Służba Więzienna zatrudnia kobiety od początku swojego istnienia w Polsce. Najpierw były tylko dozorczyniami. Teraz funkcjonariuszki stanowią 20% wszystkich zatrudnionych w więziennictwie. Większość z nich to oficerowie z wyższym wykształceniem, Są dyrektorami zakładów karnych, aresztów śledczych, dyrektorami okręgowymi Służby Więziennej czy szefami działów ochrony.

Trzy z nich zgodziły się ze mną porozmawiać. Wszystkie pracują w jednostkach na terenie krakowskiego okręgu Służby Więziennej. Mają długi staż pracy (około 10 lat), mężów, dzieci i świadomie przyszły do pracy w więziennictwie. Zajmują stanowiska w służbie zdrowia, dziale penitencjarnym i dziale ochrony.

Reklamy
Reklamy

Zanim trafiły do pracy za "murem" wykonywały swoje zawody "w cywilu". Zmieniły pracę, bo szukały wyzwań zawodowych, możliwości rozwijania się i o dziwo - stabilizacji. Chciały jasno określonych zasad swojej pracy, zasad, według których będą oceniane, gdzie nie będą postrzegane przez swoją kobiecość.

"Wiemy, czego się trzymać, czego się spodziewać, każda z nas ma określone miejsce w szeregu" - tak mówią o swojej służbie.

Niewidzialna służba

Służba Więzienna jest służbą "niewidzialną". Zajmuje się ludźmi, których społeczeństwo nie chce widzieć. Często są mylone z policjantkami. Wykonują zawód, który postrzegany jest powszechnie jako praca tylko dla mężczyzn.

"Ludzie nie mogą się nauczyć, że istnieje jeszcze jedna formacja w służbach mundurowych. Dlaczego nie mogą się tego nauczyć? Bo tego nie chcą, bo to jest "ciemna strona mocy", której ludzie nie chcą widzieć" - opowiada Anna

"Nie ma tego sąsiada alkoholika, bo jest u nas, nas też nie ma" - mówi jedna z funkcjonariuszek.

Reklamy

Żadna z nich nie czuje się szanowana przez społeczeństwo,

"Jesteśmy narzędziem, żeby przysłowiowy Kowalski nie musiał zajmować się skazanym. Robi to przez nas. Robimy wszystko, żeby się zmienił, bo każdy więzień kiedyś wyjdzie na wolność a każdy powrót za "kratki" niesie za sobą nowe ofiary."

Wyłączanie oceny moralnej

Każdy pracujący z osobami pozbawionymi wolności musi się nauczyć "wyłączać ocenę moralną". Nie wolno patrzyć na nich przez pryzmat artykułu, za który zostali zatrzymani, skazani.

Na początku jest ciężko, zwłaszcza jeśli chodzi o morderców czy pedofilów. Czasami pojawia się bunt: dlaczego osoba, która popełniła przestępstwo dostaje cały pakiet opieki, od załatwienia spraw meldunkowych, pomocy psychologicznej poprzez pełną opiekę lekarską? Każdy osadzony ma na miejscu kadrę, która mu pomoże, otoczy "opieką" i załatwi za niego formalności. Ofiary zaś muszą radzić sobie same.

"Ja mam taką zasadę "zajmując się skazanym nie traćmy z oczu ofiary".

Reklamy

Bo fajnie by było jakby przynajmniej równorzędny poziom pomocy ze strony społeczeństwa dostawały także ofiary przestępstw" - mówi psycholog więzienny.

Szkolenia

Każdy funkcjonariusz, obowiązkowo na początku służby, przechodzi kilkumiesięczne szkolenie. Później są szkolenia odpowiednie do zajmowanego stanowiska: podoficerskie, chorążych, oficerskie, szkolenia specjalistyczne i kursy, szkolenia dla kadry zarządzającej itp. Cała droga awansu przewiduje regularne dokształcanie. Współcześnie "klawiszem" może zostać tylko ten, kto jest niekarany, ma obywatelstwo polskie, dobrą kondycję psycho-fizyczną i co najmniej wykształcenie średnie (ponad 50 % funkcjonariuszy ma wykształcenie wyższe). Oficerem tylko ten, kto posiada tytuł magistra lub wyższy.

Szkoła? Najczęściej trafiają do Centralnego Ośrodka Szkolenia Służby Więziennej w Kaliszu. I program szkoleniowy rodem ze szpiegowskich powieści: od prawa i psychologii po samoobronę i posługiwanie się bronią. Skoszarowani z daleka od swoich rodzin. Do tej rozłąki kobiety podchodzą bardzo emocjonalnie. Ale z drugiej strony jak mało, który mężczyzna czują, że muszą pokazać sobie i innym, że dadzą radę. Ze nie są tu przypadkiem. A szkolenie z obsługi kałasznikowa na długo zapada w pamięć.

"Zobaczyłam kałasznikowa, pomyślałam - matko, co to jest, ja mam się nauczyć to składać i rozkładać? Pomyślałam jak mężczyźni to potrafią, to ja też się nauczę. I nauczyłam się. Do tej pory pamiętam pierwsze strzelanie i straszliwy odrzut broni" - wspomina Dorota.

