Groening służył w #Auschwitz w maju i czerwcu 1944 roku, kiedy sprowadzono tam 425 tys. Żydów z Węgier. Co najmniej 300 tys. z nich natychmiast zagazowano na śmierć. Miał wtedy 21 lat.

Kim jest Oskar Groening?

Groening urodził się w 1921 roku w Saksonii w Niemczech. Nie miał łatwego dzieciństwa - wychowywał się pod srogim okiem ojca. Jego matka zmarła, gdy miał zaledwie cztery lata. Ojciec, dumny nacjonalista, należał do grupy militarnej Stahlhelm od czasów klęski Niemiec w I wojnie światowej. Był patriotą, chciał walczyć o kraj, był wściekły o to, jak #Niemcy były traktowane na mocy Traktatu Wersalskiego. Życie zawodowe również nie dawało mu wielu powodów do radości - jego firma tekstylna zbankrutowała w 1929 roku.

Młody Groening rozpoczął pracę jako dobrze się zapowiadający urzędnik bankowy, ale po wybuchu wojny, zdecydował, że chce pójść w ślady ojca i dołączyć do zespołu "elity" w armii niemieckiej. Do grupy militarnej - tej samej do której należał jego ojciec - Stahlhelm Młodzież, dołączył na początku 1930 roku, później przeniósł się do Hitlerjugend.

W czasie II wojny światowej wstąpił do Waffen SS, skąd wysłano go do Auschwitz w 1942 roku.

Przez około dwa lata w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau jego praca polegała podobno na liczeniu pieniędzy wyprowadzonych z bagażem zamordowanych Żydów i wysłaniu ich z powrotem do siedziby SS w Berlinie - stąd nadano mu przydomek "księgowy z Auschwitz". Nadzorował również bagaż więźniów transportowanych do obozu.

Ale kiedy wojna się skończyła, nikt publicznie nie mówił o jego roli w Auschwitz. "Księgowy" nie odpowiadał przed sądem za zbrodnie wojenne, zamiast tego zaczął prowadzić normalne, średniej klasy życie w Lüneburg Heath w Saksonii, gdzie pracował w zakładzie szklarskim aż do emerytury.

Zawsze utrzymywał, że jego rola strażnika nie była przestępstwem. "Jeśli mogę opisać to, jako poczucie winy, to jestem winny, ale nie z własnej woli. Z prawnego punktu widzenia, jestem niewinny", powiedział w 2005 roku ''Der Spiegel''.

Groening nie był jednym z tych, którzy decydowali, kto umrze, a kto może żyć. Jego zadaniem było konfiskowanie kosztowności ofiar. Był księgowym - lub, jak sam mówi, zaledwie trybikiem w maszynie śmierci. Pozew wniesiony przeciwko niemu w 1980 roku wycofano z powodu braku dowodów na jego osobiste zaangażowanie.

Jak stwierdził, od razu po przybyciu przekonał się, że Auschwitz jest "niecodziennym" miejscem. - Było tam dużo wódki i jedzenia dla żołnierzy SS, które nie było wtedy powszechne. Wódka była pita przez nich cały czas - mówił.

Proces rozpoczął się we wtorek 21 kwietnia. Przed sądem w Lüneburgu zeznawać będzie łącznie 63 ocalałych z Holokaustu i ich krewnych ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Izraela i innych państw.

Może to być jeden z ostatnich procesów zbrodniarzy z obozów koncentracyjnych, gdyż ze względu na ich aktualny wiek, śmierć może okazać się szybsza od wymiaru sprawiedliwości. #Holocaust