Szef #FBI James Comey przypisał Polakom ogromną współodpowiedzialność za holocaust. Nie raczył jednak sprawdzić, jak to było naprawdę, a są w tej sprawie rozmaite, rzeczowe źródła wiadomości, w tym w języku angielskim. Mógł się odwołać do usług znakomitych amerykańskich historyków, od dawna badających te sprawy. Nie zrobił nic z tych rzeczy, ponieważ to, co powiedział, moim zdaniem powiedział rozmyślnie. Wyjaśniam, dlaczego tak sądzę.

Służby USA werbowały nazistowskich zbrodniarzy

W roku 2010 ukazała się niezwykle ważna książka, która powstała w wyniku ujawnienia części archiwów CIA i FBI. Chodzi mi o: Richard Breitman and Norman W. Coda, Hitler's Shadow. Nazi War Criminals, U. S. Intelligence and the Cold War. Dokumenty wykorzystane tam przez amerykańskich historyków specjalizujących się w historii Niemiec i Stanów Zjednoczonych w XX wieku zostały odtajnione na polecenie Obamy. Przy napisaniu tej książki cenna okazała się również pomoc jakiej udzielił kanadyjski historyk Timothy Naftali, będący znawcą historii Związku Radzieckiego.

Ta monografia została opublikowana przez National Archives, a zatem z funduszy publicznych, i jako taka jest bezpłatnie dostępna w internecie (w formacie PDF). Jak dotąd jedyne, acz częściowe tłumaczenie tej książki na język polski wykonał i opublikował działacz narodowy linii Dmowskiego, Adam Śmiech. Chodzi o rozdział piąty, dotyczący współpracy amerykańskich służb specjalnych z ludźmi OUN-UPA, tzw. melnykowcami i tymi, którzy tworzyli i pomagali tworzyć 14 Dywizję Grenadierów SS "Galizien". Można je czytać pod tytułem stanowiącym dosłowne tłumaczenie drugiej części oryginalnego: Nazistowscy zbrodniarze wojenni, wywiad USA i zimna wojna. Zawartość jest tak wstrząsająca, że pozwolę tu sobie przytoczyć aż trzy szczególnie wymowne cytaty:

"Nazistowskie władze mobilizowały Ukraińców do jednostek policji pomocniczej - niektóre z nich «czyściły getta». Tylko część oddziałów policji pomocniczej składało się z ludzi Bandery. Ale partyzantka banderowska na zachodniej Ukrainie często zabijała Żydów. Historyk Jehuda Bauer pisze, że Banderowcy «zabijali wszystkich Żydów, jakich tylko spotkali», z pewnością ofiar wśród Żydów było «wiele tysięcy».13 Moshe Maltz, Żyd ukrywający się w Sokalu, słyszał od przychylnego Polaka o «około 40 Żydach, którzy ukrywali się w lasach blisko jego domu... grupy Bandery przyszły i zamordowały ich wszystkich.»14

"CIC (amerykański kontrwywiad wojskowy) jako pierwszy zainteresował się Stepanem Banderą we wrześniu 1945. CIC przesłuchiwał członków oddziałów UPA, które docierały do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech, odnośnie wojskowej sytuacji na zachodniej Ukrainie, struktury jednostek UPA, ich kontaktów w amerykańskiej strefie i ich związków z samym Banderą.32 W 1947 roku napływ bojowców wzrósł z powodu Operacji Wisła, przeprowadzonej przez polską armię celem zniszczenia UPA w południowo-wschodniej Polsce, skutkiem czego więcej informacji stało się dostępnych. Partyzanci mówili, że większość bojowców UPA to «zwykli» Banderowcy, ale byli wśród nich także członkowie słowackiej Gwardii Hlinki, ukraińscy SS-mani z 14. Dywizji Grenadierów Waffen SS (Galzien) i «zbiegli SS-mani niemieccy»."

"Operacje CIA z tą grupą Ukraińców rozpoczęły się w 1948 roku pod kryptonimem CARTEL, wkrótce zmienionym na AERODYNAMIC. Hrynioch pozostał w Monachium, a Łebed został przeniesiony do Nowego Jorku, gdzie uzyskał najpierw prawo stałego pobytu, a później obywatelstwo USA. Chroniło go to przed zamordowaniem, nadto, mógł bezpośrednio zwracać się do ukraińskiej emigracji oraz pozwalało na bezpieczny powrót do USA po operacyjnych wyjazdach do Europy. Uważanie jego osoby w Nowym Jorku przez innych Ukraińców za odpowiedzialnego za «masowe morderstwa Ukraińców, Polacy i żydowskich (sic),» było dyskutowane gdzie indziej.92"

