Przed meczem wszystko wskazywało na wyrównany pojedynek dwóch wielkich firm. Tak też było, ale tylko przez kilka minut. Nie minęło dziesięć minut, a Alvaro Morata, zaszokował zapewne nie tylko Carlo Ancelottiego, ale również sporą część białej części Madrytu. Kiedy ten niesamowicie ambitny wychowanek Królewskich wyprowadził Juve na prowadzenie, wydawało się, że układanka Allegriego ma sens. Zresztą mina trenera Los Blancos, dość znacząco pokazywała, że nie tak to miało wyglądać.

Praktycznie do końca pierwszego kwadransa spotkania, Madrytczycy wyglądali jak stłamszona juniorska drużyna, która pierwszy raz miała do czynienia z naładowanymi i agresywnymi przeciwnikami, którzy nie pozwalają na powolne rozgrywanie piłki, a każdą niechlujnie wybitą futbolówkę po prostu przejmują

Jednak z upływem dwudziestej minuty, Ancelottiemu udało się coś zmienić. Czy było to kilka żołnierskich słów, czy też awaryjny plan taktyczny, pozostanie już jego tajemnicą. Faktem jest, że gra Realu wyglądała o niebo lepiej. Jakby na potwierdzenie tego, już w 28 minucie do wyrównania doprowadził nie kto inny, jak Cristiano Ronaldo. Strzelił on tym samym nie tylko dziewiątą bramkę w tej edycji Champions League, ale przede wszystkim 76 w historii tych rozgrywek, co pozwoliło mu wyprzedzić o jedną bramkę Leo Messiego, z którym dotychczas dzielił pierwsze miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców rozgrywek.

Przed przerwą, gracze z Madrytu mogli jeszcze wyjść na prowadzenie i po raz kolejny cudowne dziecko kolumbijskiej piłki, czyli James Rodriguez mógł zdobyć spektakularną bramkę, jednak piłka wylądowała na poprzeczce.

W drugiej prawie jak w pierwszej

Jak się rozpoczęła pierwsza połowa, tak też zaczęła się druga. Pierwsze dziesięć minut delikatna wymiana ciosów. Po nieco ponad 10 minutach drugiej połowy kolejny szok dla obrońców tytułu. Po strzale Marcelo, piłka odbiła się prosto pod nogi Teveza, a ten przemierzając połowę boiska, wpadł w pole karne, żeby w końcu zostać sfaulowanym przez Carvajala. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr, po czym sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość wyprowadzając Starą Damę na prowadzenie.

O ile początek drugiej części był podobny do pierwszej, to dalsza część spotkania znacznie się od niej różniła. Real nie potrafił znaleźć sposobu na szczelną i zorganizowaną obronę Juventusu i to gospodarze byli bliżsi zdobycia kolejnej bramki. Wyjątkiem była sytuacja, w której wprowadzony za Isco Chicharito, inteligentnie podawał w polu karnym do Ronaldo, który jednak nie sięgnął futbolówki.

Madryt nie traci nadziei, ale...

Mimo porażki, Real, dzięki strzelonej na wyjeździe bramce  i perspektywie rewanżu na swoim stadionie, nadal pozostaje faworytem do awansu. Natomiast Ancelotti powinien mocno zastanowić się, jak poprawić kreatywność swojego zespołu w ataku. W innym przypadku, przy tak dobrze zorganizowanej grze Juve, Madryt będzie mógł zapomnieć o obronie trofeum sprzed roku. #piłka nożna #Liga Mistrzów