Koniec sagi pod tytułem "Orlando Sa" wydaje się być bliski. Z ulgą odetchnęli działacze stołecznego klubu, spokojny może być norweski szkoleniowiec Legionistów Henning Berg.

Rozkapryszona gwiazda

Gdy wiosną 2014 roku Legia ściągnęła z cypryjskiego AEL Limmasol Portugalczyka, w Polsce był on piłkarzem anonimowym. Legia za niemałe jak na polskie warunki pieniądze, czyli 450 tys. euro, sięgnęła po gwiazdę ligi cypryjskiej. Na wyspie Afrodyty wszyscy piali nad talentem 26-letniego wówczas napastnika, a w AEL traktowali go niemal jak piłkarskiego boga. Nic zatem dziwnego, że kibice z Limassol nie mogli pogodzić się ze stratą swojej gwiazdy.

Po przyjeździe do Polski Sa miał trudności z aklimatyzacją. Grywał mało, nie strzelał goli. Na wiosnę sezonu 2013/2014 rozegrał zaledwie 7 meczów, zdobywając w nich 1 gola. W ubiegłym sezonie bilans napastnika wyglądał nieco lepiej. Sa zagrał w 26 meczach Ekstraklasy, zdobywając 13 goli. Zaznaczyć należy, że w zaledwie 12 spotkaniach był murawie od pierwszej do ostatniej minuty.

Berg bardziej cenił sędziwego Marka Saganowskiego, a wyceniany na milion euro Portugalczyk musiał godzić się (albo i nie) z rolą rezerwowego.

Dlaczego trener Legii nie widział miejsca w składzie dla piłkarza, który ocierał się o reprezentację Portugalii? Powód jest bardzo prosty. Sa od początku swojego pobytu w Warszawie zadzierał nosa. Uważał się za lepszego od kolegów z drużyny i stąd ich niechęć do niego. Zachowanie Portugalczyka nie podobało się ani jego klubowym partnerom, ani trenerowi. Dlatego właśnie Sa siedział regularnie na ławce. Napastnik nie krył rozgoryczenia takim stanem rzeczy, a kulminacją frustracji było jego samowolne zejście z boiska w meczu z Górnikiem Zabrze.

Oferty spływają

To nieprawda, że Sa grał słabo. Jeśli dostawał szansę to pokazywał się z jak najlepszej strony. Wina leży w jego niepokornym charakterze. Dobra forma napastnika nie umknęła uwadze zagranicznych klubów. Sa chcieliby mieć u siebie między innymi finansowi krezusi z Hebei China Fortune, gdzie na co dzień występuje legenda Legii Miro Radović. Mimo kuszącej finansowo oferty z Chin Sa nie zdecydował się na grę w Azji. Kolejnym klubem starającym się o Portugalczyka jest AEK Ateny, jednak Grecy nie przedstawili jak dotąd oferty satysfakcjonującej Legię.

Jak donoszą media zawodnikowi najbliżej jest do angielskiego drugoligowca Reading. Portugalczyk już dogadał się z klubem co do wysokości indywidualnego kontraktu i czeka na ruch swojego klubu. Legia nie powinna robić w tym wypadku problemów, bowiem Anglicy są gotowi zapłacić za Sa milion funtów.

żródła: przegladsportowy.pl, futbolnews.pl #piłka nożna #Wyspy Brytyjskie #Premier League