W poniedziałek 18 stycznia rozpoczyna się tegoroczna edycja Australian Open. Z kobiet z dobrej strony na początku sezonu pokazały się jedynie Radwańska i Azarenka. Ta druga wraca po długim kryzysie do ścisłej światowej czołówki. Jak sama przyznała w jednym wywiadów, do osiągania tych wielkich sukcesów nie była wcześniej gotowa mentalnie. Teraz sygnalizuje, że jest głodna sukcesów. Coraz częściej wspomina się jej nazwisko jako ewentualnej triumfatorki. #Agnieszka Radwańska natomiast wygrała na początku roku, co prawda słabo obsadzony, turniej w Shenzen. Nie umniejsza to oczywiście sukcesu, jaki odniosła. Obserwując jej grę, można odnieść wrażenie, że w okresie przygotowawczym podczas treningów bardzo mocno kładła nacisk na serwis. Jak powszechnie wiadomo, serwis Radwańskiej do silnych i dobrych nie należał. Ten to właśnie ten element może odegrać istotną rolę w końcowym triumfie podczas Australian Open.

Faworytki czy pretendentki?

O innych faworytkach wymienianych do potencjalnej wygranej trudno napisać coś konkretnego. Panie albo grały dość ospale (jak w przypadku Halep - przegrana z Kuzniecową), albo wcale nie wychodziły na kort. Największą zagadką dla wszystkich ekspertów oraz kibiców jest forma liderki rankingu WTA - Sereny Williams. Ona sama podkreśla, że jest gotowa nawet na 130 procent. Jak będzie, niebawem się przekonamy. Nie da się ukryć, że tegoroczna edycja Australian Open stanowi niespodziankę. Nie wiemy, w jakiej dyspozycji są faworytki, czy któraś dziewczyna z zaplecza nie wystrzeli i nie sięgnie po trofeum. Patrząc na drabinkę, nie ma co wybiegać dalej jak do 2-3 rundy. Kobiecy #tenis od dłuższego czasu staje się coraz nudniejszy. Trochę za sprawą Sereny Williams, która wzniosła się na niebotyczny poziom i póki co nie ma zamiaru się z niego ruszać. Turniej mistrzyń pokazał, że rywalizacja pomiędzy zawodniczkami jest inna, gdy w stawce nie ma liderki rankingu.

Król może być tylko jeden?

Nole – podobnie jak jego koleżanka Serena Williams, jest na nieosiągalnym poziomie dla innych zawodników. Sam Rafael Nadal ostatnio stwierdził, że nie widział nikogo, kto by do tej pory grał aż tak perfekcyjnie. Na tym w sumie można zakończyć opowieść o tym, kto spośród mężczyzn mógłby wygrać tegoroczną edycję pierwszego turnieju wielkoszlemowego. W męskim tenisie sytuacja wydaje się być o wiele stabilniejsza i poziom gry, delikatnie mówiąc, o niebo lepszy.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.