"Ja wiedziałem, że tak będzie" - mógłbym napisać w pierwszych słowach komentarza do Rajdu Meksyku. Owszem, napisałem, że już w czasie drugiego "górskiego" dnia rajdu, czołówka może zamienić się miejscami, a liczba kierowców na mecie nie musi pokrywać się z tą na starcie, ale tak mógł powiedzieć każdy, kto odróżnia rajdówkę od TIRa. Powiedzieć łatwo, a jednak stało się. Drugiego dnia rajdu, kierowcy musieli zdobyć "górkę" 2781 metrów nad poziomem Zatoki Meksykańskiej, w górach pod Guanajuato i nie wszystkim się to udało. W tym momencie, na drugim punkcie pomiaru czasu czwartego OS-u, Robert Kubica był czwartym kierowcą rajdu. Niestety, niezbyt długo. Najpierw uderzył w skarpę, potem z felgi "zeszła" opona. Owszem, na feldze można jeździć (a nawet bez jednego koła) co nie raz widzieliśmy na krótkich migawkach z rajdów. Można, ale niezbyt szybko.

Na 14-tym OS-ie, pierwszy pecha miał Hayden Paddon z zespołu Hyundaia, który zniszczył zawieszenie. Zaraz potem, w tym samym miejscu Chris Meeke z Citronena rozbił auto. Liderzy rajdu też nie mieli szczęścia na niezwykle wymagającej nawierzchni tego etapu. Wicelider rajdu Thierry Neuville "po prostu" wypadł z trasy, Jari-Matti Latvala, partner Sebastiena Ogier z Volkswagena urwał koło, a Estończyk Ott Tanak po awarii zawieszenia wpadł do zbiornika wody i utopił rajdówkę. Oprócz niesamowitej dramaturgii samego zdarzenia, do rangi ciekawostki może urastać fakt, że po dziesięciu godzinach samochód Tanaka został z jeziora wyciągnięty, elektronika wysuszona, zniszczone części wymienione, a na przedostatnim Os-ie Estończyk miał dziesiąty czas i zdobył pseudonim "Titanak". Ciekawe, co mieliby do powiedzenia w tej sprawie "jedyni dobrzy agenci", którzy naciągają nas, nie tylko w spotach na wizji, na wszystko co się da… Ogromu pogromu kierowców WRC dopełnił , lub zapoczątkował, Lorenzo Bertelli, który już drugiego dnia, po stracie przyczepności na jednym z zakrętów, mógł zapomnieć o klasyfikacji generalnej. I zapomni jeszcze niejeden raz, w końcu przygodę z rajdami zaczynał w czasie gdy Robert Kubica miał już za sobą zwycięstwo w GP Montrealu w F1. Połowa faworytów z rywalizacji odpadła, druga rywalizowała do końca, mimo, że różnice na mecie były takie, że Sebastien Ogier mógł ostatni OS przejechać taksówką.

Kolejny rajd i kolejny raz Robert zostaje bez punktów. No tak, ale… Jako jeden z trzech kierowców w stawce, jest zwycięzcą odcinka specjalnego w trzech kolejnych, tegorocznych rajdach. Ani Latvala, ani Meeke, Sordo, Ostberg, Mikkelsen… I co dalej? Czy czeka nas sezon wspaniałych odcinków specjalnych i przegranych rajdów? Robert to wspaniały kierowca, który jak nikt inny czuje wszystkie elementy samochodu, jedzie widowiskowo, nieprawdopodobnie szybko, gdy tylko dostanie samochód fabryczny, będzie mistrzem świata. Toto Wolff, sportowy szef Mercedesa oświadczył, że trzyma dla Roberta miejsce w najlepszym samochodzie i w każdej chwili przyjmie go do teamu startującego w serii DTM. On się zna, więc my możemy spokojnie poczekać na zwycięstwa Roberta, a w międzyczasie na pewno nie będziemy się nudzić. #Moto GP #Mistrzostwa Świata