Korea Północna to kraj wyjątkowy pod wieloma względami. Wszystko musi być w niej największe, najlepsze i przyćmiewające Zachód. Jeden z oficjalnych kanałów rządowej propagandy, serwis Uriminzokkiri potrafi nawet sięgać po retorykę religijną, by przesłanie komunistycznego kraju został odebranie bardziej dobitnie. Według Pjongjangu, gdyby Jezus urodził się na Północy, umarłby z nudów. Nie miałby nic do poprawiania w miejscu, które uważa się za raj na ziemi.

Dynastia Kimów

Od ponad trzech lat władzę sprawuje w kraju Kim Dzong Un. To najmłodszy przedstawiciel dynastii Kimów. Jego dziadek, Kim Ir Sen nazywany jest po dziś dzień Wiecznym Prezydentem. Poza całym narodem stworzył w Korei Północnej kult jednostki. Jego ojciec, Kim Dzong Il uchodził za wytrawnego polityka, który długie lata uczył się rządzenia pod okiem Założyciela Narodu. Kim Dzong Un z kolei objął rządy w wieku niespełna 29 lat, a wcześniej… studiował w Szwajcarii.

Nie za bardzo wiadomo, co najmłodszy Kim chce politycznie osiągnąć. Jego dotychczasowe decyzje polityczne cechuje chaos niespotykany we wcześniejszej historii Północy. Informacje płynące z oficjalnych źródeł malują tamtejszą rzeczywistość jako pasmo sukcesów, jednak w ciągu ostatnich miesięcy Kim Dzong Un rozpoczął bezlitosną czystkę wśród swoich najbliższych współpracowników. Dziś nie wystarczy zwykła lojalność, by przeżyć w komunistycznym reżimie. Potrzeba też sporo szczęścia.

Polityczna układanka 

Korea Północna wciąż trzyma w szachu nie tylko swoich obywateli, ale i nieustannie grozi Zachodowi. Osamotniona po rozpadzie Związku Radzieckiego, pozbawiona dotychczasowego wsparcia ze strony Chin w ostatnim czasie może polegać jedynie na sobie. Nuklearny arsenał pozostaje jedynym sensownym argumentem, którym można zdziałać cokolwiek na arenie międzynarodowej. Inaczej Pjongjang pozostałby bez szans.

Kim Dzong Un ma na koncie własną próbę nuklearną. Był to trzeci test w historii północnokoreańskiego programu atomowego. Doszło do niego w lutym 2013 roku. Od tamtej pory kilka razy sprawdzano możliwości nowych rodzajów rakiet balistycznych, przy okazji sprawdzając granice wytrzymałości Japonii i Korei Południowej, w stronę których leciały pociski. Najnowsza, majowa próba prezentowała możliwości wystrzeliwania rakiet bezpośrednio z pokładu okrętu podwodnego. Do 2030 roku Pjongjang marzy o utworzeniu niezwyciężonej podwodnej armady zdolnej grozić nawet Stanom Zjednoczonym.

Można się z tych snów o potędze śmiać i szydzić ze stylu uprawianej przez Północ propagandy, jednak w tym szaleństwie jest metoda. Kraj może liczyć tylko i wyłącznie na swoją armię. Choć jest uzbrojona głównie w przestarzały poradziecki sprzęt wciąż pozostaje czwartą siłą wojskową świata. Korea Północna dysponuje ponad 1,2 mln żołnierzy w czynnej służbie. To niewiele mniej niż armia Indii, kraju liczącego 50 razy więcej obywateli.

Wciąż nie wiadomo, czy kiedykolwiek dojdzie do militarnej próby sił między reżimem a Zachodem. Nuklearny straszak spełnia swoją rolę. Korea Północna przydaje się także Pekinowi jako pożyteczny bufor na wypadek ewentualnej inwazji USA na Chiny. Podziału na Północ i Południe nie uznaje jedynie Seul, który wciąż liczy na to, że nadejdzie dzień zjednoczenia. Zamiast w atomowe głowice wystarczy uzbroić się w cierpliwość.  #Samsung #śledztwo