Justyna Borowiecka: Jak podoba się Panu obecna reprezentacja Polski? 

Mirosław Tłokiński: W porównaniu z tym co było wcześniej, widać wielką transformację. Zwłaszcza jeśli chodzi o takie elementy, jak motywacja, dyscyplina, zaangażowanie fizyczne czy atmosfera wewnątrz zespołu. Poza tym, w tym samym czasie poszczególni zawodnicy zrobili indywidualne postępy w swoich klubach. Wielu z nich stało się podstawowymi elementami w zagranicznych zespołach i tym samym wzmocnili znacząco fundament konstrukcji ciała, który nazywamy - Reprezentacją Polski. Dzisiaj są jej silnym „kręgosłupem”.

 JB: Do niedawna nie było widać ani dobrych wyników, ani ładnej gry. To się pomału zmienia…

 MT: To się rzeczywiście zmieniło. Ale myślę, że nasza drużyna narodowa nie jest zespołem typu „grający”, ale raczej nadal „walczący” i wywalczający punkty. Trzeba sobie zadać pytanie – Dlaczego mamy te sukcesy? W przeciwieństwie do twierdzeń większości polskich dziennikarzy, pójdę jak pstrąg pod prąd. Stwierdzam, że nie jest to owoc pracy PZPN czy jakiegoś krajowego systemu szkolenia (którego notabene w ogóle nie ma), lecz wynik wysokiego poziomu ligowych rozgrywek klubów, w których gra większość naszych podstawowych reprezentantów. Ale także pracy działaczy i nowoczesnego szkolenia trenerów tych zagranicznych klubów. Myślę tutaj o naszych reprezentantach, grających w drużynach takich krajów jak Niemcy, Hiszpania, Anglia i Włochy. To europejskie potęgi. To im zawdzięczamy rozwój naszych największych gwiazd.

 JB: Jak Pan myśli, która z drużyn zagra w finale Euro 2016, kogo Pan obstawia? 

MT: - Kto zagra na pewno w finale - nie wiem. Choćby z tego prostego powodu, że kilku faworytów będzie musiało rozwiązać problem przemęczenia wielu gwiazd swojego zespołu, po trudnym sezonie w klubowych rozgrywkach o Puchary Europy. Ale mam swoich kandydatów, których chciałbym zobaczyć. Jednych wybrałbym jako faworytów poprzez intelektualną analizę poziomu ich gry. Są nimi Francuzi i Hiszpanie. Taki finał obstawiałbym. Ale w piłce intelekt często zawodzi.

Drudzy z powodów logicznych i znanych od lat wartości piłkarskich tych krajów, opartych na fundamencie DDD (Doświadczenie, Dyscyplina, Dominacja). Są to Niemcy i Włosi. Jednak w piłce logika też nie zawsze ma rację. Trzecia natomiast grupa wywodzi się z pewnej formy mojego emocjonalnego sympatyzowania z tymi, których gra podoba mi się, ale którzy nie są zaliczani do wielkich faworytów. Należą do nich Anglia i Belgia. Jeden z tych zespołów może sprawić niespodziankę i dojść nawet do finału. Te drużyny chciałbym widzieć w półfinale. A ponieważ wymieniłem ich sześć, to wybiorę czterech półfinalistów, a kto z nich będzie w finale jest mi obojętne. W półfinale widzę Hiszpanię i Anglię oraz Francję i Niemcy. Portugalię i Belgię pozostawiam jako te zespoły, które mogą sprawić niespodziankę i być na miejscu Anglii lub Niemiec. 

JB: A jak zaprezentują się polscy piłkarze, czy mamy szanse wyjść z grupy? 

MT : Nie tak dawno skrytykowałem wypowiedź Zbigniewa Bońka. Najbardziej hipokrytyczną, jaką słyszałem w ostatnich latach w wykonaniu prezesa federacji narodowej. Powiedział: "Żebyśmy czuli się usatysfakcjonowani, no to chcemy po prostu wyjść z grupy. A co dalej się stanie po wyjściu z grupy, to zobaczymy, bo zależy na kogo wpadniemy". Dla wielu fanów była to sympatyczna wypowiedź, ale nie dla mnie.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#piłka nożna #Robert Lewandowski #Mistrzostwa Europy