Z ogromnymi nadziejami zasiadałem przed telewizorem, przygotowany na niezwykłe emocje pierwszego w tym roku wyścigu elitarnej Formuły One. Zeszłoroczne sukcesy kierowców Mercedesa, kłopoty pozostałych "stajni", a przede wszystkim producentów silników spowodowały, że okres testów przed nowym sezonem miał rzucić światło na początek tegorocznego Grand Prix. Nie rzucił. Mercedes w dalszym ciągu dominował, Fernando Alonso miał wypadek, którego przyczyn, nowy pracodawca (McLaren), do dzisiaj nie wyjaśnił, a sezon ruszał. Inauguracja sezonu 2015 Formuły 1 na torze Albert Park w Melbourne przebiegła niestety tak jak się spodziewaliśmy. Wygrały dwa Mercedesy, a Ferrari utrzymało trzecie miejsce z kwalifikacji. Kto nie oglądał wyścigu, może pomyśleć, że miało być nudno i było, i nic się nie działo. Tymczasem…

Poszły konie po betonie

Lewis Hamilton zrobił to, co do aktualnego mistrza świata należało. Wygrał kwalifikacje, objął prowadzenie na starcie, prowadził cały wyścig i niezagrożony wygrał. Nico Rosberg miał kłopoty tylko na starcie, Felippe Massa trochę go postraszył, ale nie był wstanie wyprzedzić niemieckiego kierowcy, syna fińskiego mistrza formuły1. Sebastian Vettel zadebiutował w teamie Ferrari. Bardzo chciał w pierwszym starcie dla Ferrari zrobić dobry wynik i zrobił. Jeśli można powiedzieć, że przy prędkości 200 km/h można jechać spokojnie, to tak właśnie jechał, większość wyścigu za Felippe Massą, ale ograł go na pit stopie i stanął na podium.

Mercedes zaczął od podwójnego zwycięstwa i pokazał, że nic się nie zmieniło w stosunku do zeszłego roku, ma najlepszy silnik, zbalansowany samochód i dwóch kierowców, którzy w tym roku też będą dominować na torach wyścigowych. Ferrari w zeszłym roku przeżyło upokorzenie. Nie udała się aerodynamika, silnik nie był konkurencyjny, zrezygnowany Alonso odszedł do Mc Larena. W tym roku testy były jednak obiecujące, podobnie jak wyścig w Melbourne. Gdyby nie mechanik w pit stopie, zespół mógłby uznać wyścig za bardzo udany.

Odkrycie

W połowie wyścigu zdałem sobie sprawę, że być może jesteśmy świadkami "zmiany warty" w padoku formuły 1, że być może aktualni mistrzowie świata powinni powoli zacząć mościć sobie miejsce na kanapie, przed telewizorem, ze szklaneczką szkockiej. Być może jeszcze kilka wyścigów, a Hamilton, Vettel, Raikonen i Alonso będą wąchać zapach spalin z dyfuzorów Maxa Verstappena i Carlosa Sainza. Oto mistrz świata Fernando Alonso nie staje do wyścigu. Oto mistrz świata Kimi Raikonen walczy, jest na piątym miejscu, ale jego mechanik po trudach sobotniej nocy, w czasie wymiany opon, nie dokręca tylnego koła i mistrz kończy wyścig na poboczu. Oto mistrz świata Jenson Button przyjeżdża na metę ostatni.

Po kolei

Felippe Nasr (debiutant), 22 letni Brazylijczyk debiutując w niedzielę w Formule 1, zdobył piąte miejsce. Na starcie nie obyło się bez przepychanki i drobnych kontaktów z rywalem, ale jak wytrawny mistrz utrzymał bolid na torze. Nikt, Senna, Schumacher, Stewart, Vettel nie odniósł takiego sukcesu w pierwszym starcie. To jeden z tych kierowców, do których już niedługo będzie należała Formuła 1.

Max Verstappen (debiutant), syn kierowcy formuły 1, jechał znakomicie, trzymał się Kimiego Raikonena i nie wiadomo, co by było, gdyby silnik Renault wytrzymał do końca. Ale nie wytrzymał. Max jest tak młody (ma 17 lat), że nie może jeszcze mieć prawa jazdy. Ale może być mistrzem świata.

Carlos Sainz jr (debiutant), syn mistrza świata w rajdach, zajął 9. miejsce, ale mechanicy pokpili sprawę i też mieli kłopoty z wymianą tylnego koła, co spowodowało stratę ponad pół minuty. Pół minuty w formule 1 to czasem różnica między pierwszym i szóstym kierowcą na mecie.

Marcus Erickson (debiutant, 22 lata). Do niego i Carlosa Sainza należała koncówka. Stoczyli fascynującą walkę o ósme miejsce. Przez wiele minut kamery pokazywały dwóch debiutantów, zapominając o prowadzącym wyścig mistrzu świata.

Sauber jest chyba największym wygranym pierwszego wyścigu. W zeszłym roku nie zdobył ani jednego punktu, teraz w pierwszym wyścigu aż 14. Wydaje się, że debiutanci Nasr i Erickson stali się gwarancją, że zwielokrotnią ten wynik.

Młode wilki

Tegoroczne mistrzostwa Formuły One zapowiadają się bardzo ciekawie. Czy "młode wilczki" dobiorą się do skóry mistrzów? Czy Mercedes wytrzyma presję, a Ferrari nadrobi stracony czas? Czy Renault wypadnie ze stawki, a McLaren będzie po każdym wyścigu gasił światło? Jeszcze 19 wyścigów, młodzi chłopcy już ostrzą sobie zęby na mistrza, oj będzie się działo. #Moto GP #luksus