Pewne tradycje i obrzędy, towarzyszące Świętom Wielkanocnym, pozostały do dziś. Jednak większość z nich odeszła w zapomnienie. Warto niektóre z nich przypomnieć.

Wielka Niedziela - obowiązkowo rezurekcja i uroczyste śniadanie

Wielka Niedziela nie mogłaby nią być bez uczestniczenia w rezurekcji - uroczystego nabożeństwa, które odbywało się o świcie. Towarzyszący mu dźwięk dzwonów i huk petard miał poruszyć serca zatwardziałych skąpców i złośliwych sąsiadów. Do kościoła gospodarze jechali dostojnie furmankami. Jednak po zakończonym nabożeństwie zwyczaj nakazywał poganiać konie i pędzić jak najszybciej. Dlaczego? Wierzono, że ten, kto pierwszy dotrze do domu, będzie miał zapewniony urodzaj i zakończy żniwa jako pierwszy.

Reklamy
Reklamy

Odrobina próżności też wchodziła w grę: dobrze było zaimponować sąsiadom końmi i pojazdem. A ponieważ drogi dawniejsze nie przypominały autostrad, nierzadko odświętnie ubrani pasażerowie lądowali w przydrożnym rowie, ku uciesze przejeżdżających.

Po powrocie cała rodzina zasiadała do uroczystego śniadania, podczas którego dzielono się jajkiem i spożywano poświęcone poprzedniego dnia pokarmy. Na stole nie mogło zabraknąć baby wielkanocnej i dziada, czyli mazurka. W niektórych częściach Polski (np. na Śląsku) był to dzień bez dymu - nie rozpalano ognia. Na Podlasiu wierzono, że w nocy z niedzieli na poniedziałek wielkanocny domy odwiedzają niepotrafiące mówić stwory (nawiązanie do opisanych w Biblii wysłanników żydowskich, którzy stracili mowę, bo nie uwierzyli w zmartwychwstanie Jezusa), którym trzeba dać podarunki, aby nie wyrządziły szkód.

Reklamy

W lany poniedziałek nie tylko woda

A w lany poniedziałek - jak sama nazwa wskazuje - woda lała się od samego rana. A w niektórych stronach dyngus zaczynał się nawet wcześniej. Już w nocy, zwanej diabelską, rozpoczynały się pełne pomysłowości żarty. Nie miały one granic: wciągano wozy na dachy, wystawiano bramy, malowano okna smołą, zatykano kominy, wypuszczano bydło z obory. Nikt nie mógł się obrazić, chociaż czasem psikusy były dokuczliwe. Oblewać można było wszystkich i wszędzie, a każda panna wręcz chciała być oblana, bo to znaczyło, że się podoba i wkrótce wyjdzie za mąż. Czasem można się było wykupić pisanką, ale musiała być naprawdę piękna. Oblewaniu towarzyszyło czasem żartobliwe bicie wierzbowymi gałązkami, czyli śmigus.

>>> ZOBACZ: Wielkanoc 2015 - zapomniane obrzędy i zwyczaje cz. I

>>> Zobacz: Lirydy - deszcz meteorów w kwietniu. Kiedy maksimum? #astronomia