Wydaje się, że prawda jest tylko jedna. Tak jak fakt, który jest faktem, a nie faktem autentycznym. Niestety, najstarsi górale, zanim jeszcze zaczęli interesować się naszą piłkarską Ekstraklasą (imienia kolejnego sponsora), i zapomnieli już czego nie pamiętają, określili trzy podstawowe prawdy: "1) Świnta prawda, 2) Tys prowda, i 3) Gówno (przepraszam) prowda." Dlaczego niestety? Bo górale nie przewidzieli prawdy piłkarskiej, która rodziła się w bólach. W bólach obywateli, ponoszących koszty fikcyjnych etatów piłkarzy, którzy „ostatniego” (dnia miesiąca), krążyli miedzy zakładami, w których byli „zatrudnieni”, pobierając wynagrodzenie. Prezesów klubów, którzy wyższość socjalistycznych argumentów wyższości trudu górniczego nad hutniczym, milicyjnym czy żołnierskim starali się osiągnąć „bułgarskimi” pieniędzmi z tych resortów. A wszystko po to, żeby obywatel myślał o piłce, nie o rzeczywistości. Mimo wielu lat, trwa to do dzisiaj.

1966

Zainteresowanie piłkarską prawdą zaczęło się przed Mistrzostwami Świata w Anglii. Szczególnie na Śląsku. Nasza telewizja nie transmitowała mistrzostw, z powodu swoich niepodważalnych względów. Czesi transmitowali. My mieliśmy w Katowicach Hutę Baildon, która oprócz wszystkiego hutniczego, produkowała czołgi i inne takie urządzenia zabezpieczające pokój na świecie. Także elektrody i druty zbrojeniowe (te z kolei nie do wojny, a do konstrukcji budynków), z których można było zrobić bez problemu antenę „na Ostrawę”. Kto miał kogoś w hucie, miał antenę i do niego na mecze przychodzili sąsiedzi, kto nie miał, ten chodził do sąsiadów. W jakości obrazu niepodobnej do niczego, mogliśmy zobaczyć dramat Pele’go, który kontuzjowany opuszczał boisko, a Eusebio strzelał wspaniałe bramki. „Umarł król, niech żyje król”, pisał angielski „Sun”. Niestety „król” Eusebio już nie żyje, ale nasze piłkarskie prawdy jak najbardziej.

1990

My w międzyczasie przeżyliśmy transformację ustrojową, a piłkarze piłkarską. Okazało się, że polski piłkarz może wyjechać na zachód przed ukończeniem 30-go roku życia, a jego wartość mierzona jest jego umiejętnościami. Umiejętności piłkarzy, przeliczane przez naszych nowych, kapitalistycznych menedżerów, niestety rodzą się w klubach. Kluby uwarunkowane przeważnie zamożnością władz samorządowych, muszą kierować się swoimi prawdami, na miarę swoich możliwości i wynikających stąd ambicji, więc wartość piłkarzy… i tak dalej, i tak dalej, i tak koło się zamyka.

Piłkarskie prawdy

1. Nie można dziwić się trenerowi, który mówi piłkarzowi: „Im rzadziej kopniesz piłkę, tym niżej przegra nasza drużyna”.

2. Nie można ganić trenera, za jego inicjatywę: „Jeżeli kupił mecz i nie powiedział o tym swoim piłkarzom, to oni ten mecz mogą przegrać. Jeżeli kupił mecz i powiedział, to oni mogą ten mecz wygrać, pod warunkiem, ze nie dowiedzą się o tym przeciwnicy”.

3. Nie można dziwić się brakowi wyników, gdyż: „Pierwszy trenerski sukces jest wtedy, gdy jego drużyna zaczyna przegrywać niżej, niż poprzednika”.

4. Należy wspierać trenera gdyż: „Przebudowa drużyny polega na zastępowaniu piłkarzy, którzy już się nie sprawdzają, piłkarzami, którzy jeszcze się nie sprawdzili”.

5. Co nie znaczy, że: „W meczu można zmienić jednego, dwóch lub trzech piłkarzy i nie zmienić niczego”.

6. Jedną z najważniejszych prawd jest, że: „Grając szablonowo trudno jest wygrać mecz, grając nieszablonowo, łatwo jest mecz przegrać”.

7. Jednak jeszcze ważniejszą, że: „Wzrok sędziego jest odwrotnie proporcjonalny do kwoty jaką zainkasował

8. A już zupełnie najważniejszą: „Ilekroć uda się trenerowi rozszyfrować taktyką przeciwnika na najbliższy mecz, tylekroć okazuje się, że tym razem wybrał on całkiem inny wariant gry

9. Czyli… „Gdy przegrywasz mecz, zdobywasz doświadczenie, gdy wygrywasz, masz szczęście”.

10. To znaczy, że: „Taktyka na najbliższy mecz może być lepsza lub gorsza, ale nigdy nie wiadomo, która jest która”.

Powyższe, to pierwsze dziesięć z najważniejszych 435 piłkarskich prawd, które powodują, że nasza narodowa drużyna jest klasyfikowana około czterdziestego miejsca na świecie, które powodują, że mamy jednego piłkarza klasy światowej, trzech- czterech europejskiej, pięciu turecko-rosyjsko-katarskiej. Reszta musi przebijać się przez mur piłkarskich praw ludzi owładniętych(?), tworzących (?), osiągających (?) piłkarski szczebel niekompetencji.

Całe szczęście, że piłkarzom nigdy nie wpadnie do głowy, żeby na wszelki wypadek przeciwko tej niekompetencji zastrajkować, gdyż nie wiadomo czy kibice nie przyjęliby tego z wielką ulgą. #piłka nożna