Mają ładny kształt i chrupką skórkę. Od ich zapachu cieknie ślinka. To wszystko sprawia, że wobec frytek z McDonalda ciężko przejść obojętnie. Jeśli jednak przyjdzie wam ochota na tę przekąskę zastanówcie się dwa razy. Okazuje się bowiem, że oferowane w sieciach McDonald frytki to prawdziwa tablica Mendelejewa. Zdziwi się ten, który uważa, że do ich produkcji używa się tylko ziemniaków. Oprócz tego warzywa frytki popularnej sieci zawierają aż 17 składników, w tym kilku podejrzanych i szkodliwych substancji.

Ziemniaki też tam są

Na pewno znacie tę prawdę, że najważniejsze punkty umowy zawsze są spisane małymi literami.

Reklamy
Reklamy

W wypadku frytek z McDonalda tzw. drobny druk widnieje na pudełku z przekąską. Blog Ulubione.blutu.pl przyjrzał się dokładnie temu, co kryje się za opisem składników na opakowaniu.

W pierwszej kolejności frytki składają się oczywiście z ziemniaków. Popularne warzywo to jeden z podstawowych składników naszej diety. Przez wiele lat uchodziło za tuczące, jednak ostatnio przeżywa prawdziwy renesans. Dietetycy zachwalają jego wartości odżywcze i przekonują, że wbrew utartym przekonaniom nie ma ono wpływu na naszą wagę. Wydawałoby się więc, że także we frytkach będzie to zdrowy i naturalny składnik. Niestety, popularny fast food przetwarza go w taki sposób, że ze zdrowym warzywem ma on niewiele wspólnego.

Pokrojone i uformowane w słupki ziemniaki trafiają do smażenia w mieszaninie olejów.

Reklamy

Tylko nieliczne są naturalnym tłuszczem. Niektóre z nich są wręcz pochodną benzyny. Olej rzepakowy pochodzi z roślin genetycznie modyfikowanych, więc jest typowym GMO. Olej Sojowy w postaci uwodornionej także wytwarzany jest z roślin modyfikowanych genetycznie. W dodatku w procesie jego utwardzania wytwarzane są nasycone kwasy tłuszczowe, a te mają szkodliwe właściwości dla organizmu człowieka. Zawiera on w swoim składzie tetrbutylohydrochinon. Jest to składnik na bazie ropy naftowej, który stosuje się w konserwacji produktów. Jego spożywanie może przyczynić się do wielu poważnych chorób, w tym astmy, zaburzeń hormonalnych, chorób skóry, a nawet nowotworów i uszkodzeń DNA.

Najzdrowszy w tej mieszance tłuszczów jest olej słonecznikowy, jednak w procesie przygotowania frytek producenci podgrzewają go do bardzo wysokich temperatur. W ten sposób jego zawartość chemiczna ulega modyfikacji.

To, co wielbicielom frytek wydaje się ich naturalnym smakiem jest tak naprawdę kolejnym wytworem obróbki chemicznej.

Reklamy

Tzw. naturalne składniki smakowe są wydobywane przez dodawanie glutaminianu sodu. Składnik ten zdążył już zyskać złą sławę wśród konsumentów. Producenci żywności dokładają go często do swoich produktów, tak aby w sztuczny sposób polepszyć ich smak. Glutaminian sodu jest jednak toksyną, a jego nadmierne spożycie może prowadzić do zaburzeń pracy układu nerwowego.

Słodki-słony-tłusty

Dalsza lektura składu frytek przynosi kolejne niespodzianki. Okazuje się, że słona przekąska tak naprawdę zawiera w swoim składzie cukier, i to ten najgorszej jakości. Dekstroza to składnik znacznie bardziej kaloryczny, niż zwykły, biały cukier i przyczynia się do jeszcze szybszego przybierania na wadze.

Pod tajemniczym skrótem E330 kryje się popularny kwasek cytrynowy, który w tym wypadku służy jako składnik konserwujący. Znacznie groźniejsza wydaje się jednak kolejna pozycja na liście. Substancja o skomplikowanej nazwie Dimetylopolisiloksan to tak naprawdę środek antyspieniający i jako taka bywa wykorzystywana jako... uszczelniacz. Jego nadmierne spożywanie może wywołać poważne problemy żołądkowe.

Podwójna obróbka przed podaniem

Jeśli myślicie, że na tym koniec, to jesteście w błędzie. Okazuje się, że frytki przed trafieniem na stół poddawane są podwójnej obróbce. Pierwsza z nich odbywa się w fabryce, należącej do sieci fast foodów. Druga z nich dzieje się w restauracji, tuż przed podaniem frytek klientowi. Przed opuszczeniem fabryki frytki są smażone, zamrażane i pakowane w hermetyczne opakowania. W takiej formie trafiają do restauracji, gdzie smaży się je drugi raz. Tak przygotowany produkt trafia do ręki klienta. Warto też przypomnieć, że po usmażeniu frytki są solidnie obsypywane solą, która spożywana w nadmiernych ilościach przyczynia się do nadciśnienia oraz zatrzymywania wody w organizmie, a w konsekwencji tycia. Średnie opakowanie frytek, jakie sprzedawane jest w McDonaldzie zawiera aż 500 kalorii, co stanowi 1/4 przeciętnego, dziennego zapotrzebowania organizmu.

Czy wobec tego należy całkowicie wyrzucić frytki z naszej diety? Absolutnie nie! Zamiast kupować je w McDonaldzie można je przecież przygotować samemu, z naturalnych produktów. Wystarczy obrać i pokroić ziemniaki oraz dodać do nich naturalne przyprawy. Smaczne, ziemniaczane przekąski można upiec w piekarniku. Dzięki temu ograniczymy ilość spożywanego tłuszczu. Nasze zdrowie oraz sylwetka będą nam na pewno za to wdzięczne. #jedzenie #fitness #dieta