Nie chciałbym w tym artykule odkłamywać pewnych faktów na temat diet roślinnych, czyli wegetarianizmu oraz weganizmu, ponieważ tego typu opracowań jest już w sieci naprawdę wiele. Za to wolałbym skupić się na przedstawieniu osobistych doświadczeń oraz zaprezentować indywidualny proces wdrażania się w nowe nawyki żywieniowe. Adresuję niniejsze zestawienie zarówno mocno zadeklarowanym roślinożercom, jak i osobom poszukującym. Każdy znajdzie dla siebie coś przydatnego i z pewnością w jakimś stopniu zainspiruje się moimi spostrzeżeniami.

Krok po kroku, czyli długotrwały proces

Tak jak to zwykle bywa, na początku byłem na diecie typowo tradycyjnej i, niestety,zawierającej duże ilości skrajnie niedobrych rzeczy, chociażby słodyczy.

Reklamy
Reklamy

Mniej więcej od 16 roku życia za sprawą pewnych kłopotów zdrowotnych, ale również poszerzania wiedzy w tematyce medycznej, zacząłem interesować się zmianami w nawykach żywieniowych. Wegetarianizm wydawał mi się wtedy nieco skrajny, zastanawiałem się, czy niejedzenie mięsa mogłoby być w porządku dopiero po ukończeniu względnej fazy rozwoju. Na szczęście bazowanie na licznych źródłach oraz materiałach w internecie pozwoliło mi poznać wszystkie aspekty diety roślinnej. W związku z tym odstawienie zwierzątek na bok przyszło mi dosyć szybko i z korzyścią dla obu stron.

W następnej fazie przestawiłem się na "całkowity" weganizm, czyli w oczach wielu niezaznajomionych z tematem ludzi istne ekstremum. Odstawiłem nabiał, co wyraźnie polepszyło stan mojej skóry, zostawiając wyjątkowo jajka oraz ser pleśniowy, za którymi bardzo przepadam.

Reklamy

Doskonale zdaję sobie sprawę, że ten fakt formalnie dyskwalifikuje mnie z określenia "weganin", jednak mam nadzieję, że w pewnym kontekście będzie mogło być ono tutaj dobrze użyte. Takie "malutkie" odstępstwo oszczędziło mi przy okazji przymusu zaopatrywania się w witaminę B12 - absolutne minimum dla perfekcjonistów w kwestii komponowania swojej diety. Idąc dalej za ciosem, postanowiłem jeszcze zlikwidować gluten - po prostu z pszenicy i żyta przeszedłem na dużo wartościowszą grykę oraz proso (polecam). Kwestia produktów pokroju różnych łakoci, żywności gotowej bądź puszkowanej z pozoru wydaje się być oczywista, ale nie jet tak zawsze. Co by dał mi weganizm, gdybym często jadł frytki, pizzę czy też smażone na głębokim tłuszczu placki z cukrem? No właśnie, a przecież na upartego może w nich nie być niczego związanego ze zwierzętami. Inna sprawa natomiast to wyraźnie negatywny wpływ takich specjałów na nasze zdrowie, czyli w rezultacie wewnętrzną witalność oraz dobre samopoczucie.

Zawartość koszyka i jego skutki

Pewnie nikogo nie zdziwię, jeżeli powiem, że w większości jem warzywa i owoce, dlatego też postaram się przytoczyć jakieś konkrety.

Reklamy

Zdecydowanie bardziej wolę warzywka w zestawieniu z roślinami strączkowymi niż owoce, które w ogromnej większości mi nie smakują. Głównie preferuję banany, jabłka i kiwi, zwłaszcza w postaci koktajli, a także dżemy z jagód oraz truskawek, natomiast na wszelkie śliwki, gruszki, morele, wiśnie, czereśnie i inne tego typu cuda nie mogę patrzeć. Dodatkowo oczywiście zaopatruję się w brązowy ryż, wspomniane w poprzednim akapicie zboża bezglutenowe oraz orzechy, głównie włoskie i ziemne. Czasem pistacje, jak najdzie ochota.

Nigdy nie byłem szczególnym fanem zastępczych produktów i imitatorów, które miały mnie oszukiwać, że niby jem właśnie coś, co wygląda jak mięso. Zresztą taki typ myślenia, ze skoro przechodzę na weganizm, to czas zaopatrzyć się w tonę sojowych parówek, pasztetów i jogurtów, wskazuje jedynie na niewłaściwie podejście do tematu. Nie oznacza to jednak, że w ogóle nie kupuję jedzenia poza zieleniakiem znajomego rolnika, bynajmniej - uważam, że dosyć istotny aspekt stanowi również żywność ekologiczna. Produkty organiczne, bo tak też bywają nazywane, jakby nadprogramowo gwarantują nam pewność, że jemy artykuły w 100% dla nas odpowiednie. Pomimo czasem wygórowanych cen naprawdę warto się nimi zainteresować, np. w kontekście zamienników cukru, past na kanapki, mleka ryżowego czy chociażby zdrowszego oleju.

Jeżeli chodzi zaś o bezpośrednie skutki takiej ścieżki żywieniowej, to - prócz samych superlatywów - muszę, niestety, wspomnieć o wynikach krwi. Miałem lekki problem, bo we wszystkich zakresach referencyjnych prawie przebijałem górną granicę normy witamin, mikro oraz makroelementów. Cóż, najwidoczniej w drugą stronę też można przedobrzyć.

Jeżeli odnotuję pozytywne zainteresowanie artykułem, to w następnych tekstach postaram się szerzej wypowiedzieć w konkretnych aspektach weganizmu i przedstawić ciekawe przykłady komponowania swojej diety. #odżywianie #dieta