Stało się! Po miesiącach pokojowych wieców i marszów, atakowanych przez lewackich i anarchistycznych bojówkarzy, które nic nie dały, obywatele tracą cierpliwość. W mieście Goethego doszło do przepychanki, w toku której działaczom związków zawodowych DGB, powiązanych z SPD i jednemu z przywódców tej partii wytłumaczono ręcznie.

Potworny napad straszliwych nazistów

Cztery osoby nabiły sobie guza względnie wyszły z tego z krwawiącym nosem. Polityk SPD, poseł do Bundestagu Carsten Schneider został publicznie upokorzony. "Obywatele państwa wściekłych" jak przezywają mnożące się grupy niezadowolonych "kłamliwe hieny prasowe", nie żałowali mu szturchańców i odepchnęli go od mikrofonu. Następnie wykrzykiwali swoje żale i żądania do czasu aż ktoś wyłączył im nagłośnienie. Ze względu na to, że było to jedyne poważne zajście podczas obchodów pierwszomajowych w całym kraju naszych zachodnich sąsiadów, odbiło się szerokim echem. Tak nawiasem, nastąpił jakiś cud społeczno-polityczny. Dotąd tego dnia w Niemczech płonęły na ulicach setki opon, a nawet setki samochodów, zaś towarzysze wspólnych przekonań zwalczali "sługusów kapitalizmu". Można wręcz podejrzewać, że ktoś bardzo mocno się starał o spokój, aby na jego tle ...

Wróćmy jednak do przedmiotu zagadnienia, jakim jest przepychanka w Weimarze. W ślad za słowami posła Schneidera okrzyczano ją natychmiast "brutalnym atakiem w stylu SA-manów w latach trzydziestych". Przyczyną niezadowolenia, które doprowadziło do rękoczynów jest plan umieszczenia w tym mieście dużego ośrodka dla uchodźców, którzy napływają setkami tysięcy co miesiąc do Unii Europejskiej. Ze względu na gwałtowny wzrost przestępczości tam, gdzie pojawiły się takie ośrodki, mieszkańcy pięknego i spokojnego dotąd Weimaru poważnie się obawiają. O siebie i o turystów, którzy mogą zacząć omijać tamtejsze zabytki. Może to oznaczać bankructwo wielu małych prywatnych sklepików, księgarń, antykwariatów, pensjonatów itd. Słowem czasy nędzy i rozpaczy.

Zrozumiały gniew, a jednak wielka głupota

Ludzi, którzy dali się sprowokować do fizycznego ataku na posła i działaczy związków zawodowych, nie jest trudno zrozumieć. Są rzeczy, zwłaszcza długotrwałe znęcanie się, w tym psychiczne, które nawet świętego wyprowadzą w końcu z równowagi. Tym bardziej kiedy rodzice zaczynają się bać o dzieci i ich przyszłość. Obrzucani codziennie epitetami i pomawiani o sympatię dla Hitlera spokojni obywatele nie wytrzymali w końcu nerwowo. Mimo wciąż nowych oznak, że w całym kraju wrze władze państwowe, związane z nimi związki zawodowe i media nie zmieniły swego kursu. Ograniczają się do prób stłumienia buntu przy pomocy gróźb zwolnienia z pracy, wyrzucenia ze związku zawodowego itp. Za udział w nieprawomyślnych tzn. politycznie niepoprawnych wiecach i pochodach, ma się rozumieć. Inną bronią z tego arsenału jest napuszczanie skrajnie lewicowych pałkarzy na zgromadzenia niezadowolonych. Było już wielu rannych, w tym od uderzeń kamieniem w głowę.

Mimo to danie przeciwnikowi pokazu przemocy z własnej strony nie było mądre. Jeszcze kilka razy można doznać taniej satysfakcji wyklepania co nieco paszczy "zdrajcom ludu", a potem... Władze będą miały upragniony pozór, aby zabronić dalszej działalności Pegidy albo bardzo poważnie ją ograniczyć. Hasła, które przynieśli ze sobą skorzy do popychania oponentów kontrdemonstranci do złudzenia przypominają hasła "zjednoczonych, ale odrzucających przemoc" czyli Pegidy. Silne w małych miejscowościach Turyngii i Saksonii ugrupowania tradycyjnej niemieckiej prawicy narodowej przegięły pałę. Następnym razem ktoś może im jeszcze w tym pomóc. Tym razem podczas zatrzymania przez policję "wściekli" wykazali minimum rozsądku i dali się zgarnąć bez oporu. Nie doszło jeszcze do prawdziwej prowokacji.

PEGIDA w Zschopau pokazuje jak to się robi

Małe miasteczko Zschopau (wym: czopau, Saksonia, okręg administracyjny Chemnitz) stało się widownią podobnego sporu. Tam jednak mieszkańcy, zorganizowani przez działaczy Pegidy robią swoje w granicach prawa. Bez ekscesów. Nie kończącą się lawiną telefonów, faksów, esemesów itd. wywarli nacisk na burmistrza, który zaczął przechylać się na stronę współobywateli. Wezwał na pomoc firmę ochroniarską, aby pomogła policji pilnować porządku na ulicach i w parkach. Zażądał też od władz krajowych i okręgowych danych na temat tego, kto ma zostać umieszczony w ośrodku dla azylantów, powstającym kosztem odebrania internatu uczniom miejscowej szkoły zawodowej. Planowane na najbliższe tygodnie demonstracje mają doprowadzić do uzyskania wpływu władz miejskich na to, kim będą nowi mieszkańcy Zschopau. To ciekawa sprawa i być może nawet bardzo istotna. Może bowiem powstać precedens, który umożliwi poszukiwanie jakiegoś kompromisu. Bez niego w Niemczech będzie wrzeć, aż... Wręcz trudno przewidzieć co w końcu się stanie. #kampania społeczna #Wielka polityka #Niemcy