Do przedszkola, do szkoły, na dodatkowe lekcje angielskiego, hiszpańskiego, francuskiego, gry na fortepianie, rytmiki, na studia jedne i drugie, na kursy - już od najmłodszych lat gonimy w coraz większym pośpiechu i stresie. Jeszcze jedna sukienka, buty, nowy telefon, mieszkanie, meble, wyjazd na ekskluzywne wakacje - nigdy dość. Ale czy to, do czego uparcie dążymy, naprawdę jest aż tak ważne? Czy po zrealizowaniu postawionych sobie tego rodzaju celów stajemy się szczęśliwsi? W popularnej ostatnio piosence "Małe rzeczy" Sylwia Grzeszczak zauważa coś, co wydaje się truizmem, ale dla większości współczesnych ludzi nie jest oczywiste: "kupiliśmy prawie wszystko, ale wciąż nie mamy nic".

Reklamy
Reklamy

Bo jak długo można cieszyć się z nowego ubrania, komputera, samochodu czy nawet mieszkania? Jeden wieczór, tydzień, kilka miesięcy, może rok. A potem euforia mija… i nadchodzi szara codzienność, a często rozczarowanie. Rozglądamy się wokoło, porównujemy z sąsiadami, znajomymi. I znowu zaczynamy za czymś gonić…

Co jest najważniejsze w życiu?

W tym ciągłym pośpiechu i dążeniu do kolejnych dóbr materialnych zapominamy często, że żyjemy tu i teraz, co doskonale oddają słowa Wisławy Szymborskiej: "nic dwa razy się nie zdarza" i "choćbyśmy uczniami byli najtępszymi w szkole świata, nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata". Nie dostrzegamy, co tak naprawdę w życiu się liczy. Odkładamy swoje szczęście na jutro, na następny tydzień, na kolejny miesiąc, na przyszły rok, na czas po skończeniu studiów, po podjęciu pracy, po uzyskaniu awansu, po objęciu stanowiska dyrektora, po przejściu na emeryturę - nieustannie na coś czekamy i w tym oczekiwaniu na realizację planów i marzeń ginie nasz dzień codzienny, teraz przecieka niezauważalnie przez palce

Kopniak od życia

I często potrzeba solidnego kopniaka od życia, żeby się zatrzymać, docenić chwilę obecną. Pewna znajoma - nikt szczególny, kobieta, jakich większość - w rozmowie zdradziła mi, że po otrzymaniu wyniku biopsji, który brzmiał jak wyrok: rak, zmieniła swoje spojrzenie na świat. "Podeszłam następnego dnia rano do okna i zobaczyłam niedostrzegany wcześniej widok. Krajobraz, który widywałam przecież codziennie, stał się niespotykanie piękny. Zwykle olchy i brzozy zmieniły się w ciągu tej jednej nocy w drzewa z zaczarowanego ogrodu, a pokryte rzęsą bagniste jezioro - jeziorem z bajki. Wtedy zrozumiałam, że w życiu - nawet, jeśli nie jest łatwe i daje w kość - liczy się po prostu życie. Teraz codziennie, kiedy budzę się rano, cieszę się, że żyję".