Mężczyźni w kusych sukienkach, eksponujący swoje dekolty i owłosione nogi - takie zdjęcia od niedawna można zobaczyć na portalach społecznościowych. Nie jest to jednak internetowy dowcip czy spóźniony odprysk karnawału. Mężczyźni, którzy publikują swoje zdjęcie w damskim stroju biorą udział w akcji społecznej zwracającej uwagę na bardzo poważny problem - gwałtów i przemocy seksualnej wobec kobiet. Pomysłodawcy podkreślają niezwykle istotny aspekt tego problemu. Chodzi o ciągle jeszcze silny stereotyp, według którego ofiary przemocy seksualnej bywają współwinne popełnionemu wobec nich przestępstwu. Ich wina polegać ma na wyzywającym stroju, czy też zachowaniu prowokującym gwałciciela.

Reklamy
Reklamy

"Mam spódniczkę, zapraszam"

Akcję zakładania damskich sukienek sprowokowały tragiczne wydarzenia z Turcji. 20-letnia studentka została brutalnie zgwałcona i zamordowana. Śmierć dziewczyny wywołała ogromny wstrząs w tureckim społeczeństwie. W demonstracjach solidarności oraz pogrzebie tragicznie zmarłej studentki wzięły udział dziesiątki tysięcy osób. Mężczyźni na znak sprzeciwu przeszli w marszu ubrani właśnie w sukienki.

Akcja zyskała masowy odzew na całym świecie. Niedawno dotarła także do Polski. Facebookowy profil "Razem przeciwko kulturze gwałtu" ma już prawie 5 tys. członków. Zdjęcia uczestników kampanii z założenia bywają zabawne. Panowie w kusych spódniczkach prężą swoje muskuły czy eksponują owłosione nogi. Przybierają też prowokujące pozy, jednak taki zabieg ma przede wszystkim zmusić do myślenia.

Reklamy

Większość zdjęć opatrzona jest bowiem podpisem "Jeśli kobieta zakładając spódnicę zaprasza do gwałtu, to ja też zapraszam". Okazuje się bowiem, że stereotyp przyzwalania przez kobiety swoim strojem na pewne zachowania seksualne wciąż pokutuje. "W niektórych kręgach nadal uważa się, że jeśli kobieta zakłada krótką spódniczkę, to tym samym prowokuje do gwałtu" - tłumaczy Krzysztof Kotkowicz, bloger i uczestnik akcji.

Celem kampanii jest próba zmiany tego sposobu myślenia. Jej autorzy podkreślają, że ubiór, wygląd, zachowanie czy nawet słabość nie mogą być usprawiedliwieniem dla gwałtu, molestowania czy innych form przemocy. "Pokażmy, że jesteśmy razem z kobietami przeciwko kulturze gwałtu" - apelują.

Pajace w przebraniach?

Kampania zdobywa coraz szersze rzesze zwolenników. Zdjęcia w sukienkach publikują na swoich internetowych profilach także osoby publiczne. Fotkę w damskim przebraniu zrobił sobie dziennikarz TVN24 Jacek Pałasiński. Michał Olszański poprowadził w spódnicy jedno z wydań programu "Pytanie na śniadanie", a męska część redakcji portalu Gazeta.pl nakręciła wspólnie antyprzemocowy filmik.

Reklamy

Kampania zdążyła już wzbudzić skrajne emocje. Chwalą ją środowiska kobiece, które podkreślają, że każda tego typu akcja wzmaga świadomość społeczną wobec problemu. - W tym wypadku szczególnie ważne jest, że pomysłodawcami przedsięwzięcia są sami mężczyźni - podkreśla Joanna Piotrowska, prezeska fundacji "Feminoteka". Jej zdaniem w polskim społeczeństwie nadal panuje silne tabu wokół problemu przemocy seksualnej, dlatego każda tego typu inicjatywa jest szczególnie cenna.

Nie obeszło się jednak bez krytyki. Najwięcej emocji wzbudza używanie określenia "kultura gwałtu". Zdaniem sceptyków takie zjawisko w ogóle nie istnieje, a samo sformułowanie jest fałszywe i niefortunne. "To kolejny oręż w światopoglądowej walce feministycznej" - napisał na swoim profilu facebookowym dziennikarz Andrzej Saramonowicz. Łukasz Warzecha, publicysta serwisu wPolityce.pl nazywa uczestników kampanii mianem "pajaców w sukienkach", a jej znaczenie określa jako zerowe. "Czy panowie pokazujący się na zdjęciach w sukienkach oczekują, iż potencjalny gwałciciel - który z założenia nie jest osobą szczególnie wrażliwą - przejmie się ogromnie faktem, że paru gości założyło damskie ciuszki, najdzie go głęboka refleksja i już nigdy, przenigdy nikogo nie zgwałci?" - przekonuje. Podkreśla przy okazji, że w Polsce zjawisko opisane mianem "kultury gwałtu" po prostu nie funkcjonuje, a w sferze publicznej nikt nie wygłasza poglądów, że krótka spódniczka jest zaproszeniem do przestępstwa.

Końskie zaloty to też molestowanie

"Jeżeli ktoś twierdzi, że w Polsce nie istnieje takie zjawisko, to chyba żyje w innym świecie - odpowiada Joanna Piotrowska. Według niej na tzw. kulturę gwałtu składają się liczne elementy. Nie chodzi jedynie o jedno z najcięższych przestępstw popełnionych wobec kobiet. To cały zestaw zachowań, jak seksistowskie uwagi, składanie niedwuznacznych propozycji czy nawet głośne komentowanie wyglądu kobiety. "To wszystko, co zwykliśmy określać jako tzw. końskie zaloty" - mówi prezeska Feminoteki.

Krytycy twierdzą, że takie stawianie sprawy to wyolbrzymianie problemu przez przewrażliwione feministki. Problem w ten sposób można sprowadzić do absurdu, a każdy przejaw męskiej adoracji wobec kobiety nazwać próbą molestowania. Takiej tezie przeczą jednak przykłady z polskiego życia publicznego. Janusz Korwin-Mikke, kandydujący na urząd prezydenta stwierdził w jednym z wywiadów, że "kobietę zawsze trochę się gwałci", a były, nieżyjący wicepremier Andrzej Lepper dziwił się publicznie nad tym, czy "można zgwałcić prostytutkę". Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów przyzwolenia na #molestowanie i panującej wokół niego zmowy milczenia jest sprawa zwolnionego z TVN Kamila Durczoka.

W Polsce rocznie zgłaszanych jest ok 2 tys. gwałtów. Ocenia się jednak, że takich przestępstw popełnia się o wiele więcej, a ich ofiary ze strachu i wstydu wybierają milczenie. #kampania społeczna