W blogosferze zawrzało. Autorzy bloga PolacyRodacy przeprowadzili prowokację, dzięki której udało się ujawnić, ile naprawdę zarabiają modowe blogerki. Opisane przez nich sumy działają na wyobraźnię. Przy okazji rozpętała się solidna afera. Wielu internautów oraz osoby publiczne dziwią się, jak dziewczynom zajmującym się pisaniem blogów o modzie udaje się wyciągać z tego tak astronomiczne sumy. Tym bardziej, że tzw. szafiarki nie uchodzą za osoby szczególnie uzdolnione, a ich próby pisarskie pozostawiają delikatnie mówiąc wiele do życzenia. Chyba że za talent należy uznać zdolność do autopromocji i zarabiania pieniędzy na swoim wątpliwej jakości pisarstwie.

Reklamy
Reklamy

Złoty interes

Zarobki młodych gwiazd blogosfery to temat, który od dawna krąży w środowisku związanym z showbiznesem. Autorki także nie stronią od chwalenia się luksusowym życiem, na jakie mogą sobie pozwolić dzięki swojej internetowej aktywności. Gwiazdki chętnie chwalą się tzw. gratisami, czyli prezentami od reklamodawców. Z lubością opisują też swoje darmowe wycieczki, czy wizyty na pokazach w światowych stolicach mody. Jedna z czołowych polskich blogerek, Jessica Mercedes stwierdziła niedawno, że "nie musi za nic płacić". Inna blogerka - Charlize Mystery wrzuciła na Instagrama zdjęcia stosu wypchanych walizek, z jakimi wróciła z tygodnia mody w Nowym Jorku.

Do tej pory za niekwestionowaną liderkę w wysokości zysków z modowego bloga uchodziła Kasia Tusk. Tygodnik "Polityka" ustalił, że córka byłego premiera miesięcznie zarabia od 50 do 100 tys.

Reklamy

zł. Wszystko dzięki reklamom i akcjom promocyjnym. Inne, nie mniej znane szafiarki także radzą sobie nieźle. Blogerzy z PolacyRodacy przeprowadzili internetową prowokację, która ujawniła kulisy współpracy z najpopularniejszymi blogerkami. Autorzy, podszywając się pod potencjalnych reklamodawców zaproponowali współpracę przy promocji swojego produktu. Sumy, jakie padły w odpowiedzi mogą przyprawić o zawrót głowy. Dla przykładu: post na blogu kosztuje 8 tys. zł. Post sponsorowany o produkcie to już wydatek w wysokości 12 tys. a za konkurs dla czytelników czy post na You Tube reklamodawca płaci ponad 15 tys. W materiale nie pojawiają się konkretne nazwiska czy pseudonimy, jednak dzięki inicjałom można się domyśleć, o jakie celebrytki chodzi.

Pieniądze? Raczej woda sodowa

Sprawę opisała szerzej Karolina Korwin-Piotrowska. Dziennikarka na swoim blogu w serwisie Onet.pl w ostrych słowach komentuje proceder współpracy blogerek z reklamodawcami. Tekst rozwiewa też złudzenia co do obiektywności i bezstronności internetowych specjalistek od mody.

Reklamy

Żaden z wpisów nie jest bezinteresownym wyrazem zachwytu nad jakimś produktem czy ubiorem. Blogerki już dawno przestały zadowalać darmowe ubrania i gadżety. Wszystko, co publikują jest chłodno wykalkulowane i ma swoją konkretną cenę.

Korwin-Piotrowska przypomina, że w środowisku blogerek od dawna toczy się wojna o kasę i panuje brutalna konkurencja. Dziennikarka przyznaje, że jest daleka od piętnowania kogokolwiek, kto zarabia pieniądze. Zwłaszcza w showbiznesie, gdzie stawki przewyższają przeciętne zarobki. Nie chce więc atakować blogerek za ich imponujące dochody. Skoro bowiem znajdują się reklamodawcy skorzy zapłacić takie sumy, to jest to jest to wyłącznie sprawa ich firmy. Zdaniem Korwin-Piotrowskiej prowokacja autorów z PolacyRodacy obnaża przy okazji prawdziwe oblicze polskich gwiazd modowej blogosfery. Opisuje ich jako osoby aroganckie i trudne we współpracy, którym mówiąc potocznie odbiła woda sodowa. "Blogerzy, którzy ujawnili stawki, piszą o tym, jak zostali potraktowani jako potencjalni sponsorzy- radzę uważnie skupić się na tym a nie tylko na działających na wyobraźnię stawkach"- pisze Korwin-Piotrowska.

Ból zębów i martwica mózgu

Zdaniem dziennikarki młode blogerki wyróżnia szczeniactwo i głupota oraz nieuzasadnione przekonanie o własnej wyjątkowości. Arogancja, jaka ujawnia się w trakcie kontaktów między nimi reklamodawcami woła o pomstę do nieba. Korwin-Piotrowska przekonuje więc, że w Polsce jest to bardzo amatorski biznes. "Trochę na zasadzie jak sobie mały Jasio wyobraża blogowanie w Juesej i przenosi to na nasz grunt. Idzie chłopina do telewizji śniadaniowej, coś tam palnie, zostaje niemal natychmiast "gwiazdą" blogosfery i wywala stawki jak z kosmosu" - pisze.

Korwin-Piotrowska nie szczędzi także gorzkich słów na temat poziomu intelektualnego modowych blogerek. Twierdzi, że za tymi dziewczynami niewiele stoi poza parciem na szkło. Ich wiedza na temat mody jest raczej nikła, a zdolność posługiwania się językiem polskim pozostawia wiele do życzenia. Lektura większości ich wpisów przyprawia o ból zębów, czy jak to ujęła dziennikarka "o martwicę mózgu".

Opinię Korwin-Piotrowskiej podziela Marcin Tyszka. Fotograf mody, we wpisie na Facebooku stwierdził, że "policzone są dni takich modowych mierności". "Przydałby się w Polsce ktoś z wiedzą , zapałem i pracowitością - klikany przez tłumy i szanowany przez środowisko modowe (…) każdy rok , każda dekada ma swoje gwiazdki i fascynacje (...) kto zostaje dłużej? Ten kto pracuje i nie jest pustą kolorowa wydmuszką" - napisał Tyszka. Fotograf z ironią dodaje, że jako znawczynię mody ceni sobie bardziej mamę Oli Kisio. "Przynajmniej jest autentyczna i zabawa, a poziom profesjonalizmu podobny" - dodał. #Internet #Maffashion #blogosfera