Amerykańskie media podają, że do katastrofy doszło ok. godziny 11:00 czasu lokalnego w Moncks Corner, w Karolinie Południowej. Początkowo było wiadomo tylko, że myśliwiec F-16 spadł na ziemię. Znaleziono wtedy także szczątki innego płatowca, ale nie było jeszcze jasne, czy doszło do zderzenia. Teraz nie mamy już wątpliwości, co się stało, lecz wciąż trzeba ustalić, po czyjej stronie leży wina. Wiemy jedynie, że myśliwiec odbywał lot szkoleniowy.

Szczątki maszyn znajdowano w wielu miejscach na terenie Berkley County w Stanach Zjednoczonych. Skupiano się jednak na znalezieniu ciał, bo wciąż nie było wiadomo, ile osób ucierpiało w katastrofie. Po trzech godzinach od tragedii pojawiło się jedynie oświadczenie bazy Sił Powietrznych w Shaw, które informowało o tym, że pilot myśliwca katapultował się z kokpitu i lekko ranny został przewieziony do szpitala. Po pięciu godzinach od zderzenia otrzymaliśmy potwierdzenie, że na pokładzie Cessny znajdowały się dwie osoby, które ,niestety, poniosły śmierć na miejscu.

Wina prawdopodobnie po stronie wojskowych

Na miejsce katastrofy udali się wolontariusze z Czerwonego Krzyża, ale także śledczy NTSB, czyli amerykańskiej agencji ds. badania wypadków lotniczych. Mają oni ustalić, dlaczego doszło do zderzenia i po czyjej stronie leży wina. Jednak już teraz możemy domyślać się prawdopodobnego przebiegu zdarzeń.

Dotychczas zdecydowana większość incydentów z udziałem myśliwców i samolotów cywilnych dochodzi z winy tych pierwszych. Sytuacja ma związek ze ścisłym rozdziałem cywilnej i wojskowej kontroli ruchu lotniczego. Często zdarza się, że wojskowi kontrolerzy widzą samoloty pasażerskie, ale nie mają możliwości kontaktu z nimi. Poza tym Cessna mogła nie mieć odpowiedniego transpondera, przez co nie można jej było zobaczyć na radarze. Czasami też myśliwce są kontrolowane tylko w okolicy lotniska i nikt nie informuje pilotów o zbyt małej odległości między samolotami. Z kolei cywilni kontrolerzy w ogóle nie znają pozycji wojskowych maszyn, nie mówiąc już o braku łączności z nimi.

Powtórka z historii?

Podobna sytuacja zdarzyła się już w czerwcu 1971 roku, niedaleko Los Angeles. Doszło wtedy do zderzenia w powietrzu myśliwca F-4B z samolotem pasażerskim linii Hughes Airwest. Zginęło 49 cywilów i pilot myśliwca. Jedyną osobą, która przeżyła katastrofę, był wojskowy nawigator, który zdążył się katapultować.

Śledztwo w sprawie tego wypadku trwało długo, a początkowo w ogóle nie wiedziano, że doszło do zderzenia dwóch maszyn. Wreszcie po ponad roku ustalono, że sprawcami katastrofy byli wojskowi. Wracali oni do macierzystej bazy, ale nie przestrzegali zasad dotyczących maksymalnego czasu lotu. Ogromne zmęczenie skutkowało tym, że członkowie załogi nieprawidłowo postrzegali otoczenie, naruszyli przestrzeń powietrzną lotniska w Los Angeles i nie zauważyli startującego pasażerskiego DC-9. Prawdopodobnie coś podobnego stało się teraz w Moncks Corner. #armia #katastrofa