Przed niedzielnym meczem reprezentacji Polski z Irlandią, w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy 2016, sytuacja w "polskiej" grupie wcale nie wyglądała tak różowo jak się wydawało. Mieliśmy co prawda trzy punkty przewagi nad Niemcami, Szkocją i Irlandią, ale wystarczyło "umoczyć" w Dublinie, a wygrane Niemców z Gruzją i Szkocji z Gibraltarem, które wydawały się tak oczywiste jak miska z zupą przed psią budą, doprowadziłyby do sytuacji, w której cztery rywalizujące o awans drużyny miałyby równą liczbę punktów. I wtedy zaczęłyby się "schody", czyli nasza polska specjalność (gra "o wszystko" na wyjeździe), to znaczy chyba jednak przypadłość, gdyż z tej gry nigdy nie wychodziliśmy zwycięsko.

George Best

Mieliśmy wielu wspaniałych piłkarzy. Pamięcią kilkuletniego kibica sięgam do czasów Ernesta Pohla, Floreńskiego, Liberdy, którzy powojenny czas polskich gruzów odbudowywali kibicom sukcesami Polonii Bytom i Górnika Zabrze. Potem przyszedł czas Włodka Lubańskiego i Jana Banasia. Anglicy mówili, że gdyby Jasiu urodził się w Anglii nazywałby się George "the Best" Banaś. Lubański miał grać w Realu Madryt, ale I sekretarz KW PZPR w Katowicach, zadecydował, że będzie grał na Roosevelta w Zabrzu, a nie na Santiago Bernabeu.

Czas Górskiego

Lato, Szarmach, Gadocha to był wtedy najlepszy atak na świecie, Deyna, Kasperczak pomoc, plus Jurek Gorgoń, na widok którego przeciwnicy dostawali trzęsawki. Niestety lał deszcz, piłki stawały w kałużach, przegraliśmy półfinał MŚ 1974 i chyba tytuł mistrza świata.

Czas Piechniczka

Boniek… po mistrzostwach świata 1982 trafił do Juventusu Turyn. Włoscy dziennikarze pisali, że Michel Platini jest królem dnia, a Boniek królem nocy. Nasi kibice wiedzieli o co chodzi, Platini gra, a Boniek szlaja się po lokalach. Chodziło jednak o to, że Platini grał świetnie w meczach ligowych (rozgrywanych przy świetle dziennym), a Boniek w pucharowych, granych wieczorem przy jupiterach. Kibice wiedzieli jednak swoje, gdyż znali losy swoich ulubieńców, którzy potrafili przedryblować całe boisko, ale w życiu zatrzymali się na stoliku ze szkłem, lub przy okienku buka.

Czas Lewandowskiego

W obecnej kadrze jest chłopak ze Znicza Prószków, #Robert Lewandowski), który strzeli l Casillasowi cztery bramki. To tak jakby Al Capone pochodził z Wołomina. Są jeszcze Grzegorz Krychowiak, który swoją determinacją i sercem do walki zdobył uwielbienie kibiców hiszpańskiej Sevilli, Kamil Glik, który dla włoskiego Torino strzela tyle bramek ile nie strzelił żaden inny obrońca w Europie. Jest Szczęsny, Piszczek, może będzie Błaszczykowski, którzy jednak nie grali. Akurat całe pół drużyny. Za mało na sukces, za dużo na porażkę.

Dwa kwadranse

Mecz był nie taki jaki kibice lubią oglądać. Wszyscy pracowali "w pocie czoła", kopnęliśmy trzy razy na bramkę, raz wpadło. Irlandczycy odpowiedzieli trafieniem w słupek, a potem nastąpił ostatni kwadrans, czyli "specjalność" naszej drużyny. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat, w co piątym meczu traciliśmy punkty lub zwycięstwo w ostatnim kwadransie. Nie inaczej było w tym meczu, wykop z rogu, obrona już myślała o pochlebnych recenzjach zaprzyjaźnionych dziennikarzy, tymczasem Shane Long wkopał piłkę do naszej bramki. Okazało się jednak, że nie był to tylko nasz kwadrans. Połowę zdobytych do tej pory punktów Irlandczycy wywalczyli w doliczonym czasie, strzelając gole nam, Niemcom i Gruzji. Trener Nawałka widocznie o tym nie wiedział. Druga część rywalizacji zapowiada się emocjonująco, z Niemcami i Szkocją gramy na wyjeździe. Prawdopodobnie zadecyduje ostatni kwadrans meczu z Irlandią. Będzie horror.

Zobacz także:

>>> ZOBACZ: Piłkarskie prawa współczesnej polskiej piłki nożnej

>>> ZOBACZ: Pocałujta w coś tam pana Wójta
#piłka nożna