Kolejna wielka impreza piłkarska bieżącego roku przeszła do historii. W sobotni i niedzielny wieczór (według czasu amerykańskiego) na stadionie w Filadelfii odbyły się dwa ostatnie akty trzynastego turnieju o Złoty Puchar CONCACAF. Kibice śledzący tę imprezę poznali odpowiedzi na wszystkie pytania z nią związane. Już na długo przed jej zakończeniem wiadome było, że zapisze się ona w historii piłki nożnej jako turniej sensacji, niespodziewanych rozstrzygnięć, nie najwyższego poziomu i dyskusyjnych decyzji sędziowskich.

To najbardziej nielubiane miejsce

Chyba żaden z kibiców, którzy śledzili turniej, nie miał by trudności ze wskazaniem najbardziej negatywnej niespodzianki. Gdyby ktoś przed jego rozpoczęciem ogłosił, że najważniejszy pretendent do wygrania nie tylko w nim nie zwycięży, ale nawet nie zdobędzie żadnego medalu, byłby chyba uznany za wyjątkowego oryginała. Początek turnieju wcale nie zapowiadał, że zakończy się on przegraną reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Podopieczni trenera Klinsmanna planowo wygrywali swoje mecze, choć trzeba przyznać, że nie prezentowali jakiegoś specjalnie wysokiego poziomu. Jedynym wyjątkiem był ich ćwierćfinałowy pojedynek z reprezentacją Kuby, w którym rozgromili swojego przeciwnika 6:0. Wydawało się, że ze swoim półfinałowym przeciwnikiem, Jamajką, narodowy team USA nie będzie miał żadnych problemów. Niestety spotkała go nader nieprzyjemna niespodzianka. Skazywana przed rozpoczęciem turnieju na nieodegranie w nim jakiekolwiek roli Jamajka nie ulękła się swojego rywala i po mądrej grze pokonała go 2:1.  Uznany północnoamerykański team, zamiast gry w wielkim finale o najwyższe trofea imprezy, musiał zadowolić się meczem o 3. miejsce. Jego przeciwnikiem była w nim reprezentacja Panamy, która dokonała w tym turnieju rzeczy bardzo wyjątkowej. Została jego medalistą pomimo niewygrania ani jednego meczu. Sobotni mecz USA z Panamą nie stał na wysokim poziomie. Inicjatywa w nim należała do Panamczyków, ale razili oni wyjątkową niemocą strzelecką. Pierwsza bramka padła w tym spotkaniu w 55 minucie, a zdobył ją Robert Nurse. Amerykanie odpowiedzieli w kwadrans później. Clint Dempsey zdobył swojego siódmego gola na tej imprezie i tym samym został jej królem strzelców. Dalsza planowa część oraz dogrywka nie przyniosły zmiany rezultatu i do wyłonienia brązowych medalistów tego turnieju potrzebne były rzuty karne. Lepiej wykonywali je zawodnicy panamscy, którzy trafili do siatki USA 3 razy. Jankesi odpowiedzieli tylko dwoma celnymi strzałami. W ten sposób drużyna Panamy stanęła na najniższym stopniu podium, a dla Amerykanów zostało to najbardziej nielubiane przez sportowców czwarte miejsce.

Srebrni chłopcy z Karaibów

Finałowy mecz turnieju wprawdzie zakończył się zdecydowanym zwycięstwem faworyzowanej meksykańskiej drużyny 3:1, ale to drużyna Jamajki była jego bohaterem, choćby już przez samo zakwalifikowanie się do niego. Sympatia większości kibiców była po jej stronie i życzono Jamajczykom wygranej z Meksykanami, którzy - w przekonaniu wielu -  osób weszli do wielkiego finału w niezbyt uczciwy sposób. Jednak półfinałowy mecz Jamajki z USA kosztował ją utratę wielu sił. Zawodnicy nie zdążyli się w pełni zregenerować i w niedzielnym meczu musieli uznać wyższość Meksykanów. Gole w finałowym spotkaniu strzelili; Guardado, Corona i Peralta dla Meksyku oraz Mattocks dla Jamajki. Reprezentacja Meksyku po raz siódmy w historii zwyciężyła w Złotym Pucharze CONCACAF, ale po meczu dostała mniejsze brawa niż srebrni chłopcy z Karaibów. #piłka nożna