Jutro w fińskim Falun rozpoczynają się Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym. Będą skoki, biegi i kombinacja norweska (skok plus bieg). Od początku obecnego wieku zdobyliśmy na nich mnóstwo medali (Małysz, Kowalczyk i Stoch).

Czego bronimy?

Oczywiście nie my, ale znacznie lepiej się czujemy, gdy tak mówimy. #Justyna Kowalczyk broni srebra na 30 km w stylu klasycznym, #Kamil Stoch złota na skoczni dużej i brązu wraz z kolegami (Maciej Kot, Piotr Żyła i Dawid Kubacki). Tyle zdobyliśmy medali dwa lata temu w Val di Fiemme.

Na co liczymy?

My, czyli złotouści komentatorzy telewizyjni, czy my, zmęczeni całym dniem pracy kibice, którzy przy kolacji obejrzymy podsumowanie aktualnego dnia zawodów? Oni liczą na więcej, bo to uzasadnia ich akredytację na mistrzostwa, my na tyle, żeby (tradycyjnie) móc napić się piwa. A poważnie? Poważnie na emocje. Zapominając o polskim, sportowym szowinizmie, możemy być świadkami niesamowitej walki pomiędzy królową biegów narciarskich Marit Bjoergen z aspirującą do jej tronu Therese Johaug. Walki Justyny Kowalczyk, wycieńczonej dramatem osobistym i kontuzjami, która będzie starała się pokonać samą siebie w dążeniu do podium. Przede wszystkim rywalizacji "młodych wilków" (Kraft, Prevc, Freund) z mistrzami skoków, Schlierenzauerem, Kamilem Stochem, czy już prawie legendą, Japończykiem Noriaki Kasai. Myślę, że tak jak my, którzy potrafimy poświęcić na przykład życie rodzinne, aby osiągnąć w pracy sukces- akceptację, stanowisko, awans, podwyżkę, sportowcy potrafią poświęcić jeszcze więcej, dla sławy czy chociażby sportowej emerytury. Dlatego będę trzymał kciuki również za Sylwię Jaśkowiec, która w cieniu wielkiej Justyny Kowalczyk (ale razem z nią), będzie walczyła w drużynowym sprincie o medal, tak mocno, jak siły jej pozwolą.

Dzień po

Myślę, że nie ma sensu zajmować się szansami naszych sportowców, jakie mają, czy nie mają, żeby zdobyć to, co ich, czy nas satysfakcjonuje. Nawet oni, znając wszystko w swojej dziedzinie od podszewki, nie wiedzą, czy jutro w czasie zawodów będzie wiało, padało, a śnieg będzie zlodzony czy lepki. Czy zostaną mistrzami, czy o ewentualnym niezdobytym mistrzostwie będą mogli opowiadać latami. Tego wszystkiego dowiemy się "dzień po" z papierowej prasy i jak zwykle najwięcej racji będzie miał ten złotousty, który stał najbliżej mistrza. Jednak my, mamy swoje wartości, które mierzymy ambicją i wysiłkiem, podobnie jak baron de Coubertin, który od nas różnił się tylko tym, że nie wiedział ile można otrzymać profitów za kilkanaście centymetrów kwadratowych powierzchni na nartach, goglach, kasku czy kombinezonie.

Różnica

I tę różnicę, motywację i pragnienia herosów śniegu, będziemy śledzić zaraz po śniadaniu, po pracy, w czasie naszej cichej i spokojnej, trzeciej, relaksacyjnej części dnia. Chyba że ktoś z naszych zdobędzie medal, wtedy to my staniemy się herosami, trzecia część dnia stanie pierwszą, najważniejszą i pozostałe będziemy mierzyli jej miarą. A wielu, na kilka dni, zapomni co to jest kultura picia. #narciarstwo