Na tym nie koniec. Szef państwa rosyjskiego wydał również polecenie jednoczesnego przygotowania wież z armatami kaliber 152 mm. Pocisk takiej armaty ma być w stanie przebić pancerz o grubości do jednego metra (!) oraz pancerz stalowy osłonięty kostką reaktywną o grubości do 890 mm. Oznacza to dodatkowy środek ostrożności na wypadek napotkania zamaskowanych w jakichś rowach albo wykopach Leopardów. Armata czołgów Leopard 2 nie jest w stanie przebić pancerza nawet T-90, a jednostki pancerne tych czołgów będą bezradne wobec ugrupowania pojazdów Armata-Kurganiec.

Natomiast można sobie wyobrazić sytuację, w której pojedyncze Leopardy, wkopane w ziemię albo zamaskowane w jakimś dole, czekają z wygaszonym silnikiem. Posługując się tylko elektrycznym napędem wieży i zasilaniem układów rozpoznania i celowania nie będą widoczne dla urządzeń obserwacyjnych przeciwnika pracujących w podczerwieni. Ich załogi mogłyby spróbować zniszczyć T-14 kilkoma wystrzałami w bok lub tył posuwającego się rosyjskiego olbrzyma. Jeśli jednak ten będzie miał możliwość zniszczenia Leoparda pierwszym swoim wystrzałem, straty w ugrupowaniu T-14 ograniczą się do uszkodzenia kilku własnych wozów pancernych.

Przyspieszone dostawy przedseryjne zastąpią brakujące symulatory

Już w tym roku – pisze zbliżona do ludzi Miedwiediewa „Niezawisimaja Gazieta” – rozpocznie się przydzielanie długich serii przedprodukcyjnych T-14 do batalionów pancernych. Ma to umożliwić rozpoczęcie przeszkolenia na nowy typ broni w każdym z nich. W ten sposób zostanie usunięta przeszkoda w postaci zerwania przez koncern Rheinmetall umowy na dostawę centrum szkolenia czołgistów na mechaniczno-elektronicznych symulatorach. Niemcy odmówili ich dostarczenia w wyniku unijnych sankcji za odebranie Ukraińcom Krymu. Szkolenie będzie połączone z jednoczesnymi próbami na poligonach, co powinno pozwolić zakończyć je w przyszłym roku. W 2016 powinno nastąpić formalne przyjęcie T-14 Nocne Widmo na uzbrojenie i rozpocznie się jego produkcja seryjna. W tymże roku powstaną pierwsze jednostki pancerne, złożone z pojazdów na platformie bojowej Armata oraz Kurganiec-25. W ich skład będą wchodzić również roboty bojowe.

Bezzałogowy niszczyciel czołgów Uran

Inne, być może tańsze rozwiązanie problemu prób zasadzek w wykonaniu Leopardów czy też Abramsów, to niszczyciele czołgów wyposażone w wykrywacze metalu względnie korzystające z danych rozpoznania lotniczo-kosmicznego. Taki pojazd, odpalający przeciwpancerne pociski kierowane i ostrzeliwujący różne cele z działka pokazano przedwczoraj w rosyjskiej telewizji. Uran, zapewne pochodzący (jak wskazuje nazwa) z tych samych Uralskich Zakładów Budowy Pojazdów Mechanicznych (ros. skrót: Urałmaszzawod), jest robotem. Jak podano pojazdy tego typu mogą się zająć również unieszkodliwianiem pól minowych.

Tak oto wyłania się pełne ugrupowanie, przypominające rzymski legion. W awangardzie roboty przeczesujące przedpole w celu likwidacji min i czołgów czekających w zasadzkach. Następnie kompanie czołgów T-14, likwidujące te pojazdy i grupy żołnierzy nieprzyjaciela, którym udało się przetrwać spotkanie z robotami bojowymi. W przypadku naprawdę twardego oporu zlikwidują go, według namiarów podanych przez lekkie czołgi Kurganiec, haubice Koalicja oraz wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe. W międzyczasie zostaną krwawo odparte możliwe kontrataki śmigłowców szturmowych i samolotów bombowo-szturmowych. Wreszcie, w celu szybkiej ewakuacji rannych i jeńców, przybędą pancerne karetki pogotowia i średnie bojowe wozy piechoty. Formacja bojowa, której nie jest w stanie zatrzymać #armia, będzie bronią strategiczną. Strona przeciwna będzie miała do wyboru trzy drogi wyjścia: kapitulacja, prośba o przerwanie ognia i rokowania pokojowe z perspektywą konieczności daleko idących ustępstw wobec Rosji, wojna atomowa. Jak wiadomo wojna to dalszy ciąg polityki, a #Wielka polityka, która się jej z góry wyrzeka jest nie do pomyślenia.  #Rosja