Na początku maja br. wydano angielski przekład książki "Chiński sen" Liu Mingfu. Autor jest byłym pułkownikiem chińskiej armii, obecnie na wojskowej emeryturze. Jego zdanie na temat chińskiej wizji przyszłości jest tym bardziej ważne, ponieważ to właśnie tym nurtem wydaje się podążać Xi Jinping. Jeżeli do tej pory chińska strategia przywoływała na myśl hasła Deng Xiaopinga o ukrywaniu własnej wartości i atakowaniu wtedy, gdy przeciwnik zupełnie się tego nie spodziewa, język Liu sugeruje granie w otwarte karty.

Świat tylko dla Chińczyków?

Najważniejszym wnioskiem książki jest hasło: "Świat jest zbyt ważny, by zostawić go na pastwę Ameryki". Emerytowany pułkownik twierdzi także, że umacnianie militarnej potęgi Chin nie służy przyszłemu atakowi na #USA, ale ma zabezpieczyć kraj przed amerykańskim atakiem. Państwo Środka ma także czerpać nauki z historii supermocarstw. Przypomina, że Stany Zjednoczone prześcignęły Wielką Brytanię pod względem wskaźnika PKB per capita w 1895 roku, jednak dopiero po 50 latach czyli po zakończeniu II wojny, stały się prawdziwym globalnym liderem. #Chiny wciąż gonią amerykańskie PKB, zatem nie dość, że sama pogoń zajmie kilka dekad to jeszcze kolejne pół wieku potrwa zmiana lidera w kontekście globalnego przywództwa. Liu uspokaja Waszyngton, że ze strony Chin przez długi czas nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo.

Wszystko zgodnie z planem

Za marzeniami jednak trzeba podążać i w tym przypadku książka proponuje dokładnie rozpisany plan. Składa się z trzech głównych elementów: doganiania Ameryki, nawiązywania z nią równej walki i przejmowania kierownictwa nad globem pod każdym względem. Oczywiście wszystko pod hasłem: "Co Chiny mogą zrobić dla świata?". Pułkownik szacuje, że pierwsza faza właśnie trwa i czeka nas jeszcze od 20 do 30 lat spędzanych na wyścigu obu potęg. Trudno to jednoznacznie oszacować pamiętając, że książka Liu ukazała się w oryginale przed pięcioma laty.

W Stanach Zjednoczonych takich emerytowanych wojskowych, którzy po latach służby stają się ekspertami zapraszani do rozmaitych programów, nazywa się telewizyjnymi generałami. Pełnią rolę nowego rodzaju sił zbrojnych, połączenia wydziału dezinformacji wraz z kontrwywiadem. Mówią rzeczy, których nie wypada powiedzieć rządzącym politykom, wytykają błędy opozycji w kraju (jeżeli taka istnieje) albo bezceremonialnie ganią zagranicznych przywódców (wersja chińska). Henry Kissinger, wybitny amerykański polityk specjalizujący się m.in. w relacjach z Chinami, twierdzi, że "Chiński sen" to doskonały przykład prawdziwej mentalności stosowanej przez Pekin. Niezależnie od pacyfistycznych deklaracji wypowiadanych przez tych czy innych rzeczników na forum publicznym chińskie władze i tak będą dążyć do eskalacji napięcia z USA i do nieuchronnego starcia.