Motto kibica sportowego: "Sportowa rywalizacja jest po to, żeby kibic mógł napić się piwa".

Dzisiaj ostatnia taka okazja, żeby nasi skoczkowie wrócili z Mistrzostw Świata z tarczą - konkurs skoków drużynowych. Umówiliśmy się z sąsiadem, że mimo choroby mojej żony i konieczności intensywnej opieki nad nią, konkurs skoków obejrzymy razem, jak za dawnych "Małyszowych" lat. Ponieważ jestem w zasadzie optymistą, wziąłem ze sobą butelkę przygotowanej na tę okazję Mioduli, tradycyjnego napoju wiślanych, nie tylko kibiców skoków. "To na wypadek gdybyśmy zdobyli medal", wyjaśniłem już w drzwiach.

Heniek

"OK, nie ma sprawy, przygotowałem dwie czyste, gdybyśmy medalu nie zdobyli", skomentował Heniek. Heniek, mój sąsiad, jest fachowcem nie tylko w skokach, był kiedyś członkiem stowarzyszenia statystyków, ale zostało mu do dzisiaj. Jeszcze zanim skoczkowie zaczęli skakać serię próbną, dowiedziałem się, że od sezonu 1979/80 rozegrano 73 turnieje drużynowe, z których nie wygraliśmy żadnego, trzy razy byliśmy drudzy, pięć razy trzeci. Statystycznie wychodzi, że raz na cztery i pół roku stawaliśmy na podium. W ostatnich czterech latach nasza drużyna "aż" tryumfowała sześć razy, co wyraźnie świadczy, że tym razem albo staniemy na podium, albo że nie staniemy i mamy do roku 2042 kontyngent wyczerpany. Prawdę mówiąc nie wiedzieliśmy, od której butelki zacząć.

30 kilometrów

Zupełnie niepotrzebnie zaczęliśmy oglądać bieg na 30 kilometrów z udziałem Justyny Kowalczyk. Nie chodzi o to, że nas ten bieg nie interesował. Wręcz przeciwnie. Justyna zaczęła nieźle, była w czołówce, więc nam już po trzech kilometrach zaczęła kończyć się Miodula. Heniek, widząc co się dzieje, zaczął coś kombinować z propolisem. Niestety nie wyszło, Justyna na 10 km przed metą była osiemnasta, a Heniu nie dobrał ani smaku, ani mocy. Zostaliśmy z czystą, co nie prognozowało dobrze przed konkursem skoków.

Konkurs prawie on line

Swoim początkiem Żyła upewnił nas w przekonaniu, że jeśli pozostali nasi będą skakać podobnie, mają szanse zdobyć medal, o ile inni będą skakać jeszcze słabiej. Lub nie mają, gdy reszta będzie skakać normalnie. Po pierwszej rundzie jesteśmy na czwartym miejscu, ale tylko dlatego, że Neumayer się nie popisał. Trzecie miejsce mamy na wyciągnięcie ręki, ale musiałaby to być ręka Guliwera w krainie Liliputów.

Murańka wylądował - i to jest to, z czego zaczęliśmy się cieszyć. Co prawda nie za daleko, ale szczęśliwie. Hayboeck skoczył jak trzeba, a my jesteśmy już na trzecim miejscu, bo Dezman i Eisenbichler zapomnieli, że ich drużyny walczą o medale. Dwa słabe skoki Niemców spowodowały, że chyba ze złotem mogą się pożegnać.

Ziobro miał pretensje do trenera Kruczka, że ten nie wystawił go do konkursu na dużej skoczni, i udowodnił, iż trener miał rację. Kilka minut wcześniej jeden z Kazachów skoczył prawie 10 metrów dalej. Japończycy już nas mają, podobnie jak Słoweńcy. Jesteśmy już na piątym miejscu, a Freitag spowodował, że już czujemy na plecach oddech Niemców. Lecimy, ale w dół klasyfikacji i zaczyna nam się kończyć pretekst naszego spotkania. Henio postanowił, żeby zadzwonić do Edka, on pije kolorową i też nie wierzy w medal.

Stoch skoczył daleko, ale w tym "stincie" rywalizuje z najlepszymi, więc nie wiadomo, jak będzie. Kasai się nie dał, a Prevc niespodziewanie tak. Velta zrobił swoje i jesteśmy na czwartym miejscu. Do drzwi zadzwonił Edek i druga odsłona konkursu zarysowała się w kolorowych barwach. Edzio zauważył, że statystycznie rzecz biorąc, tylko my i Norwedzy skoczyliśmy na miarę swoich możliwości, z tym że oni walczą o złoto, a my 5-6 miejsce.

Żyła po raz drugi. Nie skoczył dalej, niż w pierwszej rundzie, mimo to ograł Kobayashiego. Austria i Norwegia się nie liczą, są poza naszym zasięgiem, a Neumayer też udowodnił, że jest pomyłką trenera. Jesteśmy na trzecim miejscu. Heniek zaczyna kombinować, czy ktoś z naszych znajomych pije kolorową.

Murańka skacze daleko, chociaż przy lądowaniu strasznie macha rękami, i to nie do kibiców. A Ito, Dezman i Hayboeck "nie machają, ale z Klimkiem przegrywają". To Edek, któremu najszybciej poszło do głowy. Jesteśmy na drugim miejscu, aż strach pomyśleć co może być. "Ziobro, leć za Janosika…", Heniek chyba też ma dosyć.

Ziobro też nieźle, dołożył do pierwszego skoku prawie 10 metrów. Komentatorzy w telewizji ryczą: "już prawie mamy medal". My z kulturą, bo Takeuchi skoczył daleko. Damian przerżnął szansę Słoweńców, ale Poppinger dał popalić i mamy już tylko 0,8 punktu przewagi nad Austrią. Jesteśmy drudzy przed ostatnią rundą. "Kamil prowadź Polskę na podium", rzucił Edek zanim rzucił się na końcówkę przyniesionej wiśniówki. Potem mu opowiemy jakie były wyniki.

Stoch zanim skoczył, przeżył rekord skoczni Freunda, długi skok Schlierenzauera, musiał zejść z belki bo za mocno wiało, i… przegrał drugie miejsce, to znaczy wygrał trzecie, i sami nie wiedzieliśmy, z której butelki sączyć ostatnie krople. Było super, nawet chcieliśmy zamówić coś na telefon, ale trzeba było wracać do domu.

Kłopoty zaczęły się na progu… #Mistrzostwa Świata #narciarstwo #Kamil Stoch