Obserwowanie skoków narciarskich to właściwie prosta sprawa, pozbawiona emocji i stresu. Wystarczy pamiętać o kilku zasadach, które rządzą tą dyscypliną sportu.

Mieli zatańczyć z wiatrami, a to wiatr zatańczył z nimi…

Kilka dni temu wydawało mi się, że wobec kiepskich w tym roku, rezultatów pracy trenerskiej Łukasza Kruczka, naszym skoczkom pomoże przyroda. Jednak nie chciała. Wiatry wiały, ale nie pod narty, a jeśli już, to nie naszym. Zapomniałem, że generalnie jest tak, że jeśli ktoś jest dobry (pierwsza dziesiątka klasyfikacji Pucharu Świata), będzie miał dobry wiatr (połowie z nich zawieje), a sędziowie lubią skoczka (kiedyś Kamila Stocha oceniali najwyżej, dzisiaj wolą Severina Freunda), to jeśli te trzy parametry zejdą się w jednym miejscu o jednym czasie, to na dużej skoczni wygra Freund, który kilka dni wcześniej na normalnej był drugi (na której wygrał Rune Velta, a na dużej był trzeci). Ale tak już jest, my Polacy częściej kierujemy się nadziejami niż faktami.

Fakty

Fakty są takie, że najlepsi skoczkowie, na najwyższym poziomie potrafią utrzymać się 4 do 6 tygodni. Potem muszą na jakiś czas odpuścić. Tak było w tym roku z Simonem Ammannem, który wygrał dwa konkursy w Kuusamo i dwa razy stanął na podium w Turnieju Czterech Skoczni. Podobnie z Romanem Koudelką, który w tym czasie wygrał 4 turnieje nie licząc miejsc na podium. Stefan Kraft był sensacją TCS, który wygrał i w ciągu półtora miesiąca pięć razy stał na podium. #Kamil Stoch też miał swoje trzy tygodnie gdy wygrał dwa turnieje i dwa razy był drugi, a Peter Prevc nawet sześć, gdy stawał na podium dziewięć razy. No i przyszedł czas na Freunda. Tuż po TCS zaczął się jego czas, wygrał cztery turnieje, zdążył „dowieźć” formę do mistrzostw świata, na których zdobył dwa złote medale (skocznia duża i konkurs mieszany) i jeden srebrny, a czeka go jeszcze konkurs drużynowy, więc będzie kolejny medal.

Wyjątek

Raz tylko zdarzył się wyjątek od tej normy. W roku 2010 do Vancouver, na Igrzyska Olimpijskie trener Apoloniusz Tajner wraz z Adamem Małyszem jechali po złoty medal „jak po swoje”. Simon Ammann dominował w grudniu 2009 i w styczniu 2010 roku, wygrał pięć konkursów, trzynaście razy stał na podium. Wiadomo było, że takiej formy nie utrzyma do końca lutego. Niestety utrzymał, zdobył dwa złote medale olimpijskie, a zaraz po nich dołożył jeszcze cztery zwycięstwa w Pucharze Świata. Ale były emocje…

Czyli spoko…

Swoje aspiracje na mistrzostwach zasygnalizował Rune Velta, złoty na normalnej skoczni, srebrny w konkursie mieszanym i brązowy na skoczni dużej. Zawalczy jeszcze o złoto w konkursie drużynowym i do końca sezonu będzie dominował na skoczniach razem z Peterem Prevcem, który nie da sobie w tym roku wydrzeć Kryształowej Kuli. Czyli będzie nudno. Niekoniecznie. Możemy wybrać się do Wisły, do Malinki na skocznię im. Adama Małysza, wjechać na górę i z perspektywy belki spojrzeć w dół, na zeskok, gdzie swoje medale, sławę, zdobywają lub tracą skoczkowie. Będą emocje. #Mistrzostwa Świata #narciarstwo