Minęło pół roku, kiedy pożegnałem tak kolegę, jak i wybitnego sportowca. Chodziliśmy do jednej szkoły podstawowej w Radomiu. Kuba klasę wyżej. W piłkę grał wyżej o kilka klas, graliśmy razem dużo. W tamtych czasach nie było wielu rozrywek. Boisko było naszym domem. O tym, że Kuba jest w ciężkim stanie dowiedziałem się z internetu. Nie mogłem w to uwierzyć. No przecież w takie rzeczy się nie wierzy. Po latach szkoły podstawowej nasze drogi rozeszły się. Ja robiłem swoje, ale dochodziły mnie słuchy, że Kuba kontynuuje karierę zawodniczą. Było to dla mnie oczywiste. Był dobry. Na prawdę był bardzo dobry. Mieszkałem wtedy w Warszawie i zajmowałem się różnymi rzeczami. My sportowcy, zawsze cieszyliśmy się dobry zdrowiem. Jednak ja zacząłem mieć problemy z trzustką. Dlatego kiedy dowiedziałem się, że Kuba jest chory, i dowiedziałem się, że zdiagnozowano u niego ciężką chorobę trzustki - byłem wstrząśnięty.

Kolega z boiska

Jakub Bilke (rocznik 1975) debiutował w poważnej piłce w Broni Radom. Pierwsze oficjalne spotkanie rozegrał jako 15-latek i od razu w debiucie zaaplikował dwa gole Lubliniance Lublin. W dalszym etapie swojej kariery był zawodnikiem GKS Bełchatów i Jagiellonii Białystok. Nie zagrał jednak nigdy w ekstraklasie. A należało mu się. Pamiętam jak zdobywaliśmy pierwsze miejsce w międzyszkolnych jeszcze wtedy mistrzostwach Radomia. Cóż on na tych boiskach wyczyniał! Z tyłu czaił się gdzieś równie wybitny obrońca Erwin Majkowski, ja pałętałem się gdzieś w środku robiąc, co mogłem, żeby odebrać piłkę przeciwnikowi i dograć ją do przodu. Ale to często nie było konieczne. Kuba z przodu wyprawiał takie cuda, że mecze były wygrane. To on wygrywał te spotkania. Bo Kuba rzeczywiście był olbrzymim talentem. Słyszałem, że fachowcy porównywali go do Włodka Lubańskiego. On wygrywał mecze w pojedynkę. Dostawał piłkę i przeciwników mijał, jak tyczki slalomowe. Na metrze potrafił wkręcić w ziemię dwóch trzech rywali. Byłem młodszy od niego o rok, ale nie widziałem jeszcze w wtedy zawodnika o takich umiejętnościach technicznych na poziomie juniorskich. Grałem, bo lubiłem grać, teraz wydaje mi się, że grałem żeby patrzeć na grę Kuby. O kolegach z boiska się nie zapomina. Jak o tych z wojska. Więc pamiętałem i śledziłem jak mogłem karierę Kuby. Tu podpytałem, tam przeczytałem, gdzie indziej usłyszałem. Grał w młodzieżowych reprezentacjach Polski, strzelał dla niej dużo bramek. Mówi się, że dyby miał wtedy menadżera z prawdziwego zdarzenia, grałby w wielkich klubach. Kuba nigdy nie gwiazdorzył, choć wiedział, że swoimi umiejętnościami przewyższa rówieśników o dwie trzy klasy. Był sobą. Grał z przodu i widok tego, co robi z piłką i zawodnikami drużyn przeciwnych dawał doznania wprost ekstatyczne.

Zazdrościłem mu!

Kuba Bilke był wychowankiem Broni Radom. Zapisał się w historii tego klubu debiutując w pierwszej drużynie w wieku zaledwie 15 lat. Już w pierwszym występie strzelił dwa gole Lubliniance Lublin. Swego czasu uchodził za jednego z najbardziej perspektywicznych juniorów w Polsce. "To był wielki talent" - można przeczytać na forach klubów, których barw reprezentował. W swojej karierze grał również w Broni Radom, Sokole Pniewy, Radomiaku Radom, Stali Stalowa Wola, Hetmanie Zamość, GKS-ie Bełchatów, Blekitnych Kielce, Siarce Tarnobrzeg, niemieckim FC Stahl Eisenhuettenstadt, Jagiellonii Białystok, Starze Starachowice, MG MZKS Kozienice, GLKS Nadarzyn, Powiślance Lipsko, Czarnych Dęblin. Odszedł pół roku temu a ja dalej nie mogę w to uwierzyć. Pogrywam rekreacyjnie, ale straciłem prawie całkiem ochotę na grę w piłkę.

>>>> Czytaj: SKW znalazła podsłuch w restauracji "Różana"

SKOK-i Wołomin: cztery osoby zatrzymane #piłka nożna