Polacy zdecydowanie nie mogą zaliczyć tegorocznych Mistrzostw Europy do udanych. Mimo ogromnego sukcesu komercyjnego i organizacyjnego, który przypada oczywiście Związkowi Piłki Ręcznej w Polsce, nasi szczypiorniści zawiedli oczekiwania wszystkich, począwszy od kibiców, poprzez ekspertów i organizatorów, a kończąc na nich samych.

Po 11. punktowej porażce z Chorwacją w ćwierćfinale, której dramatyzm można jedynie porównać do katastrofalnej porażki Brazylijczyków w finale z Niemcami podczas Mundialu 2014, gdzie faworyci meczu przegrali aż 7. bramkami, Polacy stracili jakiekolwiek szanse na strefę medalową.

Kontuzja za kontuzją

Na turnieju nie zagrał Bartłomiej Jaszka, środkowy rozgrywający, który od ponad roku walczy z kontuzją barku. Nie wystąpił także Grzegorz Tkaczyk, który miał zastąpić go na środku, ale doznał tej samej kontuzji. Kolejną opcją miał być Mariusz Jurkiewicz, niestety jego rehabilitacja po zerwaniu więzadła trwa do dziś. Również krótko przed Mistrzostwami Bartosz Jurecki podczas grudniowego meczu Chrobrego z Górnikiem Zabrze nabawił się urazu, który uniemożliwił mu grę w Euro 2016.

Na domiar złego, Krzysztof Lijewski, kolejny po Michale Jureckim filar drugiej linii i gwiazda prawego rozegrania, doznał w meczu z Norwegią bardzo poważnej kontuzji nadgarstka, co całkowicie wykluczyło go z gry w ataku na następne spotkania. Do tego wąska ławka rezerwowych w polskim zespole znacznie osłabiła grę przemęczonych zawodników głównego składu.

Biegler i brak strategii

Byłemu już trenerowi polskich szczypiornistów po europejskich mistrzostwach zarzucano przede wszystkim brak strategii. Monotonny atak oparty na drugiej linii i grze środkiem był łatwy do rozpracowania przez naszych przeciwników, do tego ich agresywna obrona 5:1 i wyłączenie z gry lidera zespołu - Michała Jureckiego, całkowicie paraliżowała atak biało-czerwonych. Brak zagrań na skrzydło, mało precyzyjne rzuty, a także niska skuteczność bramkarzy w decydujących spotkaniach przelała tylko czarę goryczy.

Trzeba też dodać, że polska kadra była w tych rozgrywkach najstarszą jeśli chodzi o średnią wieku zawodników, co nie wróży naszemu zespołowi najlepiej na przyszłość, a nowy selekcjoner będzie miał w kwestii rozszerzenia ławki rezerwowych wiele do nadrobienia.

Dwa nazwiska

Po przyjętej przez związek rezygnacji pojawiają się dwa nazwiska potencjalnych kandydatów na szkoleniowców. Pierwszym z nich jest Tałant Dujszebajew, obecny trener Vive Tauron Kielce, Mistrza Polski i potencjalnego faworyta Ligi Mistrzów, a także Piotr Przybecki, były reprezentant Polski i szkoleniowiec Śląska Wrocław.

Za Dujszebajewem stoi przede wszystkim marka i doświadczenie, jako zawodnik wypracował sobie opinię jednego z najlepszych szczypiornistów w historii, jako trener zdobył z Atletico Madrid złoty medal Ligi Mistrzów. Przybecki jest zaś nie tylko utalentowanym i młodym trenerem obiecującego zespołu z Wrocławia. Jako zawodnik był też drugim najlepszym polskim strzelcem Bundesligi, a także trzykrotny zdobywcą pucharu EHF. Przed związkowcami trudny wybór. Nasza kadra podpowiada jednak, że czeka tym razem na polskiego trenera.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #piłka ręczna #Mistrzostwa Europy