Trzydziesty siódmy kilometr paryskiego maratonu. Do mety pozostało jedynie pięć, jest to z pewnością najdłużej ciągnące się 5000 kroków w życiu biegacza. Nagle ktoś po prawej strony upada z wycieńczenia. Widzę katem oka, że natychmiast podbiegają do niego służby reanimacyjne. To kolejna już dziś osoba, która nie wytrzymała tempa i zemdlała. Skurcze łapią wszystkich. Od dawna dają znać o sobie łydki, palą jak ogień mięśnie czworogłowe. Nie bez kozery praktycy maratonu podpisują się pod teorią, że po trzydziestce piątce rozpoczyna się prawdziwe piekło. Masz dwa wyjścia. Albo będziesz gryzł asfalt i zostaniesz zwycięzcą albo zniosą cię z trasy na noszach.

Reklamy
Reklamy

Na starcie 55.000 tłum głodnych sukcesu biegaczy

A na początku wydawało się być tak pięknie. Paryż- cudowne miasto artystów, maraton zaliczany do 5 najbardziej prestiżowych na świecie i ta niesamowita atmosfera, która cię sama niesie. Nic dziwnego, że na starcie pojawiło się aż 55.000 głodnych zwycięstwa miłośników sportowej rywalizacji. Dadzą z siebie z pewnością wszystko. Dla tych tłumów wspaniale dopingujących kibiców. Nawet pogoda dopisała. Dzień wcześniej lało, żeby o poranku, jak na zamówienie na niebie pojawiło się słońce. Temperatura osiągnęła magiczne 21 stopni Celsjusza. To dobry znak, gdyż "oczko" wróży powodzenie. Ruszyliśmy z Pól Elizejskich. Szeroką tyralierą przemieszczaliśmy się wzdłuż Sekwany. Po drodze głownie obserwujesz otaczających cię biegaczy.

Reklamy

Wtapiasz się w tłum, czujesz jego każdy oddech. Jest też trochę czasu by zerknąć na otaczającą okolicę. A tu w Paryżu mijamy kolejno prawdziwe perełki: Luwr, katedrę Notre Dame, muzeum Pompidou aż wreszcie Pola Marsowe.

Jak przetrwać kryzys?

Aż do kryzysu. Kiedy przychodzi i łapie za gardło najlepiej przenieść się gdzie indziej, do innego świata. Każdy ma swój sposób. Ja wtedy uciekam do przyjemnych rzeczy, do moich podróży, które uwielbiam czy do bliskich, których kocham. Pomaga, chociaż na krótką chwilę. Wbiegając do Lasku Bulońskiego pachnie świeżą żywicą. Przy drodze raz po raz słychać dźwięki grających kapel. Nawet nie wiecie, ile dobrego muzyka czyni w trakcie maratonu. Ogromne pokłady energii przekazywane zarówno przez te zespoły jak i fantastycznych kibiców są nieprzecenione. To często one ratują życie w najtrudniejszych momentach. Wewnętrznie czuję, że meta blisko. Jeszcze jeden punkt z wodą i bananami i wybiegamy na ostatnią prostą. A na te banany, a w zasadzie na skórki po nich trzeba bardzo uważać.

Reklamy

Bo poślizgnąć się i stracić zęby nietrudno o nieukończeniu biegu nie wspominając. Dlatego też zawsze, kiedy zbliża się punkt z żywnością uciekam na drugą stronę. Kończymy przy Łukiem Triumfalnym. Udało się 42195 metrów, które na początku wydawało się normalką wycisnęło ogromne piętno zarówno psychiczne jak i fizyczne. Najważniejsze, że wygrałeś z samym sobą a czas, czy miejsce nie ma większego znaczenia. To sprawa drugorzędna.

Z samolotu prosto na maraton

Jestem szczęśliwy. Tym bardziej, że do Paryża załapałem się w ostatniej chwili. Dotarłem zaledwie dzień wcześniej. W drodze powrotnej z kursu joginów na Bali, postanowiłem spojrzeć na stolicę światowej mody ze sportowej perspektywy. A tak poważnie, to dobrze być przynajmniej te 3 dni wcześniej przed maratonem. Zanim wystartujesz masz wtedy czas by zapoznać się z warunkami w mieście, poczuć jego atmosferę i zapoznać z topografią. No cóż, ale czasami trzeba na "wariackich papierach", bez zbędnych deliberacji i czasu na przygotowanie. I może wtedy jest najciekawiej? A już z pewnością najbardziej spontanicznie. #bieganie