"Składałam i rozkładałam ten karabin. Potem miałam ćwiczenia ze strzelania, a był mroźny grudzień i tak sobie pomyślałam - co ja tutaj robię przecież jestem pielęgniarką, mam pomagać ludziom. Nikogo nie będę zabijać" - ze śmiechem opowiada Anna

Są jednak dumne, że udało im się zakończyć szkolenia. Szkolenia, których czasami nie kończą mężczyźni.

Służba

Początek pracy za murami nie jest nigdy łatwy. Na początku największy problem sprawia zamknięcie i brak możliwości swobodnego poruszania się. Przyzwyczajenie się do tego, że trzeba czekać na otwarcie kraty i zamknięcie innej. Nie wszyscy świadomość tego zamknięcia wytrzymują. Zdarza się, że jest to powód do rezygnacji ze służby. Praca ze skazanymi też jest różna. Mężczyźni zwykle kobiety funkcjonariuszki traktują inaczej. Nawet wśród "grypsujących" nie są one postrzegane jako "gady" (w slangu członków podkultury przestępczej, więziennej - funkcjonariusz więzienny), co ułatwia pracę. Czasami jednak to denerwuje, bo skazaniu traktują ich trochę jak laleczki, maskotki. Trzeba sobie wyrobić markę wśród skazanych. A w tym środowisku fama rozchodzi się szybko.

Kobiecość zaś zostawia się za murem. A na mniej lub bardziej niebezpieczne sytuacje trzeba być stale przygotowanym.

"Byłam na jakimś oddziale, rozmawiałam ze skazanym." - mówi jedna ze strażniczek, psycholożka. "Nagle zorientowałam się, że jest coś nie tak, korytarz po którym zwykle chodzili funkcjonariusze opustoszał. Włączyły mi się w głowie napisy "uważaj". Idę sprawdzić, co się stało. Pod jedną z cel widzę kordon ochrony a w celi trzech półnagich zakrwawionych więźniów. Okazuje się, że jeden z osadzonych pociął rozbitą szybą współwięźniów, a jednego z nich wziął na zakładnika grożąc, że poderżnie mu gardło. Wychowawca próbował z nim negocjować niestety bez skutku. Tutaj prawdopodobnie zadziałało, że jestem kobietą, udało mi się porozmawiać z więźniem i namówić żeby się poddał. Przez wiele lat to zdarzenie we mnie siedziało."

Rodziny, znajomi

Przyznają, że ich rodziny nie są zadowolone, że pracują jako funkcjonariuszki więzienne. Znajomi zaś zwykle nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie ten zawód. Drastyczna rzeczywistość uzmysławia im, z czym mają, na co dzień do czynienia.

"Mój mąż kiedyś mi powiedział: nienawidzę twojej pracy, bo nigdy nie wiem przyjeżdżając po Ciebie czy cię odbiorę cała czy w ogóle odbiorę. Od tego momentu nie opowiadam już o pracy w domu" - opowiada funkcjonariuszka

"Rozmawiałam ze znajomymi, którzy uważali, że moja praca niczym się nie różni od pracy przedstawiciela handlowego. Wiec im mówię: wasz klient nie przybija sobie do taboretu worka mosznowego. Tutaj towarzystwo zmroziło i jedna z koleżanek mnie zapytała, dlaczego to zrobił? Odpowiedziałam nie wiem, bo zaszył sobie usta. I od tego momentu w tym środowisku nikt nie mówi, że mam łatwą pracę. Wasz klient nie tnie się, gdy coś mu nie pasuje. Wasz klient nie chodzi z pętlą na szyi, aby was zastraszyć, że się powiesi, jeśli nie dostanie tego, na co akurat ma ochotę. Wasz klient negocjuje. Mój często nie. Owszem, zdarzają się ludzie zagubieni, nieszczęśliwi, przerażeni tym, co zrobili, do czego byli zdolni. Zdarzają się tacy, którzy rzeczywiście żałują. Są i tacy, którzy żałują nie czynów, a tego, że zostali złapani. W swoich działaniach nie widzą problemu. Są też tacy, którzy uważają, że są niewinni, bo to ofiara ich sprowokowała, to była jej wina. Nie przyjmują krytyki swoich zachowań. Reagują agresją na próby rozmowy o tym. Zdarza się, że wyładowują się na strażniczkach."

"Potrafią się okaleczyć, żeby choć na jeden dzień czy kilka godzin znaleźć się w szpitalu więziennym. Większość ze skazanych jest roszczeniowa. Piszą na nas tysiące skarg" - mówi pielęgniarka Marta.

Specyfika pracy za murami więzień powoduje, że wszyscy funkcjonariusze muszą nauczyć się chronić rodziny. Nie tylko przed szykanami ze strony byłych więźniów lub ich znajomych, ale też przed nimi samymi. Starają się nie przynosić emocji z pracy do domów, nie opowiadać o tym, co się wydarzyło. Zwłaszcza że często mają do czynienia z groźbami, samookaleczeniami czy sytuacjami, które były dla nich bezpośrednio zagrożeniem. To, kto nadaje się do pracy w Służbie Więziennej najlepiej, podsumowuje to, co usłyszała jednak z moich rozmówczyń od kolegi.

" Żeby pracować w więzieniu trzeba lubić ludzi." #więzienie