O historii i o tym jak i dlaczego lubi się powtarzać... Powtarzają się w wielu językach niemal te same zdania i złote myśli ludzi wybitnych. Wynika z nich, że historia, której już starożytni Rzymianie przypisywali rolę nauczycielki (historia magistra vitae est) nie jest matką miłosierną. Narody, które odmawiają wyciągnięcia właściwych nauk z lekcji historii są bite raz po raz w ten sam sposób. Nieszczęścia, które stały się ich udziałem lubią się powtarzać.

„Nie chcemy umierać za Gdańsk!”

W dawnych czasach, kiedy jeszcze nie było internetu ani sondaży opinii publicznej Francuzi wyszli na ulice, by wołać jak wyżej. Naiwni nie zdawali sobie sprawy, że nie chodzi tu o Gdańsk, ani nawet tylko o samą Polskę, lecz o wyrównanie rachunków. Hitler właśnie z nimi – Francuzami, miał jedne z największych rachunków do wyrównania. Nie chodziło tylko o Alzację i Lotaryngię, ale i o krwawą zapłatę za to, że przy pomocy Francji Anglosasi uniemożliwili dalszy rozwój wielkich Niemiec. Niemieccy lotnicy we wrześniu 1939 mordowali z powietrza tłumy uchodźców na polskich drogach. W maju i czerwcu 1940 na francuskich. Ten motyw powtarza się obecnie. Niemcy zostali zjednoczeni dzięki zezwoleniu na to, udzielonemu przez Kreml. Potem razem z Anglosasami nie dotrzymali słowa i rozszerzyli #NATO za Odrę. Bezustanne ofiary śmiertelne wśród rosyjskich i wschodnioukraińskich kobiet i dzieci, pozbawienie praw Rosjan mieszkających w krajach bałtyckich, są tego skutkiem. W każdym razie ogromna większość ludzi w Rosji właśnie tak to widzi.

Nie chcą umierać za Warszawę, Wilno, Rygę i Tallin

Jak wykazał sondaż przeprowadzony przez amerykański instytut badania opinii publicznej Pew Research (NATO Publics Blame Russia for Ukrainian Crisis, but Reluctant to Provide Military Aid) 58 procent ludności Niemiec wypowiada się przeciw wysłaniu Bundeswehry na pomoc wschodnim krajom członkowskim NATO. Podobne wyniki (ponad połowa ankietowanych przeciw) wykazał sondaż we Francji i Włoszech. Ponadto Niemcy (ale również inne społeczeństwa zachodnioeuropejskie) są zdecydowanie przeciwni wysyłaniu broni wojskom Poroszenki. Pewnym poparciem cieszy się tylko pomoc ekonomiczna dla Ukrainy.

Rosjanie masowo popierają Putina i chcą rozbioru Ukrainy

Niezależny od Kremla amerykański instytut socjologiczny potwierdził powtarzające się wyniki sondaży wykonanych przez podobne ośrodki rosyjskie. Poparcie dla polityki Putina jest masowe wśród jego rodaków. Według najnowszych danych amerykańskich wynosi 88 procent. Z bardziej szczegółowych pytań wynika, że ponad 2/3 ankietowanych uważa, że Rosja zmierza obecnie we właściwym kierunku. Ponad połowa z nich jest zdania, że najlepiej będzie, jeśli Donbas oderwie się na stałe od państwa ze stolicą w Kijowie. Z tym, że tylko poniżej jednej trzeciej z nich chce powiększenia Rosji o dalsze ziemie wchodzące kiedyś w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

Kilka wniosków, które same się narzucają

Pisałem już o tym, jak stosunek sił wojskowych w Europie zaczyna niepokojąco przypominać układ sił w roku 1939. W tym sondażu Niemcy i respondenci w siedmiu innych państwach Europy Zachodniej niemal jednoznacznie (ponad 80 procent) poparli pogląd, że w razie rosyjskiej napaści Amerykanie wypełnią swoje zobowiązania sojusznicze. Trzeba przypomnieć, że w 1939 Anglosasi dotrzymali słowa. Imperium Brytyjskie wypowiedziało wojnę Trzeciej Rzeszy i rozpoczęło działania wojenne na morzu i w powietrzu. Nie zmieniło to niczego ważnego w sytuacji państwa polskiego, niezdolnego do odparcia agresji dwóch potężnych sąsiadów własnymi siłami. Decydujące było to, że ogromna francuska armia lądowa pozostała na swoich umocnieniach i w okopach zamiast zacząć posuwać się wgłąb Niemiec. Mimo, że hitlerowska machina wojenna na swych granicach zachodnich była w tym czasie słaba. Obecnie wiadomo, że Stalin się wahał. Gdyby armie Anglii, Francji i Kanady przełamaly niemiecką obronę na Renie, byłby raczej gotów pomóc dobijać Hitlera niż mu pomagać.

Państwo Putina wciąż jeszcze jest dość słabe, uzależnione od Zachodu, zwłaszcza od systemu finansowego opartego na dolarze. Wciąż jeszcze zabiega o sprzymierzeńców i jest zmuszone starać się unikać bezpośredniej próby sił na wielką skalę. Ta sytuacja może się zasadniczo zmienić już za trzy-cztery lata. Jest to być może czas jaki jeszcze pozostał Polsce i Polakom na dogłębne przemyślenie naszej polityki zagranicznej. Czy warto powtarzać bez końca te same błędy? Byłoby lepiej zrozumieć, że historia nie jest matką miłosierną. #Europa Wschodnia #Wielka polityka