Historia opisana poniżej wydarzyła się naprawdę. Miałam okazję śledzić na bieżąco jej przebieg; z czasem uznałam, że wymaga nagłośnienia. Być może przeczytają ją osoby znajdujące się w podobnej sytuacji, niekoniecznie jak się może okazać - tej dramatycznej.

Diagnoza

Zdarzenie miało miejsce 11 lat temu. Wynik tomografii komputerowej wywołał u pacjentki i jej rodziny wstrząs, którego nie sposób opisać. Anka - pacjentka jednej ze śląskich klinik zdecydowała się wykonać prywatnie obrazowe badanie jamy brzusznej. Od kilku lat walczyła bowiem z nawracającą endometriozą. Wynik usg sugerował kolejny zabieg w postaci laparoskopii (bądź laparotomii).

Reklamy
Reklamy

Poprzednia zakończyła się powikłaniami. Pacjentka obawiała się więc kolejnej interwencji chirurgicznej. Wykonane zdjęcie TK (tomografii komputerowej) zawierało coś, co zaniepokoiło radiologa, jednak nie zechciał udzielić szczegółowych informacji. Polecił tylko przedstawić zdjęcie lekarzom prowadzącym leczenie. Zrobiła jak jej polecono, jednak niczego nie uzyskała. Jeszcze dziś wspomina o tajemniczych spojrzeniach lekarzy, którym przedstawiła zdjęcie... To nie wszystko. Z czasem nawracające dolegliwości zadecydowały o powtórzeniu badań. Niestety, tym razem wynik był zdecydowanie niepomyślny. Rozpoczęła się wędrówka od Annasza do Kajfasza: usg, kolonoskopia, markery i kolejne wizyty lekarskie, prowadzące do gliwickiego Centrum Onkologii.

Jej syn miał wówczas 6 lat. Ona prawie ukończyła czterdziestkę.

Reklamy

Właśnie odwiedziła koleżankę, swoją rówieśnicę, która walczyła z rakiem... Czyżby ona również? A jeżeli nawet, to na jakie leczenie powinna się zdecydować? Konwencjonalne czy alternatywne? Jakie ma szanse wyleczenia? Jakie jest prawdopodobieństwo, że wynik TK daje pewną diagnozę? Podobno pewność trafień jest mniej więcej 90 na 100. W głowie miała jeden wielki mętlik. Odnosiła wrażenie, jakby świat nagle zaczął wirować wokół niej na przyspieszonych obrotach, a ona siedziała w centrum wielkiej karuzeli.

Przecież miała przed sobą tyle planów, niezrealizowanych marzeń, była matką małego jeszcze dziecka... Jak mąż sobie z tym wszystkim poradzi? Co będzie z małym Adasiem? Jak to wszystko przeżyje?

Jeżeli rozpoznanie byłoby pewne, miała przed sobą zaledwie kilka tygodni, co najwyżej miesięcy życia!

Jak cieszyć się życiem

Po przedstawieniu zdjęcia TK w Centrum Onkologii, zaproszono ją na powtórne badania, tym razem tam na miejscu, w Gliwicach. Na skierowaniu przeczytała rozpoznanie następującej treści: nowotwór trzustki niewiadomego pochodzenia.

Reklamy

Poddając się zleconym badaniom, Anka jednocześnie zabrała się do realizowania rozpoczętych wcześniej projektów. Porządkowała swoje sprawy w przyspieszonym tempie; jakieś rozsypane notatki, niepozałatwiane sprawy, formalności urzędowe, telefony, spotkania z przyjaciółmi, zaległe odwiedziny. Dziś wspomina tamten okres jako życiowy wstrząs wywołany przez wyższe siły kierujące światem, ot tak po prostu "na opamiętanie". Często bowiem w naszym życiu dzieje się tak, że marnujemy swój czas na detale nie poświęcając uwagi wyższym celom. Narzekamy, planujemy a jednocześnie wycofujemy się z podjętych zamierzeń. Odkładamy wszystko na później. Z czasem żałujemy, że zrezygnowaliśmy i przeżywamy tym większy żal, że stchórzyliśmy.

Jak powiedział niegdyś Mark Twain: "Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj".

Szczęśliwe zakończenie

Ta historia miała pomyślne zakończenie, bowiem powtórzone badania nie potwierdziły wcześniejszej diagnozy. Anka zdążyła zrealizować większość swoich zaplanowanych projektów. Zabrała się nawet za takie, których nigdy przedtem by się nie podjęła.

Drogi Czytelniku, Czytelniczko! Jeśli w Twoim życiu są jakieś niezrealizowane zadania, marzenia, odkładane sprawy, nie zwlekaj z nimi. Ciesz się każdym przeżytym dniem i każdym odniesionym sukcesem, nawet tym najmniejszym. Kochaj ludzi, spiesz im z pomocą, nie rezygnuj ze swoich marzeń.

>>> ZOBACZ: W życiu najbardziej liczy się życie