Historia wojskowości to nie tylko dzieje cesarzy, królów, książąt, starożytnych oraz nowożytnych republik i ich wojen. To również, a może nawet przede wszystkim, poznanie i zrozumienie najistotniejszych cech najskuteczniejszych armii, jakie pojawiły się w przeszłości.

Główne przyczyny zwycięstw rzymskich legionów

Z tego, co wiadomo dzięki sensacyjnym wręcz odkryciom archeologii śródziemnomorskiej, jakich dokonano od roku 1928, wyłania się pełny obraz rzymskiej armii. Były trzy główne przyczyny jej przewagi nad wojskami wszystkich innych ludów, jakie żyły dwa tysiące lat temu. Przyczyny tego, że legioniści czasem przegrywali jakąś bitwę, ale wygrywali każdą wojnę.

Ich atutem numer jeden było to, co nazywamy obecnie siłą ognia: artyleria naciągowa (machiny miotające kamienne kule, pociski zapalające i wielkie oszczepy), broń maszynowa (małe machiny wojenne, strzelające całymi seriami oszczepów), dwa oszczepy do miotania przez każdego legionistę. Do tego dochodziły duże pododdziały świetnych łuczników i procarzy. Legion był w stanie wysłać na nieprzyjaciela w ciągu kilku minut ponad dziesięć tysięcy pocisków. Pierwsze fale napastników, usiłujących dobrać się do skóry Rzymianom kończyły przybite do drzew i ziemi oszczepami albo paląc się żywcem w cieczy przypominającej benzynę.

Atut numer dwa to opancerzenie. Rzymskiego żołnierza było naprawdę trudno zabić. Jego zbroja płytowa i hełm, wzmocniony dodatkowymi pierścieniami stali oraz nitami, niezwykle skutecznie chroniły głowę i tors legionisty, częściowo również jego ręce, a także kark. Ten pancerz był odporny na wszystkie rodzaje broni białej, a także na lekkie pociski i groty strzał. Na tym nie koniec, ponieważ legionista trzymał w lewej ręce tarczę z kilku warstw drewna i skóry, wzmocnioną powierzchniami stalowymi, za którą w razie potrzeby mógł się całkowicie schować. W formacji zwanej żółwiem (testudo) chował się za tarczami cały manipuł i ... nadal się przemieszczał.

Atut numer trzy to niezwykle dokładne wyszkolenie tak szeregowców, jak też podoficerów i oficerów. Legion, składający się z czterech do ośmiu tysięcy legionistów i (lżej uzbrojonych) sprzymierzeńców Rzymu, działał tak szybko i sprawnie jak gdyby był to jeden wojownik. Na dodatek wodzowie prawie zawsze wydawali właściwe rozkazy, trafnie oceniając sytuację taktyczną. Chyba, że na czele korpusu, złożonego z kilku legionów, stał jakiś cywil-idiota, co parę razy się zdarzyło. Na ogół wódz rzymski umiał narzucić nieprzyjacielowi korzystny dla swego wojska teren do stoczenia bitwy. Przede wszystkim dbając o to, aby manipuły zachowały swobodę manewru, a artyleria naciągowa swobodne pole ostrzału na wszystkie strony.

Ten, kto zrozumiał i wprowadził w życie ideę legionu rzymskiego, odnosił jedno zwycięstwo za drugim

Najbardziej bezpośrednią przyczyną upadku Cesarstwa Rzymskiego było to, że w IV i V wieku nie było już rzymskich legionów z prawdziwego zdarzenia. Wciąż jeszcze zdyscyplinowane oddziały państwa ze stolicą w Konstantynopolu nosiły kolczugi albo wełniane płaszcze. Osłaniały się drewnianymi tarczami. Zamiast pancernych hełmów miały... wełniane czapki.

Kalifowie pierwszych wieków islamu odtworzyli zakutą w stal piechotę i jazdę, posuwające się w zwartych formacjach, ze wsparciem machin wyrzucających setki wielkich pocisków. Państwo arabskie rozciągnęło się od Atlantyku do Oceanu Indyjskiego. Jako następni dokonali tej sztuki Frankowie i odparli Arabów. Podobne formacje zbrojne udało się wystawić cesarzom rzymsko-niemieckim z dynastii Hohenstaufów. Następni byli Szwedzi w czasach dynastii Wazów. Celny i szybki ogień karabinowy oraz pomysłowe szyki wojsk były mocną stroną Prusaków.

Wreszcie Napoleon. Zrozumiał, że największym atutem legionistów było ich świetne wyszkolenie i ogromna pomysłowość wszystkich oficerów. Zwłaszcza w dziedzinie zmiany szyku wojsk w czasie bitwy oraz sposobów prowadzenia ognia. Napoleoński grenadier walczył w zwartym oddziale, w tym posługując się kolbą i bagnetem. Jego wrogowie ginęli w śmiertelnym przerażeniu i potwornym bólu, powaleni ciosem kolby na ziemię i z sercem przeszytym na wylot bagnetem. Zanim do tego doszło, napoleońska artyleria i niezwykle szybki ogień karabinowy wiarusów cesarza Francuzów potrafiły zabić dwadzieścia tysięcy nieprzyjacielskich żołnierzy w ciągu pięciu minut. Na nieszczęście dla wielkiego Korsykanina wszystko to umiejętnie skopiował i udoskonalił książę Wellington. Anglicy wielokrotnie stosowali jego metody w wojnach kolonialnych.

