Ostatnie doniesienia z gruzińskiej stolicy szokowały nie tylko miłośników przyrody. Po niespodziewanej powodzi zalana została spora część miasta oraz ogród zoologiczny w Tbilisi. Zapanował ogromny chaos, dzikie zwierzęta wydostały się z zoo i buszowały po mieście. Krokodyl pływał w tymczasowym jeziorze na jednym z parkingów. Przestraszony niedźwiedź został znaleziony na klimatyzatorze na budynku mieszkalnym na wysokości drugiego piętra. Opadająca woda pozostawiała na ulicach błoto, porozrzucane samochody, ale także ciała tygrysów, lwów, antylop oraz kolejnych niedźwiedzi, które nie zdołały uratować się z niszczycielskiego wiru, jakie przyniosły ulewne deszcze. Tonęły nawet teoretycznie niezatapialne pingwiny.

Reklamy
Reklamy

Jedynym szczęściarzem, który zamieszanie przeżył, okazał się hipopotam. Znaleziono go pod jedną z estakad, skutecznie osaczono przy sklepie z modnymi zegarkami i oszołomiono ładunkiem ze środkiem uspokajającym. Ogromne zwierzę zostało dosłownie przepchnięte przez mieszkańców Tbilisi z powrotem do zoo.

Koszty spowodowane przez żywioł

Powódź kosztowała stolicę Gruzji co najmniej 19 ofiar i blisko 38 mln złotych strat. Woda zabrała także 300 zwierząt, połowę wszystkich trzymanych w zoo. Wiele z nich tonęło bezpośrednio w klatkach nie mogąc nawet się wydostać, te którym się udało, ginęły na ulicach z powodu szalejącego żywiołu lub na skutek policyjnych kul. Mieszkańcom radzono nie ruszać się z domów, dopóki obława się nie zakończy. Dyrektor zrujnowanego zoo przyznawał, że z pewnością policjanci nie mieli wydanego rozkazu strzelania do zwierząt. Że takie wypadki wynikały z nadgorliwości i strachu. Jedną z ofiar stał się także pracownik jednego z magazynów, którego zagryzł tygrys. 

Wnioski po tragedii 

Nie zmienia to jednak faktu, że tragedia w zoo w Tbilisi daje do myślenia. Kataklizm może przyjść nagle i przeważnie niespodziewanie. Narażeni na niego są w pierwszej kolejności ludzie, ale nie można zapominać o zwierzętach, które w tak skrupulatny sposób gromadzi się w ogrodach zoologicznych. Powstaje pytanie, jaką funkcję spełniają obecnie te placówki. Przed wiekami, gdy zakładano pierwsze z nich (Wiedeńskie Zoo otwarto jako pierwsze na świecie w 1752 roku), placówki ze zwierzętami miały pełnić rolę pierwotnie prywatnych menażerii, następnie publicznej rozrywki, wreszcie wraz z rozwojem wiedzy na świecie służyć jako miejsca zachowania gatunków. Jednak, czy można wciąż uważać, że o jakimkolwiek zachowaniu gatunku była mowa po gruzińskiej powodzi?

Patriarcha Gruzji, Ilia II grzmiał po tragicznych wydarzeniach, że ogród zoologiczny spotkała zasłużona kara za grzechy popełnione przez swoich twórców.

Reklamy

W 1927 roku jego budowę zlecili komuniści finansując przedsięwzięcie z przetopionych cerkiewnych dzwonów. Dla patriarchy sprawa była prosta – zoo wybudowano na miejscu naznaczonym grzechem, zatem kara była nieuchronna.

Jaka przyszłość dla zoo?

Politycy nie byli już tak zgodni. Poprzedni prezydent Gruzji, Michaił Saakaszwili, ścigany obecnie w swoim kraju za przestępstwa polityczne i polityczne, planował reformę placówki, jednak plan upadł, gdy polityk przegrał wybory. Poprzedni premier Gruzji, Bidzina Iwaniszwili z rządzącej partii „Gruzińskie Marzenie” choć znany ze swojej prywatnej kolekcji zwierząt (w szczególności z pingwinów) trzymanych w rezydencji w miejscowości Czorwila, nie poczynił żadnych kroków, by sytuację zwierząt w stołecznym zoo poprawić.

O prawa zwierząt na świecie dba wiele organizacji, m.in. nowojorskie Stowarzyszenie ds. Konserwacji Dzikich Gatunków (Wildlife Conservation Society). Zrzesza światowe zoo i być może w przyszłości będzie odpowiedzialne za stworzenie nowych standardów dla ogrodów zoologicznych.

Reklamy

Wiele rzeczy wciąż można by usprawnić z korzyścią dla zwierząt. Pingwiny, które zginęły w gruzińskiej powodzi, należały do rzadkiego gatunku, który można by chronić w naturalnym środowisku na wybrzeżach RPA. Odnaleziono tylko jednego pod granicą z Azerbejdżanem. Być może kierunkiem byłyby także prace nad krzyżówkami nowych gatunków – tutaj także Gruzini mieli doświadczenie pracując nad połączeniem pawi i indyków.

Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo mówi wprost - mam nadzieję, że będę mógł dożyć dnia, kiedy ogrody zoologiczne nie będą już potrzebne, ale… to tylko marzenie. Współczesne ogrody zoologiczne są to enklawy hodowli zagrożonych lub w naturze wymarłych gatunków, działające w ramach międzynarodowych organizacji  i przestrzegające zasad etyki, hodowli i bezpieczeństwa zwierząt. Nie można uogólniać wniosków o ogrodach na podstawie zwierzyńca trzymającego białe lwy w Tibilisi. Białe lwy i białe tygrysy to symbole wypaczenia idei zoo, mutacje nie mając e związku z naturą trzymane dla rozrywki gawiedzi - podsumowuje dyrektor Kruszewicz. 

Globalizacja powoduje, że świat zmniejsza się z każdym rokiem. Nawet Chińczycy, którzy do niedawna nie zwiedzali świata, dziś liczeni są w dziesiątkach milionów jako turyści. Być może zamiast utrzymywać dotychczasowe ogrody zoologiczne, lepiej inwestować w poprawę warunków ginących gatunków w ich środowiskach naturalnych? #katastrofa #przyroda #podróże zagraniczne