Jest to, jak wynika z historii powszechnej (i zostało uwzględnione w innych rozdziałach w. w. książki) tylko pewien wycinek polityki amerykańskiej, jaką przyjęto po II wojnie światowej wobec określonej kategorii ludzi Trzeciej Rzeszy i ich pomocników. Chodzi o tych z nich, którzy w czasie II wojny światowej należeli do faszystowskich ugrupowań i organizacji walczących ze Związkiem Radzieckim, a także byli związani z niemieckimi instytucjami państwowymi wspomagającym tę walkę. Należy tu użyć trybu teraźniejszego, ponieważ ten rozdział historii nie został do dzisiaj zamknięty. To poparcie dla ukraińskich, litewskich, łotewskich i estońskich nacjonalistów oraz esesmanów i ich ideowych spadkobierców nigdy nie zostało wycofane. Utrzymuje się nadal w wielu postaciach. Czy pojawiły się jakiekolwiek wypowiedzi, podobne do tych, które od pewnego czasu pojawiają się w administracji Obamy, skierowane pod adresem antyrosyjskich nacjonalistów z w. w. krajów? Słuchajcie uważnie, bo... Nic nie usłyszycie. Nie należy przecież nadwerężać cennego narzędzia walki z Rosją.

Jaki jest cel podobnych polakożerczych wypowiedzi?

O co tu właściwie chodzi? Obama, po wymówieniu na użytek całego świata zwrotu "polskie obozy zagłady", tłumaczył to potem (przez pośredników!) jako przejęzyczenie. Oczywiście należy przyjąć do wiadomości, że członkowie władz państwowych, dziennikarze i działacze społeczni w USA nie muszą dokładnie znać historii Polski i Europy. Skoro jednak korzystają z opinii ekspertów we wszystkich innych sprawach, to dlaczego nie w tej? Dlaczego nie słyszymy podobnych głosów z Niemiec, Rosji i wszystkich innych krajów? Dlaczego, pomimo setek interwencji dyplomatycznych, sprostowań, listów od czytelników, a także wspaniałych książek brytyjskich historyków o najnowszych dziejach Polski, nadal mamy tysiące oficjalnych informacji w języku angielskim o "polskich obozach koncentracyjnych"? Przykład: "Żydzi z Holandii, którzy zostali wyzwoleni w niemieckich i polskich obozach koncentracyjnych."

(#Holocaust Survivors and Victims Database, United States Holocaust Memorial Museum)

No i tak oto wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli do Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Zapewne mnóstwo Polek i Polaków kieruje w tej chwili ostre słowa pod adresem narodu wybranego, jako podpowiadającego antypolskie zachowania niedouczonym Amerykanom. Ja jednak powstrzymam się od rzucania oskarżeń o żydowsko-niemiecki spisek w sprawie zrzucenia na nasz naród odpowiedzialności za zagładę części narodu żydowskiego w czasie drugiej wojny światowej. Fakty wskazują na coś innego. Otóż moim skromnym zdaniem należy widzieć tę sprawę na tle spraw międzynarodowych.

Toczy się w tej chwili wielka gra, podobna do tej, jaką ostatecznie bez powodzenia prowadzili ostatni gensecy KPZR przeciw Stanom Zjednoczonym. Związek Radziecki wspierał w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych trzy komunistyczne rewolucje w rejonie Zatoki Meksykańskiej - na bezpośrednim przedpolu swego głównego światowego rywala. Była to głupia, bezcelowa i niebezpieczna gra rosyjskich komunistów. Już trzeci z kolei amerykański prezydent prowadzi podobną grę w odwrotną stronę. Szaleństwo ideologiczne, polegające na manii wyzwalania prawdziwych i rzekomych niewolników, bez względu na koszty, nie ma końca w amerykańskiej polityce zagranicznej. Ciągnie się od roku 1898 i przybiera coraz to nowe formy.

Na obecnym etapie nasz naród i państwo odgrywa niestety rolę bezmyślnego taranu do bicia w Rosję. Dokładniej rzecz ujmując, narzędzia trzymania jej w stanie bezustannego alarmu i oblężenia. Na rzecz tego celu poświęcamy własne interesy i własnych rodaków w stosunkach z Ukrainą, Białorusią i krajami bałtyckimi. Na dłuższą metę psujemy sobie stosunki z całą Europą Zachodnią oraz z Izraelem. Obawiam się, że wypowiedź Jamesa Comeya służy dwóm celom. Po pierwsze chodzi o to, by przekonać się, jaka będzie reakcja różnych polskich polityków i społeczeństwa. Miara cierpliwości wobec zniewag i oszczerstw może zostać użyta jako miara oceny czegoś innego. Jest bowiem cel drugi. W zamian za możliwość wymuszenia sprostowania wypowiedzi tego pana, a może nawet przeprosin, można wysondować czy PO albo PiS byłyby skłonne wysłać regularnych polskich żołnierzy do Donbasu. Jak można na to odpowiedzieć? To osobny temat, który niebawem postaram się przedstawić. #Wielka polityka