Z tymi kilkoma wyjątkami armie europejskie przez kilkanaście wieków walczyły jak gromady głupców, pchających się na oślep, bezładnie do przodu albo usiłujących wyciąć wroga bronią białą tak jak się tnie trawę. Wraz z pojawieniem się broni palnej usiłowano równie bezładnie wystrzelać nieprzyjaciela, pchając się przy tym samemu niepotrzebnie pod grad kul. Właściwie rzecz biorąc prąca do przodu masa hitlerowskich czołgów i fizylierów nie różniła się niczym na korzyść od hord germańskich w dawnych wiekach. Jeśli Wehrmacht wygrywał to głównie dzięki Luftwaffe. Kiedy Trzecia Rzesza straciła przewagę w powietrzu skończyły się jej zwycięstwa.

Jak połączyć trudny do przebicia pancerz, ruchliwość, natężenie i celność ognia?

Początkowe, zdumiewające zwycięstwa armii Hitlera były też związane z forsowaną przezeń osobiście (wbrew zdaniu wszystkich generałów, z wyjątkiem Guderiana) koncepcją taranów pancernych. Czołgi Wehrmachtu i Waffen SS zostały skoncentrowane w samodzielnych jednostkach - dywizjach pancernych. Dwustu czołgów, jadących jeden obok drugiego z prędkością ponad 30 kilometrów na godzinę i osłaniających się nawzajem ogniem armat oraz karabinów maszynowych nie można było powstrzymać. Nawet tam, gdzie napotkały kilkadziesiąt gotowych walczyć do upadłego działonów przeciwpancernych, część z nich zdążyła dotrzeć do linii ognia nieprzyjaciela. Armaty przeciwpancerne kończyły ogień zmiażdżone gąsienicami. Tak było w kilku największych bitwach kampanii wrześniowej. Zastosowanie wielu różnych, przemyślnych pułapek na czołgi oraz przydzielenie alianckiej piechocie lekkich środków przeciwpancernych położyło kres takim wyczynom.

Cały dalszy rozwój czołgów, począwszy od dwóch najlepszych czołgów średnich drugiej światowej (T-34 i Pantera), był wyścigiem o jak najlepsze trzy kluczowe cechy. Mianowicie jak największą ruchliwość (prędkość, zwrotność, pokonywanie przeszkód terenowych); siłę, szybkość i skuteczność ognia; odporność pancerza na pociski przeciwpancerne. W słynnych radzieckich T-34 postawiono na ruchliwość i szybkostrzelność kosztem całej reszty. Pantery i Tygrysy górowały nad nimi opancerzeniem i celnością wystrzałów potężnej armaty.

Od T-55 aż po T-90 konstruktorzy mówiący po rosyjsku starali się nadal przede wszystkim o ruchliwość i szybkostrzelność swoich czołgów. Kosztem opancerzenia, bo przecież silnik, poruszając dodatkowy ciężar, nie jest w stanie nadać pojazdowi pancernemu dużych przyspieszeń. Natomiast konstruktorzy niemieccy (Leopard 2), a w ślad za nimi cały Zachód, poszli znowu w kierunku grubego pancerza i zbliżonej do doskonałości armaty. Również dużymi wymiarami i kątami nachylenia blach pancernych Leopard, Abrams, Challenger i Leclerc przypomina PzKfW VI Tiger. Ich ruchliwość ratują do pewnego stopnia bardzo wydajne silniki oraz możliwość nałożenia na pancerz stalowy warstw kompozytowych.

W tym miejscu powrócę do rzymskich legionów. Zapewne wielu czytających me słowa przeciera oczy ze zdumienia. Jak można łączyć legiony starożytności z polem bitwy XX i XXI wieku? Otóż można, jeśli ktoś jest w stanie zrozumieć, że siła tych legionów polegała na bezbłędnym połączeniu niemal doskonałej ruchliwości, niemal niezniszczalnego opancerzenia oraz wielkiej siły rażenia mnóstwa celnych pocisków. Cały zestaw najnowszych rosyjskich pojazdów pancernych, noszących tę samą nazwę, ma te same cechy.

Raczej nieprzypadkowo nadano im łacińską nazwę: armata tzn. bronie. Nie jakieś tam bronie, ale bronie działające razem, w niezwykle dokładnie przemyślanych ugrupowaniach taktycznych. O ich niezwykłych cechach, które oznaczają groźną rewolucję w sposobie tworzenia broni pancernej, nadającą jej cechy broni strategicznych, napiszę niebawem osobno. #Rosja #armia #Wielka polityka