Czy jest alternatywa dla FIFA? Jest. Po prostu można z FIFA odejść. Dlatego dziwię się, a nie jestem w tym odosobniona, że Unia Europejskich Związków Piłkarskich (UEFA) jeszcze tego nie zrobiła. I próbuję zrozumieć, o co tu chodzi. A jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że: 

Nie chodzi o piłkę, chodzi o pieniądze

To prawda. W całym tym sportowym spektaklu chodzi o pieniądze. O ogromne pieniądze. Ale mało kto zapewne wie, że to nie FIFA jest wielką maszynką do zarabiania pieniędzy w międzynarodowym futbolu. Tą maszynką jest... UEFA.

Holenderski dziennik Financieele Dagblad wyliczył, że europejska organizacja piłki nożnej w latach 2011-2013 zarobiła przynajmniej 8,3 miliardy euro. Dochody pochodziły w małej części z piłkarskich Mistrzostw Europy w 2012 roku, ale przede wszystkim były to wpływy z Ligi Mistrzów. W tym samym czasie kolejne 4,3 miliardy UEFA otrzymała od FIFA.

UEFA co roku organizuje prestiżową Ligę Mistrzów, która przynosi większy dochód, niż organizowane raz na cztery lata Mistrzostwa Świata. Puchar Świata jest lukratywny, ale nie tak opłacalny, jak Liga Mistrzów, która jest rozgrywana co roku. A że na całym świecie miliony fanów piłki nożnej ogląda ten sportowy spektakl, nadawcy i stacje telewizyjne muszą zapłacić grube miliony za prawa do transmisji.

Sponsorzy płacą również wielkie pieniądze za reklamy telewizyjne, czy bilbordy rozwieszone na stadionie i UEFA zbiera z tego swoje żniwo. Do tego dochodzą wpływy ze sprzedaży biletów.

Kto te pieniądze otrzymuje?

Miliardy przelewane są w części na konta uczestniczących w turniejach klubów. W tym sezonie 32 kluby mogą rozdzielić między sobą 1,3 miliarda. Zwłaszcza kluby, które są na wysokich pozycjach w turnieju, zarobią najwięcej, jak wynika z kolejnej analizy przeprowadzonej w holenderskim tygodniku Elsevier przez Servaasa van der Laana.

Barcelona i Bayern Monachium zarobiły w ostatnich pięciu edycjach po 226 milionów euro. Za te pieniądze będą mogły kupić lepszych graczy. "W ten sposób tworzy się błędne koło: bogate kluby są jeszcze bogatsze" - napisał Servaas van der Laan.

Mniejsze kluby są bezradne

Przychody z Ligi Europejskiej (Liga Europy UEFA) - biedniejszej kuzynki Ligi Mistrzów, są jak nagrody pocieszenia. Już na starcie nowego sezonu Liga Mistrzów ma 12 milionów euro, wobec 2,4 milionów w Lidze Europy.

Servaas van der Laan daje przykład holenderskiego klubu PSV, który w nadchodzącym sezonie reprezentuje Holandię w Lidze Mistrzów. Nawet gdyby holenderski klub z Eindhoven świetnie się spisywał, drużyna ta nigdy nie zarobi tyle, ile Barcelona czy Juventus. Wysokość nagrody pieniężnej, którą UEFA płaci klubom, jest bowiem ustalona na podstawie funduszy pozyskanych z transmisji telewizyjnych w kraju pochodzenia. W małej Holandii te dochody są znacznie niższe, niż w takich dużych krajach, jak Niemcy, Hiszpania, czy Włochy.

Jak podkreśla holenderski dziennikarz, na tym polega po części sukces Juventusu. Klub z Turynu przez lata może grać źle w Lidze Mistrzów, ale to nie ma wpływu na jego finanse. Dzięki dochodom z transmisji telewizyjnych we Włoszech, miliony euro pozostają w Turynie nawet w chudych latach. Holendrzy mogą tylko o tym pomarzyć.

Czy to jest dobry, sprawiedliwy system? Odpowiedź nie jest chyba jednoznaczna. Mi w tym twardym sporcie od dawna nie podoba się co innego: system kupowania i sprzedawania zawodników, a na to idzie w klubach najwięcej pieniędzy.

Kluby mocno się zadłużają, byle tylko zdobyć dobrego zawodnika. Czy nie lepiej byłoby wydać te pieniądze na szkolenie i wyszukiwanie talentów wśród własnej młodzieży? Dlatego reformy, których oczekuje wielu obserwatorów sportowej sceny od FIFA, po ustąpieniu prezydenta Seppa Blattera, powinny objąć nie tylko tę skorumpowaną organizację, ale cały świat piłki nożnej. A najważniejszą zmianą powinien być wprowadzony prawny zakaz handlowania piłkarzami.

Źródło: Financieele Dagblad, Elsevier #piłka nożna