Federalny Zarząd Lotnictwa (Federal Aviation Administration - FAA) czyli jednostka zarządzająca maszynami latającymi w Stanach Zjednoczonych wydała niedawno szokujący raport. Zmroził on krew w żyłach przede wszystkim władzom firmy Boeing, ale źle przytoczony przez dziennikarzy mógł zrazić też nas - pasażerów. Z raportu wynika, że jeden z najnowocześniejszych samolotów na świecie, Boeing 787 Dreamliner może nagle, także w trakcie lotu, stracić zasilanie. Sprawa jest o tyle poważna w Polsce, że nasze #linie lotnicze LOT mają pięć tego typu maszyn i tylko nimi latają na trasach dalekodystansowych. Czy powinniśmy się jednak czegokolwiek obawiać? Nie!

Raport FAA

Żeby zrozumieć realną błahość tej sytuacji trzeba najpierw poznać treść feralnego raportu. Opisuje on wadliwość generatorów umieszczonych w silnikach samolotu. Mówiąc krótko jest to sześć generatorów, które tworzą prąd tylko na potrzeby silników samolotu. Badania tych części ukazały jednak defekt w czterech z nich. Otóż, jeżeli takie generatory działałyby bez przerwy przez 3 miesiące, dojdzie do błędu systemu.

Tu warto dodać, że Dreamliner jest sterowany praktycznie w całości przez komputer, więc błąd systemu głównego oznacza poważne kłopoty ze sterownością. W tym jednak przypadku błąd ma dotyczyć części oprogramowania odpowiedzialnej za pozostałe generatory prądowe samolotu, w tym za baterię główną. Oznacza to, że po trzech miesiącach ciągłej pracy silników, cały samolot straci energię.

Sytuacja wysoce nieprawdopodobna

Koncern Boeing nie zamieścił jeszcze na swojej stronie żadnego oświadczenia, czy sprostowania w odpowiedzi na raport FAA. Po rozmowach z rzecznikiem prasowym firmy wiemy tylko, że rozwiązanie tego problemu będzie aktualnie kwestią priorytetową. Oznacza to, że sytuacja opisana przez agencję jest prawdziwa i teraz pozostaje tylko jej rozwiązanie. Do tego czasu zarząd lotnictwa zalecił okresowe resetowanie oprogramowania w Dreamlinerze. Kroki podjęto szybko, mimo że sprawa została odkryta dopiero 6 lat po pierwszym locie tego modelu. Nie oznacza to jednak, że sprawa zagraża realnie bezpieczeństwu pasażerów. Zastanówmy się nad tym: żeby stało się cokolwiek silniki muszą pracować przez trzy miesiące bez przerwy. A przecież wyłącza się je po każdym lądowaniu. Dreamlinera wprawdzie wykorzystuje się do długich tras, ale rekordzistą w tej dziedzinie jest lot Singapore Airlines 21, który trasę z Singapuru do Nowego Jorku pokonywał w aż 18 godzin. Chociaż w naszym przypadku jest to zaledwie 18 godzin.

Poza tym nawet, jeżeli dojdzie do wyłączenia zasilania, to są procedury na tę okoliczność, a piloci przechodzą specjalne szkolenia w symulatorach jak sobie z tym radzić. Mówiąc krótko samolot ma jeszcze zapasowy akumulator, który działa na tyle długo, że piloci mogą wysunąć turbinę awaryjną. Jest to mały wiatrak wysuwany od spodu samolotu, który pod wpływem powietrza obraca się i połączony z generatorem wytwarza prąd. Nie zapewni nam to pewnie iluminacji świetlnych w kabinie, ale starczy na włączenie silników i utrzymanie podstawowych urządzeń, dzięki czemu samolot będzie mógł bezpiecznie wylądować.

>>>> Zobacz: Piloci na celowniku - sprawdźmy ich! #skandal #podróże zagraniczne