Z przeprowadzonego ostatnio badania CBOS wynika, że w ciągu ostatnich 10 lat podwoiła się liczba osób deklarujących się jako osoby niewierzące. Odsetek ten wzrósł z 4 do 8 procent. Jeszcze wyraźniej ten trend zaznacza się wśród ludzi młodych. W grupie wiekowej 18-24 lat, odsetek niewierzących wzrósł z 6 do 15 procent. Tak prezentują się liczby. Co to może oznaczać w praktyce?

Kościół nie jest zaskoczony

Ta spadkowa tendencja jest ściśle obserwowana przez Kościół już od pewnego czasu. Część duchownych twierdzi, że jest to tylko tymczasowy spadek, który w pewnym momencie się zatrzyma. Są jednak bardziej radykalne stanowiska.

Reklamy
Reklamy

Część kapłanów stwierdza po prostu, że wiara to pewne zobowiązanie. Jednym ono odpowiada, innym nie. Zadaniem Kościoła nie jest ratowanie statystyk, lecz wierność Ewangelii. Wszyscy jednak zgodnie przyznają, że działalność ewangelizacyjno-nawróceniowa musi zostać zmodernizowana.

W co wierzą Polacy?

Jedną z możliwych przyczyn spadku liczby wiernych jest tzw. "podwórkowy katolicyzm". Postawa ta charakteryzuje głównie osoby starsze i mniej wykształcone. Krótko mówiąc, niektórzy wierni przedkładają lokalne tradycje, zwyczaje, wyuczone modlitwy i praktyki ponad Pismo Święte i osobową relację z Bogiem. Także momentami przesadny kult maryjny i mieszanie zwyczajów religijnych ze świeckimi źle wpływa na ogólny obraz niektórych wiernych. Widać wyraźnie, że takie chrześcijaństwo znacznie różni się od tego, które głosił św.

Reklamy

Augustyn lub św. Tomasz, a także od tego, które na co dzień prezentują tysiące świadomych wiernych.

Oczywiście nie krytykuję tu polskich tradycji katolickich. Jedynie poddaję krytyce puste deklaracje osób, które mają się za katolików, a w praktyce lekceważą część nauki Kościoła, a inne jego nakazy bezrefleksyjnie łamią w imię swoich przesądów. Młodzi ludzie, wychowywani w duchu "podwórkowego katolicyzmu", bardzo szybko odrzucą go jako zabobon. Jest zarazem rzeczą jasną, że nie wszyscy ludzie są w stanie pojąć zasady wiary rozumowo i należy takich ludzi przyjmować z ich religijnością, lecz w dobie powszechnego wykształcenia należy przedefiniować pożądane postawy wierzących.

Wierzący, lecz niepraktykujący

Większość osób odchodzących od wiary nie było ludźmi głęboko wierzącymi. Wiara katolicka natomiast, która w badaniu stanowiła punkt odniesienia dla osób niewierzących, stawia pewne wymagania. Osoby, które posiadają intensywne doświadczenia religijne są zaangażowane w wiarę na serio.

Reklamy

Nic dziwnego, że ludzie, którzy nigdy nie stawiali wiary w Boga w centralnych punktach swojego życia, dość szybko stali się sceptyczni. Jest to spuścizna tego, że w Polsce panuje zwyczaj powszechnego chrzczenia dzieci. Moim zdaniem, gdy nie zamierza się wychowywać dzieci w wierze, nie powinno się ich zanosić do Kościoła, a później prowadzić do pierwszej komunii. To czysta hipokryzja.

Ratunkiem może być głębia wiary...

Wiara jest aktem rozumu. Człowiek musi świadomie i - biorąc pod uwagę konsekwencje - zadecydować, że chce zaufać Bogu. I takich ludzi jest coraz więcej. Kościół musi się wyzwolić od powierzchownej religijności i pokazać, że posiada religijność prawdziwą. Zdecydowanie bardziej wiarygodnie wygląda msza, podczas której kilkadziesiąt osób skupia się na przeżyciu spotkania z Bogiem, niż taka, w czasie której w ławkach siedzi kilkaset osób, z czego połowa myśli, co kupić za chwilę w Biedronce, a druga połowa wieczorem spokojnie sprawdzi horoskop. Oczywiście, jest to pewien przekoloryzowany obraz, lecz pokazuje, że wierny i "wierny" to nie jest to samo.

... lub wejście w nowoczesność

Kościół jest czasem zamknięty w starych schematach. Schematach, które niestety utrwalają filary "podwórkowego katolicyzmu". Jednakże pojawia się światełko w tunelu. Nie wszyscy młodzi odeszli z Kościoła. Co więcej, część z nich dalej chodzi do seminariów. I właśnie ci ludzie, którzy zamiast zniechęcić się do wiary postanowili wziąć ją w swoje ręce, starają się wprowadzić religię w XXI wiek. Takie portale jak FaceBóg i DEON cieszą się bardzo dużą popularnością. Pojawiają się katoliccy blogerzy, vlogerzy, youtuberzy i inni aktywiści. To oni mogą być nadzieją Kościoła.

Czy Kościół ma się czym martwić?

Jeśli Kościołowi zależy na utrzymaniu status quo i karmieniu "podwórkowego katolicyzmu", to jest w sytuacji beznadziejnej, lecz jeśli jego ambicją jest być wspólnotą zrzeszającą ludzi głęboko i prawdziwie wierzących, oraz żyjących zgodnie z Ewangelią, to może czekać go świetlana przyszłość. Wszystko zależy od wierzących i kapłanów, od tego, jaki Kościół chcą stworzyć. Ja osobiście wolałbym być członkiem Kościoła z drugiego opisu. O taki chcę zabiegać. #religia