Przed Wielkanocą ukazał się list otwarty Michnika i Mikołajewskiego do papieża Franciszka: "Ojcze Święty, piszemy do Ciebie w sprawie ks. Lemańskiego i Kościoła w Polsce... ", w którym redaktorzy Gazety Wyborczej - Adam Michnik i Jarosław Mikołajewski - określają się jako osoby "czujące się chrześcijanami", choć jeden chrztu nie otrzymał a drugi nie praktykuje. Czego mogą chcieć od papieża Franciszka?

Pierwsza myśl, która nasunęła mi się w trakcie czytania listu, to taka, że nie mają oni prawa nazywać się chrześcijanami. Tuż po tej przyszła kolejna: w sumie, to są oni przedstawicielami większości chrześcijan w Polsce - wierzący niepraktykujący albo praktykujący niewierzący.

List Michnika i Mikołajewskiego został opublikowany przez włoski lewicowy dziennik "La Repubblica".

Reklamy
Reklamy

To rodzi pytanie, czy znajdzie się, która doniesie o tym papieżowi i czy ten będzie zainteresowany listem od dwóch dziennikarzy z Polski. Tym bardziej, że jeden z nich określił się chrześcijaninem niepraktykującym, co jest absurdem dla żywego Kościoła, który nie potrzebuje "żyjących nieoddychających".

Czego chcą od Franciszka?

Michnik i Mikołajewski apelują do papieża o pomoc w uregulowaniu sytuacji Kościoła w Polsce. Wyrażają w liście swój niepokój gorszącą postawą wielu duchownych. Niestety, nie padły przykłady sytuacji, nad którymi powszechnie ubolewamy w polskim Kościele: wymagania pieniężne za posługę sakramentalną, czy wmawianie Polakom, ze do ślubu potrzebne jest bierzmowanie, a później: patrz sytuacja numer 1.

List Michnika i Mikołajewskiego dotyczy sprawy (według wszystkich prawdziwych katolików Polski) zamkniętej - sprawy ks.

Reklamy

Wojciecha Lemańskiego, którą domknął mocno nawet Watykan. Okazuje się, że są jeszcze jednak chrześcijanie, przypomnę: nieochrzczeni i niepraktykujący, których zdaniem ks. Lemański został nieuczciwie potraktowany przez polski kler.

O co oskarżono Lemańskiego?

Przypomnijmy, że ks. Lemański urządził medialną akcję deprecjonowania autorytetu abp. Henryka Hosera, który zawiesił go w posłudze proboszcza w Jasienicy, z powodu nieprawidłowości w nauczaniu bioetycznym. W dodatku, przy udziale tych mediów, w których księża występować nie powinni, bo znane są ze swej wrogości wobec Kościoła. Duchowny włączył w akcję również parafian, którymi manipulował. Doszło do potężnego efektu domina, bo Lemański zaczął rozmawiać z mediami o podtekście seksualnym, z którego wniknęła afera tak wielka, że wszystkie media przynajmniej wspomniały o ks. Lemańskim jako ofierze molestowania przez abpa Hosera.

Kościół to nie demokracja

W moim odczuciu Kościół nie jest demokracją, w której prawo głosu mają wszyscy.

Reklamy

Homilii też nie głosi każdy. Kościół ma raczej ciasną bramę, przez którą nie wszyscy przejdą. Zresztą odszedł on od demokracji, kiedy lud zaczął krzyczeć: "Uwolnij Barabasza". Dziś lud znowu zaczyna krzyczeć. I to lud niepraktykujący, który wiedząc o otwartości papieża Franciszka na dialog, pisze o sprawie marginalnej, jako najbardziej palącej polski naród. Szczyt manipulacji - tej samej, którą wcześniej posługiwał się ich duchowny lewicowy pupil.

Brak w tym liście prawdy. Brak dobrych chęci. Jest tu natomiast niemało przebiegłości. Autorzy piszą: "Dzięki Tobie i księdzu Wojciechowi, chcielibyśmy szukać wspólnej drogi z Kościołem, jednak Kościół w Polsce komplikuje tę sprawę" - zupełnie jakby naciskali na rozluźnienie zasad Kościoła. By później poprzez dialog i manipulację medialną, gładko poszło z ustawianiem Kościoła pod swoje nota bene niekatolickie poglądy.

>>> CZYTAJ TEŻ: Papież Franciszek - rewolucjonista czy konformista?

Nowe tablice pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej w Warszawie #religia #Papież Franciszek #katolicyzm