Zgodnie ze statystykami GUS-u i Komendy Głównej Policji, coraz więcej ludzi po 55 roku życia popełnia samobójstwa. Wiek może być czynnikiem zwiększającym ryzyko?

Raczej nie. To kwestia zaburzeń, problemów, struktury osobowości. Do tego dodałbym jeszcze samotność. To ostatnie rzeczywiście może być powiązane z wiekiem. Przez siedem lat pracy mogłem obserwować starsze osoby, które, by odgonić samotność, przychodziły do ośrodków dla osób niepełnosprawnych, czy nawet ze schizofrenią, chociaż sami byli zdrowi, albo cierpieli na depresję. W końcu, w takich ośrodkach, czeka ich śniadanie, gry i zabawy. Ale przede wszystkim - towarzystwo.

Samotność jest największym zagrożeniem?

Zanim skupimy się na tym, co zrobić z samotnością, zastanowiłbym się skąd się ona bierze.

Reklamy
Reklamy

Może ludzie, gdy jeszcze są w sile wieku, zapominają o tym, że poza pracą jest życie, a potem budzą się z ręką w nocniku?

Niekoniecznie. Raczej zapominają o tym, co jest dla nich ważne, o swoich potrzebach. Wypełniają pewien program społeczny, a gdy skończą, nic im nie zostaje. A przypomnieć sobie - o sobie - to nie takie łatwe. Nie każdy potrafi tego dokonać. Do tego rzeczywiście może dojść życie spędzone bez relacji, bo praca dawała namiastkę poczucia przynależności. A potem nie umie się nawet przebywać z innymi.

Dlaczego więc ktoś rezygnowałby z relacji w imię pełnego poświęcenia się pracy?

Przyczynę widzę w rozpowszechnieniu się narcyzmu. Zna pani mit o Narcyzie, prawda? Jego problemem nie były, tak naprawdę, czynniki zewnętrzne. On się po prostu zapatrzył w lustro i zapomniał, że poza nim jest coś jeszcze.

Reklamy

To właśnie przydarza się tym ludziom. Walka o bycie najlepszym, nie ważne w czym - byle na pierwszym miejscu. Miałem nieprzyjemność obserwować takie tendencje w jednym z prestiżowych, wrocławskich liceów, w którym pracowałem. Spotkałem tam narcystyczne dzieci narcystycznych rodziców, którzy traktowali je jak przedłużenie siebie w dążeniu do bycia "naj". Co gorsza, one zapewne, jak dorosną, będą kontynuować to "dzieło".

A czy przypadkiem dążenie do sukcesu nie wiąże się z rozwojem osobistym? To chyba jednak coś dobrego?

O ile nie zamieni się w kult siebie. Tym bardziej, że prawidłowy rozwój osobisty to nie tylko wdrapywanie się na piedestał. To wdrapywanie się na właściwy piedestał - ten, który nas interesuje. Jeśli ktoś o tym zapomni, to pominie swoje potrzeby, i ciężko będzie mu znaleźć szczęście. I potem okazuje się, że czterdziestolatek, który kiedyś zarabiał 160 tysięcy miesięcznie, a teraz tylko 100 tysięcy, naprawdę z tego powodu cierpi. Żeby przewartościować dialog z takim człowiekiem, żeby przestał patrzeć tylko w to lustro, traktując innych przedmiotowo - potrzeba lat.

Reklamy

A na końcu i tak najczęściej okazuje się, że całe to nieszczęście podszyte jest brakiem miłości.

Wychodzi na to, że głównymi powodami samobójstw są samotność i zatracanie się w wyścigu szczurów.

Podsumowanie, które nazwałbym czubkiem góry lodowej. Czasem #samobójstwo to zakończenie długotrwałego okresu poczucia beznadziei, jak w przypadku depresji. A czasem to impuls, spowodowany sytuacją, lub zaburzeniami. Na dodatek pozory mylą - czasem nieumyty bezdomny, wykrzykujący inwektywy na przechodniów, w rozumieniu psychiatrii jest zdrowszy od dyrektora banku, który nauczył się swoje zaburzenia maskować - a to da się zrobić nawet z halucynacjami. I dopiero po nawiązaniu bliższych relacji zaczynamy zauważać, że coś może być nie tak... #społeczeństwo #seniorzy