Kto oglądał bądź śledził relacje, ten wie - byliśmy świadkami wielkiego tenisowego święta, a zarazem oglądaliśmy, jak na naszych oczach tworzy się historia polskiego tenisa - Agnieszka Radwańska, jako pierwsza Polka, wygrała turniej Masters!

Spokojniejszy finał?

Występ Agnieszki Radwańskiej w WTA Finals przyzwyczaił nas do tego, że jej mecze są emocjonujące - wystarczy wspomnieć półfinałowe starcie z Garbine Muguruzą. Tym razem, zapowiadało się na szybki mecz, zdominowany przez krakowiankę.

Pierwsze przełamanie już w pierwszym gemie, kolejne przy stanie 3-1 napawało nie tylko dumą, ale i spokojem - fani z pewnością już widzieli Polkę odbierającą główną nagrodę, tym bardziej po zakończeniu pierwszego seta - Radwańska wygrała go 6-2 w czasie nieco ponad pół godziny. Bezradna Kvitova i Radwańska niczym profesor - tak można nazwać pierwszy set finałowego starcia WTA Finals.

Niepokojący drugi set

Drugi set rozpoczął się z podobnym impetem, co pierwszy - Isia szybko objęła prowadzenie, po raz kolejny popisując się zagraniami, które śmiało mogą kandydować do zagrań miesiąca - jak z resztą cała plejada innych jej zagrań z całego turnieju.

Jednak przy stanie 3-1 Kvitova zaczęła odrabiać straty. Ze wspomnianego 3-1 zrobiło się 3-4, by za chwilę zakończyć set wynikiem 4-6 dla Czeszki. Stało się jasne, że w trzecim secie będziemy mogli być świadkami fenomenalnego widowiska.

Emocjonujący finał

Trzeci set był długą wymianą ciosów - Kvitovej udało się doprowadzić do stanu 0-2, by za chwilę Radwańska mogła wyrównać oraz przejąć prowadzenie 3-2. Czeszce udało się wyrównać, jednak przy remisie 3-3 zaczęła ona popełniać błędy, ponadto Radwańska po raz kolejny popisywała się lobami, które mijały bezradną przeciwniczkę.

Najlepiej obrazuje to statystyka przy stanie 4-3 - 5 niewymuszonych błędów Polki przy aż 51 Czeszki! Kiedy Isia już przejęła inicjatywę, nie oddała jej aż do końca - bardzo spokojnie wygrała ósmy i dziewiąty gem, wygrywając ostatecznie 6-3 i zapewniając sobie zwycięstwo w WTA Finals.

Pora na "Isiomanię"?

Zwycięstwo nie tylko pozwoliło Radwańskiej zarobić (stawką było blisko 7 milionów dolarów), nie tylko przesunąć się w najbliższym czasie na pierwsze miejsce kobiecych rankingów tenisowych, ale również zapisać się na kartach polskiej historii tenisowej - nie udało się to największym polskim tenisistom. Jej imię i nazwisko długo było skandowane w trakcie ceremonii, zaś sama zainteresowana przyjmowała nagrody przez łzy wzruszenia.

Emocje powoli opadają, letnie sporty rozpoczynają zimową przerwę, by na początek wiosny wrócić. Co nas więc czeka? Zanim jeszcze na dobre sezon sportów letnich będzie można uznać za zakończony, mamy jeszcze mecze piłkarskiej reprezentacji Polski - ale najpierw, prawdopodobnie na początku tygodnia - selekcjoner Adam Nawałka uzupełni listę powołanych na mecze z Islandią oraz Czechami.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez zgody Blasting Sagl zabronione. Niniejsza strona internetowa podlega ochronie na mocy prawa szwajcarskiego. #tenis