodnich krańcach naszego kontynentu zostanie rozpętana wojna podobna do wietnamskiej. Ta wojna będzie się stopniowo rozszerzać w kierunku Węgier, Austrii, Czech...

Czy nastąpi to za rok czy za dwa lata? To chyba tylko jedyna wątpliwość, jaką jeszcze można mieć w tej sprawie. Nasi czescy bracia rozpoczęli już pewne przygotowania, a nasz kraj? Rzecz jasna jest alternatywa tak dla wyjątkowo tragicznej konieczności użycia broni masowej zagłady jak i groźby rozlania się islamistycznych hord po Europie. Jest nią turecka zgoda na powstanie państwa kurdyjskiego. W zamian wielki duchem i bohaterski naród kurdyjski, który stawia swą wspólnotę narodową ponad religie, między które jest podzielony, walczyłby do ostatniej kropli krwi. Wsparcie tej walki przez wielką armię turecką oraz jej sojuszników z NATO mogłoby położyć kres ciemnościom, które kryją ziemię. Do tego trzeba jednak maksymalnie docisnąć Turcję, względnie niezwykle zdecydowanie wesprzeć turecką opozycję. Na dodatek wśród przywódców mocarstw zachodnich nie ma świadomości czym jest naprawdę #Wielka polityka. Tymi ludźmi rządzą niestety zaklęcia ideologiczne zamiast choćby tylko zrozumienia na czym polegają istotne, długoterminowe interesy narodowe ich własnych krajów.