Tegoroczny finał Pucharu Polski należał do jednego z bardziej emocjonujących wydarzeń sportowych tego miesiąca. Choć sam turniej nie ma wpływu na układ tabeli, to kluby traktują rozgrywki wyjątkowo poważnie. Prócz wysokich nagród pieniężnych liczy się tu przede wszystkim ogromny prestiż imprezy, na której #siatkówka serwowana jest na najwyższym poziomie. 

Emocjonalny rollercoaster 

Początek spotkania ZAKS-y Kędzierzyn - Koźle ze SKRĄ Bełchatów zaskoczył wyjątkowo słabą grą w wykonaniu podopiecznych Miguela Falaski. Bełchatowianie zakończyli pierwszego seta, przegrywając aż 13. punktami. Musiał być to niezły kubeł zimnej wody dla 8-krotnego mistrza Polski, bo w kolejnych setach obydwa zespoły zagrały bardzo wyrównaną spotkanie. Na wrocławskim parkiecie mogliśmy zobaczyć skuteczne bloki, spektakularne gwoździe, heroiczne obrony i dobre przyjęcie. Nie obyło się też bez utarczek słownych pod taśmą, spięć trenerów z sędziami i protestów zawodników wobec kontrowersyjnych decyzji arbitrów. Zakończyło się to czerwonymi kartkami, po jednej dla każdego zespołu, niezliczonej liczbie ostrzeżeń sędziów i żółtych kartoników. Świetna forma zaprezentowana przez Buszka, Kłosa, Konarskiego czy Zatorskiego, grających w reprezentacji, jest też dobrą wróżbą na zbliżające się Igrzyska Olimpijskie

ZAKS- a  - SKRA Bełchatów 2:3 (25:12, 23:25, 25:22, 26:28, 17:19)

Niefart Wlazłego

Filar pierwszej szóstki Bełchatowa nie miał w dzisiejszym meczu zbyt wiele szczęścia. Zaczęło się od banalnych błędów, atakujący zepsuł aż 3 zagrywki, przekraczając linię końcową boiska, nadepnął też na linię 3. metra. Komentatorzy próbowali tłumaczyć te wstydliwe potknięcia nieczuciem boiska, złym oświetleniem lub po prostu... gorszym dniem kapitana Skry. Na domiar złego Mariusz w jednej z akcji ostatniego seta niefortunnie opadł po wyskoku na libero i nadwyrężył stopę. Sam uraz nie wyglądał poważnie, jednak władze klubu, jak i sam zawodnik są niemal przewrażliwione na punkcie potencjalnej kontuzji gracza. Wlazły od lat walczy z odnawiającymi się urazami kostki, a jego delikatna i zupełnie nieatletyczna budowa dodatkowo zwiększają ryzyko wykluczenia z gry na dłużej. Tym razem okazało się, że bełchatowianin może wrócić na boisko, jednak po kilku piłkach pojawiły się kolejne problemy. Skulony zawodnik opuścił parkiet z wyraźnym grymasem bólu na twarzy. Okazało się, że uraz mięśni brzucha uniemożliwiający mu dokończenie spotkania był spowodowany... lekkim szturchnięciem go przez klubowego kolegę. Nagroda dla najlepszego atakującego i MVP turnieju oraz 7. Puchar Polski musiały być jednak dla Wlazłego najlepszym pocieszeniem w tym wyczerpującym starciu. 

źródło: przegladsportowy.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści wymaga pisemnej zgody Blasting Sagl.