Janowicz poza turniejem

Mimo tego, że w pojedynku pierwszej rundy z Hiszpanem Pablo Carreno Bustą (54 miejscu w rankingu ATP), sędzia w kierunku Jerzego Janowicza (61 ATP) krzyknął „out” po jego niewymuszonym błędzie tylko raz(!) to i tak Polaka już więcej nie zobaczymy na nowojorskich kortach. „JJ” – jak to „ochrzcił” go nieodżałowany Bohdan Tomaszewski -  w tym spotkaniu miał dwukrotnie większą liczbę winnerów i asów (niezmiennie są to kluczowe atuty Janowicza o których pisałem przy okazji jego spotkania z Gaelem Monfilsem), a i tak nie znalazło to przełożenia na wyniku. Jak to się już zdążyłem przyzwyczaić, w grze JJ’a a raczej w jego głowie w decydujących momentach coś „pękało”. To coś nie pozwalało najlepszemu polskiemu tenisiście na zdobywanie punktów w kluczowych momentach. Statystyka breków wygląda niezbyt fajnie: Janowicz 2/9; Carreno Busta 5/8.

Trzeciego seta przegranego do dwóch nie dało się wręcz oglądać. Pretensje do sędziego, do rywala, do kibiców, przelatujących samolotów i Bóg wie do kogo jeszcze przypomniały mi słowa pewnego polskiego komentatora, który to przyrównał takie zachowanie do Johna McEnroe. No tak, rzeczywiście zachowanie podobne, tyle tylko, że tamten pan coś jednak w swojej karierze wygrał i mógł sobie pozwolić na tego typu gwiazdorzenie. À propos tego typu zachowań naszej "gwiazdy", proponuje lekturę tekstu kolegi z popisów Janowicza na tegorocznym Wimbledonie. Szkoda jak się wdepnie i gdy poświęci się tych kilka godzin z życia na oglądanie takich sytuacji, ale cóż zrobić. Następnym razem pewnie znowu zarezerwuje czas dla JJ’a z nadzieją na jego udany występ, jak ten z pamiętnego Wimbledonu i przegranego półfinału z pewnym panem ze Szkocji. Tamto spotkanie było przegrane, ale jakoś nie przypominam sobie jego dziecinnych ekscesów.

Największa niespodzianka pierwszej rundy 

   

Nie wierzyłem własnym uszom, gdy dowiedziałem się, że z turniejem ledwo się przywitał, a już się pożegnał ubiegłoroczny finalista, Japończyk Kei Nishikori. Jest to niebywałą sprawą, że tak inteligentni tenisiści potrafią już na pierwszej rundzie kończyć swoje przygody z wielkoszlemowym turniejem. Tym bardziej, że przecież mówimy o zeszłorocznym finaliście. Japończyk przegrał z, jak widać nadal groźnym Francuzem, Benoit Paire, po zaciętej pięciosetowej wojnie. Francuz stanął w tym meczu na wysokości zadania, wielokrotnie pokazując, że nie zamierza tutaj skończyć po szybkich trzech setach.

Mecz stał na bardzo wysokim poziomie, a ręce same wielokrotnie  składały się do oklasków dla obu zawodników. Tego typu spotkania powinno się pokazywać dzieciom na pierwszej lekcji tenisa, by pokazać im, o co w tej grze naprawdę chodzi. W czwartym secie przy stanie 6-4 w tie-breaku mieliśmy nawet trochę Hitchcocka. Gdy Nishikori miał dwie okazje by zakończyć ten - wydawać by się mogło po zerknięciu na rankingi obu panów - nierówny pojedynek. Jednak zostały one zaprzepaszczone, a set ten zakończył się wynikiem 7-6(8-6) dla Francuza. Piąte starcie, jedno przełamanie w piątym gemie i cóż…szkoda. #tenis #Jerzy Janowicz