Na te ponad dwie minuty walki czekała cała Ameryka. Gdy American Pharoah wychodził na ostatnią prostą, wszyscy na trybunie stanęli na palcach u nóg. Z Belmont Park roznosił się, hen daleko, ryk ze 100 tysięcy gardeł. Wszyscy wiedzieli, że to już wreszcie koniec - 37 lat poszukiwań wspaniałego konia wyścigowego.
A gdy American Pharoah pod dżokejem Victorem Espinozą (43 l.) jako pierwszy i niezagrożony minął linię mety, stało się jasne, że wyścigi koni pełnej krwi doczekały się swojej wielkiej chwili. A American Pharaoh godny jest stanięcia obok takich sław tego sportu jak Barton i Assault, War Admiral i Whirlaway, Count Fleet i Citation. Wszystkie one były championami Potrójnej Korony.

Do soboty ta sztuka udała się tylko 11 koniom. Ostatni - Affirmed - zdobył ją w 1978 r. Od tego czasu Ameryka wybrała pięciu prezydentów, toczyła trzy wojny i przeszła przez trzy kryzysy w gospodarce. W międzyczasie 13 innych koni stanęło w bramce startowej tego starego toru na Long Islad z szansą na nieśmiertelność. Przed rokiem California Chrome przekonał się, że dystans półtorej mili jest za długi.

Ale w sobotę, wraz z rosnącym rykiem roznoszącym się z Long Island aż po Kalifornię, wracały wspomnienia upartego Affirmeda, szybkiego Seattle Slew i tej niesamowitej maszyny do wygrywania - Secretariatu.
Trener nowego bohatera, Bob Baffert, czuje ulgę. Kilkakrotnie wcześniej przyjeżdżał na Belmont Stakes z przeświadczeniem, że ma konia, który należy do gigantów tego sportu, by po 2 minutach poczuć, jak serce podchodzi mu do gardła. W 1997 r. Silver Charm został dopadnięty tuż przed metą przez Touch Gold. Rok później Buffert był świadkiem jak Victory Gallop o nos wyprzedził Real Quiet. W 2002 r. stracił nadzieję zaraz po wyjściu z bramki, gdy War Emblem potknął się na starcie. 
13 lat temu i przed rokiem szansę na Potrójną Koronę stracił Victor Espinoza. Miał świetne konie, które nie podołały zadaniu. Ale nie tym razem. American Pharoah prowadził od startu. Przez milę gonił go Materiality, na wirażu zbliżył się Mubtaahij z Dubaju, potem próbował Frosted, ale faworyt przekreślił wszelkie nadzieje konkurencji. Był zbyt mocny.

American Pharoah dał zarobić koniarzom. Za postawienie na niego 2 dolarów dostawało się 3,5. Szczęśliwy jest też właściciel konia, Ahmed Zayad. Gdy przed rokiem groziło mu bankructwo, usłyszał wtedy: "sprzedaj dom, wszystko, ale nie tego konia". American Pharaoh zarobił już dla niego 4,5 mln dolarów. Warty jest kilkadziesiąt milionów, a w perspektywie może zarobić nawet miliard. Ale to wtedy, gdy skończy karierę wyścigową. Będzie stał w stajni patrząc na piękne klacze. Zasłużył na to sobie.

źródło: wikipedia
#USA