"Wesołowski miał taką teorię, że ludzie mają na czole, nad nosem taki gruczoł, który odpowiada za pociąg seksualny. Na Dominikanie jest gorąco, więc u Dominikańczyków jest on bardzo rozgrzany i dlatego są tacy chętni do seksu" - takie słowa miały paść z ust arcybiskupa Józefa Wesołowskiego. Twierdzi tak Katarzyna Izydorczyk, prezes fundacji Moja Dominikana zajmującej się propagowaniem w Polsce wiedzy na temat tego kraju. W wywiadzie dla serwisu Newsowi.pl Izydorczyk opowiedziała o sprawie polskich księży oskarżonych przez władze Dominikany o pedofilię. Przyznała, że Wesołowskiego poznała na Dominikanie pięć lat temu i już wtedy zrobił na niej bardzo złe wrażenie. Wesołowski wraz z księdzem Wojciechem Gilem, również oskarżonym o pedofilię oraz ich znajomym z Watykanu odwiedzili restaurację, którą wówczas prowadziła na wyspie.

Księża pojawili się tam w cywilu. Wesołowski w rozmowie z kobietą zażyczył sobie, aby ta zwracała się do niego z wszystkimi tytułami, choć sam mówił do niej na "ty". "Dlatego wydawał mi się zarozumiałym, obrzydliwym bucem. Bardzo pewnym siebie. Takim, który machnie palcem i wszystko ma" - oceniła Izydorczyk.

Prezeska fundacji twierdzi także, że była świadkiem wstrząsającej rozmowy, jaką arcybiskup prowadził z towarzyszącymi mu księżmi. Przekonywał ich wówczas, że każdy człowiek ma nad nosem gruczoł odpowiedzialny za popęd seksualny. Ponieważ na Dominikanie jest bardzo gorąco, u Dominikańczyków jest on nagrzany i dlatego mają oni nieustanną ochotę na seks. Księża słuchający wywodu Wesołowskiego mieli mu przytakiwać i próbować analizować jego słowa. Izydorczyk. przekonuje, że była zażenowana ich rozmową.

Jeden z księży "sypnął"

Prezeska fundacji Moja Dominikana opisuje też, w jaki sposób doszło do ujawnienia pedofilskich zarzutów wobec polskich księży. Abp Wesołowski, jako przedstawiciel Watykanu miał notę dyplomatyczną i przewoził do stolicy apostolskiej listy dyplomatyczne. Pojawiło się wobec niego podejrzenie, że oprócz dokumentów przewozi także narkotyki. Dlatego lokalna policja wszczęła wobec niego śledztwo. Przez przypadek pojawiły się także podejrzenia, że polski hierarcha dopuszcza się czynów pedofilskich. Śledczy ustalili bowiem, że Wesołowski często odwiedza plażę dla pedofilów w stolicy Dominikany. "Jest taka plaża, gdzie dzieci wiedzą, że jak tam pójdą, to zarobią pieniądze. Tam się spotykają pedofile" - mówi Izydorczyk. Tam też miało dojść do aresztowania Wesołowskiego.

Arcybiskup nie przyznał się do winy i unikał składania zeznań. Dlatego śledczy zaczęli przesłuchiwać księży z jego otoczenia i jeden z nich miał go "sypnąć". Duchowny zdradził w przesłuchaniu, że ksiądz Gil jest partnerem Wesołowskiego i także ma ma koncie czyny pedofilskie. Tak doszło do aresztowania i postawienia zarzutów obu polskim duchownym.

Wesołowski unika procesu

W sobotę w Watykanie miał ruszyć proces Wesołowskiego. Do rozprawy jednak nie doszło, ponieważ hierarcha tuż przed posiedzeniem sądu zasłabł i trafił do szpitala. Były nuncjusz papieski na Dominikanie przebywał na oddziale intensywnej terapii jednego z rzymskich szpitali. Włoski dziennik "Corriere della Sera" poinformował, że w przeddzień rozprawy miał on zmieszać alkohol z lekarstwami. Włoska agencja informacyjna Agi twierdzi, że Wesołowski opuścił już szpital i wrócił do Watykanu.

Rozprawę zawieszono na czas nieograniczony. Na razie nie wiadomo, kiedy proces zostanie wznowiony. Podczas sobotniego posiedzenia trybunału watykańskiego odczytano jedynie akt oskarżenia. Wynika z niego, że nad Wesołowskim ciążą zarzuty o czyny o charakterze pedofilskim oraz posiadanie materiałów z pornografią dziecięcą. Trybunał zarzuca mu także wyrządzenie krzywd psychologicznych nieletnim i obrazę moralności chrześcijańskiej. #kościół