Ekipa Zinedine'a Zidane'a zanotowała fatalny - jak na madryckie standardy - start sezonu. 11 punktów w 6 meczach i 7-punktowa strata do odwiecznego rywala nie są wynikami na miarę oczekiwań Florentino Pereza i kibiców.

Diametralnie odmienne nastroje panowały w drużynie prowadzonej przez Petera Bosza - 5 zwycięstw, 16 punktów, 5 razy zachowane czyste konto, porywająca gra - to wszystko pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość.

#real Madryt przystępował do wtorkowego starcia osłabiony brakiem brazylijskiego lewoskrzydłowego (grającego teoretycznie w linii obrony) Marcelo oraz bez Karima Benzemy - francuskiego snajpera z dość mocno ostatnio zatartym celownikiem.

Reklamy
Reklamy

Natomiast niemiecka drużyna już od dłuższego czasu musi sobie radzić bez Marco Reusa, Andre Schurrle, Marcela Schmelzera, czy Sebastiana Rode.

Początek meczu

Mecz rozpoczął się od chaosu w środku pola, kilku niewymuszonych błędów z obu stron oraz udanego dryblingu Keylora Navasa we własnym polu karnym. Pierwszą dobrą okazję miał Dani Carvajal, który strzelił wprost w bramkarza gospodarzy. Chwilę później, po raz pierwszy w tym meczu magię pokazał Isco. Hiszpan zagrał znakomite, prostopadłe podanie do Cristiano Ronaldo, ten oddał piłkę do Garetha Bale'a, a Dortmundczyków przed niechybną utratą bramki uratował ofiarny wślizg Łukasza Piszczka.

Borussia przebudziła się w 14 minucie meczu. Maximilian Philipp wpadł w pole karne, zagrał górą do wbiegających partnerów, ale udana interwencja Keylora Navasa zażegnała niebezpieczeństwo pod bramką gości.

Reklamy

Pozostaje jednak pytanie, czy bramkarz z Kostaryki swoją interwencją nie skierował piłki w nienaturalnie ułożoną dłoń Sergio Ramosa?

W kolejnych minutach oglądaliśmy ciekawy dla kibiców, ale z pewnością trudny do zaakceptowania dla trenerów obraz gry - obie ekipy błyskawicznie przenosiły ciężar gry spod jednego pola karnego pod drugie, jakby drugie linie przestały istnieć. W taką grę włączył się nawet bramkarz drużyny z Zagłębia Ruhry, Roman Burki, który na stałe zadomowił się na 20-30 metrze przed własną bramką.

Szarpane, szybkie ataki postanowił przerwać Gareth Bale. Walijczyk, otrzymawszy mierzone co do centymetra podanie z głębi pola od Daniego Carvajala, zdecydował się na strzał z pierwszej piłki. Efekt? Potężna bomba pod poprzeczkę i otwarcie wyniku!

Real po uzyskaniu prowadzenia cofnął się na własną połowę i pozwolił Borussii rozgrywać piłkę. Tempo gry spadło, zadowoleni mogli być wreszcie szkoleniowcy, bowiem zauważalni zaczęli być środkowi pomocnicy obu drużyn.

W 38 minucie przed szansą na doprowadzenie do wyrównania stanął Pierre Emerick Aubameyang, ale trafił w słupek.

Reklamy

Po chwili akcja została jednak anulowana, ze względu na pozycję spaloną. Przed przerwą okazję na podwyższenie rezultatu mieli jeszcze Ronaldo oraz Ramos.

Po przerwie

Druga połowa zaowocowała kolejnymi bramkami. Takiej właśnie współpracy, jak w 50 minucie meczu, oczekują kibice madryckiego Realu od Garetha Bale'a i Cristiano Ronaldo - Walijczyk precyzyjnym wstrzeleniem piłki w pole karne obsłużył kolegę z zespołu, który zmienił wynik na 2:0!

Po drugiej bramce wydawało się, że przyjezdni posiądą całkowitą władzę nad boiskowymi wydarzeniami. Nic bardziej mylnego! Gonzalo Castro kopnął futbolówkę tak, że ta pojawiła się nagle idealnie pomiędzy Sergio Ramosem, a Raphaelem Varanem. Natychmiast dopadł do niej Aubameyang i nie dając szans bramkarzowi, umieścił ją w siatce. Kontaktowy gol rozpalił na nowo dortmundzki kocioł! Stadion odżył, a wraz z nim piłkarze gospodarzy.

Swoich szans szukali Jarmolenko i Castro. Impuls swoim podopiecznym starał się dać Peter Bosz, przeprowadzając podwójną zmianę. Mimo to, oba zespoły tworzyły mniej okazji podbramkowych. Jedną z nielicznych w tym czasie ciekawych akcji przeprowadził kapitan gości, Sergio Ramos, który zagrał zewnętrzną częścią buty do Isco. Hiszpan fatalnie chybił, co na tyle mocno wyprowadziło z równowagi francuskiego szkoleniowca gości, że ten zdecydował się wymienić go na Marco Asensio.

Przełomowa okazała się 79 minuta spotkania. Luka Modric prostopadłym podaniem uruchomił Cristiano Ronaldo, a Portugalczyk urwał się obrońcom, popędził w stronę bramki i strzałem w krótki róg zaskoczył dobrze dzisiaj dysponowanego golkipera gospodarzy, Romana Burkiego. 3:1!

W tym momencie pewnym było, że nie powtórzy się koszmar Jose Mourinho. Dwubramkowe prowadzenie przyjezdnych podziałało demobilizująco na gospodarzy. To Real kontrolował grę i był bliższy strzelenia kolejnych bramek. Sytuację sam na sam zmarnował jeszcze Marco Asensio.

Konkluzja

Końcowy gwizdek arbitra sprawił, że Real Madryt odniósł dziś pierwsze w historii zwycięstwo na stadionie Signal Iduna Park w Dortmundzie, a gegenpressing wg Bosza nie osiągnął jeszcze poziomu drużyny Jorgena Kloppa.

źródło: canal+#sport

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#bvb