Tak to jest. Siedzisz w kawiarni, sam lub sama, patrząc na migdalące się pary.  Złe wybory, ambicje, brak czasu lub chęci doprowadziły Cię do tego tragicznego miejsca. Tym sposobem sącząc małą (albo trochę większą) czarną lub bezkofeinowe machiatto zastanawiasz się, co było nie tak. Udajesz się do łazienki poprawić kołnierzyk, makijaż, cokolwiek, byle nie słyszeć odgłosów wydawanych przez pary wokół.

Cholera! Telefon leży obok wysokich, czarnych szpilek, szminka gdzieś w kącie. Wasze spojrzenia krzyżują się. Pospiesznie zbieracie swoje rzeczy, mrucząc pod nosem niezrozumiałe "Przepraszam". Kątem oka obserwujecie się nawzajem.

Reklamy
Reklamy

W końcu któreś z was mówi  cicho "Hej. Jestem..."

Do czego prowadzi zbieg okoliczności

Niefortunna stłuczka kończy się wspólną kawą, ciastkiem, wymianą numerów telefonów i kolejnymi trzema godzinami w kawiarni. Rozmowa przychodzi z łatwością, wspominacie stare czasy, poznajecie się. Macie wiele wspólnych zainteresowań, jeszcze więcej tematów do rozmowy. Umawiacie się ponownie...



Motyle w brzuchu, oczekiwanie na kolejną wiadomość, spotkanie, chociaż telefon. Współpracownicy zauważają zmianę w zachowaniu, rodzina zadaje niedyskretne pytania.  "To tylko znajomość", odpowiadacie, a serce bije szybciej. Tak, stało się. Zakochaliście się.



Kolacje, spacery, wspólne imprezy. Blask księżyca, odrobina wypitego alkoholu skutkuje cichym pytaniem "Zostaniesz na noc?". Pożądliwy wzrok, głębokie spojrzenia i w końcu oczekiwana odpowiedź "Tak".

Reklamy



Godzinę później leżycie wtuleni w siebie...

Pęka bańka mydlana

Czar pryska, gdy spóźnia się okres. Czarne myśli, zwątpienie, niepewność. Jeden dzień, dwa, tydzień... Apteka, test ciążowy, tak, poproszę, dziękuję. Szybkie przejrzenie ulotki, cholera, mocz musi być poranny, najpewniejszy wynik. Lampka wina do obiadu, po obiedzie, może jeszcze jedna w trakcie. Wchłonięte procenty tak przyjemnie ciągną do snu...



Stało się. Dwie kreski. Co?! Jak to?! Po pierwszej nocy?! To niemożliwe! Zabezpieczaliśmy się! Jedno z was panikuje, co będzie dalej, jak dacie radę. Pieniądze to nie wszystko, przydałby się ślub, mieszkanie, samochód, nie mówiąc o wyprawce dla dziecka. Telefon do ginekologa, super, wizyta jeszcze dziś. Serce na ramieniu, do gabinetu prawie biegniecie. Imię, nazwisko, wiek, badanie. Tak, drugi tydzień, zgadza się, zapraszam na kolejną wizytę, witamy w gronie przyszłych rodziców.



Szkoła rodzenia, przeprowadzka, ciche zaręczyny. Piłki, wdechy-wydechy, masaże... Brzuch rośnie, czas mija. Mdłości, zachcianki, takie tam ogórki z czekoladą. Żadnego smażonego mięsa, same warzywka, bo najzdrowsze. Piwo z kolegami odpada, masażyki i kąpiele są ważniejsze. Dziadkowie kupili zapas ciuszków dla pułku wojska, wózek stoi już w przejściu.



Termin się zbliża, brzuch nadal rośnie. Kopie, wierci się, toż to chyba piłkarz będzie! Może bokser lub tancerz? Wyobrażacie sobie jak będzie wyglądało dziecko, jakie imię mu nadacie, malujecie już pokój. Nie wiadomo kiedy zaczynają się skurcze. Szpital, zapis, badanie i już na fotelu. Kilka godzin męczarni i wreszcie jest. Mala miniaturka was. W przerwał w śnie patrzy na was, a raczej szuka jedzenia, ale warto się połudzić.



I przychodzi taki dzień, że nagle się uśmiecha. Zaczyna raczkować, potem chodzić.



I wiesz, że zrobisz dla niego wszystko...