Dominacja bokserów ze wschodu Europy, zwłaszcza w tych cięższych kategoriach, postępuje. Jeszcze kilkanaście lat temu szukano „ostatniej nadziei białych” w kategorii ciężkiej, obecnie dominacja braci Kliczko (aktualnie od kilkunastu miesięcy walczy tylko jeden z nich, młodszy Władimir) odwróciła sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. Co prawda, w prestiżowej organizacji WBC mistrzem jest Deontay Wilder, ale jego najbliższym przeciwnikiem powinien być świetnie wyszkolony Aleksander Powietkin i istnieje olbrzymia szansa, że w królewskiej kategorii rządzić będzie rosyjsko-ukraiński duet.

Sensacyjne zwycięstwo

Minionej nocy (03.10) do grona mistrzów świata ze Wschodu dołączył rodak braci Kliczko, Wiktor Postoł. Choć Ukrainiec ma imponujący rekord (dwadzieścia osiem zwycięstw, z czego dwanaście przed czasem) nie był faworytem w potyczce z piekielnie groźnym, ale nieobliczalnym Lucasem Matthyssem. Argentyńczyk w efektowny sposób demolował rywali, tylko trzy ze swych trzydziestu siedmiu zwycięstw odnosząc na pełnym dystansie. W dodatku co najmniej dwie z trzech porażek, jakich doznał, mogły równie dobrze być ocenione na jego korzyść. Argentyński niszczyciel rozpoczął walkę planowo, stopniowo zdobywając lekką przewagę i kiedy widzowie pojedynku oczekiwali na atak boksera z Ameryki Południowej, w okolicach ósmej rundy przebudził się Postoł. Pojedynek, dotychczas równorzędny (dwóch sędziów do tego czasu punktowało na korzyść Postoła, jeden dla Mathhysse’a) zakończył potężny prawy prosty Ukraińca. Wydawało się, iż cios ten nie był na tyle silny, by złamać Argentyńczyka, który przyklęknął na czas liczenia. Jednakże ku zaskoczeniu wszystkich Mathysse pozwolił wyliczyć się do dziesięciu i nie podjął dalszej walki. Sensacja stała się faktem!

Starcia gigantów

Wiktor Postoł dołączył tym samym do panteonu bokserskiego, na którym pojawiają się coraz częściej jego koledzy z Ukrainy i Rosji. O wadze ciężkiej już wspominałem, niewątpliwie warto obserwować wagę junior ciężką, w której dominują Lebiediew i Drozd. Ale przecież jest tam straszliwy Kudriaszow, który już ma chrapkę na pas Krzysztofa Głowackiego. Jest też Rachim Czakijew, którego mimo słabszej ostatnio postawy nie można nie doceniać. W kategori niższej terror sieje Siergiej Kowaliow, posiadający wszystkie ważniejsze pasy (oprócz WBC). W wadze średniej dominuje i niszczy przeciwników Giennadij Gołowkin. Zapowiadany na 17.10 pojedynek z Dawidem Lemieux wyłoni niekwestionowanego króla tejże kategorii. Zapowiada się hitowy pojedynek i chyba nikt nie ośmieliłby się postawić złamanego grosza na to, że starcie dwóch bombardierów potrwa pełen dystans. A przecież jest jeszcze perfekcyjny Łomaczenko, który zdobył tytuł mistrza świata już w trzeciej walce, czy zawsze nieobliczalny Prowodnikow.

Patrząc na postępy bojowników ze Wschodu można przypuszczać, iż dominacja w kolejnych kategoriach jest tylko kwestią czasu. Być może zdarzą się jeszcze wpadki, jak w sobotnią noc, Ałłachwerdijewowi, który nie sprostał Bronerowi, ale jestem przekonany, iż już za kilka lat tabele prezentujące mistrzów świata zapełnione zostaną swojsko brzmiącymi nazwiskami. #sporty walki