Nie jest to akcja stworzona w wyniku ostatniego zamieszania z FIFA. Klub piłkarski, o dziwnie brzmiącej nazwie "FC No U" powstał już przed czterema laty. O ile zrozumienie FC jako angielskiego Football Club, klubu piłkarskiego nie stwarza problemów, to "No U" brzmi wciąż zagadkowo. Z pomocą przychodzi spojrzenie na mapę. Od 1947 roku #Chiny uzurpują sobie prawo do większości terenu na morzu Południowochińskim. Strefę swoich wpływów oznaczają przerywaną linią złożoną z dziewięciu kresek, stąd też bierze się jej dosłowna angielska nazwa "nine-dash line". Mieszkańcom państw, których tereny przywłaszczane są przez samowolną demarkację, linia kojarzy się z krowim językiem lub z literą "U". Jeżeli zatem wspominany klub nie zgadza się z istnieniem litery na mapie, znaczy, że na boisku mamy do czynienia z politycznym manifestem.

Kłopotliwe kreski na mapie

Linia dziewięciu kresek dała o sobie znać po raz kolejny w 2012 roku, gdy chińskie władze w nowych paszportach zamieściły mapę swojego terytorium z wyraźnie zaznaczonym kształtem "U". Rządy Filipin i Wietnamu ostro protestowały przeciwko wyraźnemu zaznaczeniu tych granic w nowych chińskich paszportach biometrycznych. Przybijanie oficjalnych pieczątek w nowych dokumentach świadczyłoby, że pozostałe państwa akceptują nowy stan posiadania Chin, ale Hanoi nie mogło długo blokować wjazdu chińskich obywateli posługujących się nowymi dokumentami na swój teren. Wietnam zbyt długo znajduje się w bezpośredniej bliskości większego sąsiada, by nie zdążył nauczyć się, jak skutecznie prowadzić z nim politykę.

Protesty na boisku

Protestować trzeba było inaczej. Grupa aktywistów, którym los spornego morza pełnego nie mniej spornych archipelagów, co do których Chiny rościły sobie prawa, postanowiła zewrzeć szyki na lokalnym boisku. Założono klub piłkarski i opatrzono go wymyślną nazwą. FC No U był także sprytnym sposobem na prowadzenie zaangażowanej działalności politycznej w kraju, który nie lubi, gdy ludzie wychodzą na ulicę. Przed sportowymi spotkaniami policja chciała uniemożliwić wiece zamykając ulubione lokale, w których spotykali się przyszli piłkarze.

FC No U gra w biało-czarnych strojach. Herbem drużyny jest symboliczna mapa z charakterystycznym kształtem dużego "U" przekreślonego grubym, czarnym iksem. Na plecach mają wietnamską nazwę archipelagu wysp Paracelskich ("Hoang Sa"), jednego z dwóch spornych terytoriów, których wietnamską przynależność ignorują Chiny. Wśród graczy są poeci, blogerzy, przedsiębiorcy i bankierzy. Niektórzy grają na bosaka, wiek waha się od 10 do 60 lat. Mają własny profil na Facebooku, który obecnie śledzi blisko 3 tys. osób. Niektórzy przeżyli rodzinne dramaty, ponieważ żony nie potrafiły zaakceptować politycznych wyborów swoich mężów. Są też tacy, którzy przekreśloną literę tatuują sobie nawet na ramieniu.

Sytuacja Wietnamu jest trudna, a ostatnio wokół sporu o morze Południowochińskie robi się coraz goręcej. Warto wiedzieć, że mieszkańcy kraju stanowczo protestują przeciwko polityce Chin. Być może kiedyś FC No U doczeka się statusu profesjonalnej drużyny sportowej. #piłka nożna #polityka zagraniczna